83

Legenda o internecie, czyli jak to poszedł dym z Kominka, a ludzie popluli się jadem

W sieci zawrzało. Niebieski z wyglądu Facebook rozżarzył się do czerwoności. Oto bowiem Tomek „Kominek” Tomczyk udzielił wywiadu gazecie.pl i potępił hejterów. A przecież sam był jednym z nich, a w ogóle to sprzedał się i jest mendą. Pojedziemy mu złamać szczękę? Czy może na spokojnie rozważymy całą sytuację? Haters gonna hate Parę dni temu […]

W sieci zawrzało. Niebieski z wyglądu Facebook rozżarzył się do czerwoności. Oto bowiem Tomek „Kominek” Tomczyk udzielił wywiadu gazecie.pl i potępił hejterów. A przecież sam był jednym z nich, a w ogóle to sprzedał się i jest mendą. Pojedziemy mu złamać szczękę? Czy może na spokojnie rozważymy całą sytuację?

Haters gonna hate

Parę dni temu jeden z moich redakcyjnych Kolegów zrobił literówkę, tzw. czeski błąd. Nie wybuchła przez to III wojna światowa, Korea Północna nie zrzuciła na Polskę bomby neutronowej, nie zachwiały się też notowania na Wall Street.

Młodemu człowiekowi po prostu omsknął się palec na klawiaturze. Niestety, wystarczyło to, by ktoś spróbował wyciąć mu żywcem serce. Przypomina mi to piosenkę Jacka Pałuchy: „Z nożem na ptaki, wyprujmy im oczy i flaki”. No bo jak można!? Jak można zrobić błąd na… blogu!? No błagam…

Dlaczego odzywam się w tej sprawie? Bo miałem swoich hejterów, zanim to było modne. W 1997 roku byłem redaktorem naczelnym pewnej telewizji, która stała w opozycji do władz miejskich. Pisałem też do prasy.

A były to czasy, gdy internet pod strzechą był jeszcze sprawą przyszłości, więc hejterzy wykonywali po prostu anonimowe telefony.

– Witam serdecznie, czy zastałem szanownego pana redaktora Drewsa?
– Tak, przy telefonie.
– O żesz ty ch..u!!! Czekaj, niech no ja cię spotkam na ulicy!
– A może się pan najpierw przedstawi?
Klik…

I właśnie. W zdecydowanej większości trolling, hejt, rzucanie oszczerstw i wylewanie pomyj to dziedzina osób anonimowych. Łatwo jest szczekać zza węgła – szczególnie gdy się jest ratlerkiem z drżącym ogonkiem. Podpisać się już trudniej. Troszkę mogłoby to sugerować, że hejt ma korzenie bolszewickie, aczkolwiek Freud stwierdziłby zapewne, że chodzi tu raczej o kompleks małego przyrodzenia.

Jak zwał, tak zwał. Prawdą pozostaje, że hejt (ang. hate – nienawiść) to po prostu zespół ordynarnych działań zainicjowanych skrajnymi uczuciami, w tym przede wszystkim zazdrością, a czasem zwykłym strachem. Najgłośniej wszak szczekają małe przerażone kundle.

To zachowania bolszewickie (anonimy), kibolskie (wulgarność) i quasi-religijne (niewierny gnój musi umrzeć!). Przypomina mi to przepiękną sytuację z mojego rodzinnego Dolnego Śląska. Jak długo trwa nienawiść między Lubinem a Legnicą, nikt już dziś nie wie. Ale jej prawie że poetyckim przykładem są kibolskie walki na spraye. W Legnicy wita Was napis „Zagłębie Lubin ch.j”, a w Lubinie – „Miedź Legnica ku..a”. Wet za wet! I nic to, że ściany pomazane, sportowcy zwyzywani, a dzieci zmuszone do czytania tych jakże głębokich wynurzeń…

Niszczymy absolutnie każdego, kto wybije się ponad przeciętność, bo tego nauczono nas w kościele, w szkole i na zebraniach partyjnych. Panas śpiewał o tym już w latach osiemdziesiątych:

Wczoraj skoczyłem, miałem skrzydła jak ptak
Raz jeden w życiu każdy chyba to czuł
Ktoś nagle krzyknął: „Tak to każdy by chciał!”
Coś pochwyciło i ściągnęło mnie w dół

To nasza kultura narodowa, którą w pełni świadomie przełożyliśmy na język nowych mediów. Chamstwo, grubiaństwo, wulgarność, obcesowość to są cechy prawdziwego, silnego Polaka. Bóg, honor, ojczyzna i hejt! A napluć komuś w twarz na oczach innych to już absolutnie +10 do lansu!

Don’t feed the troll

Hasło to znamy wszyscy. Nie karmić trolla. Nie reagować. Nie zwracać uwagi. Tyle, że ta zasada guzik daje. Nawet jeśli trollowany/hejtowany osobnik nauczy się mieć to gdzieś, rykoszetem dostają inni. Chociażby zdrowi, normalni czytelnicy Antywebu, żeby nie być gołosłownym.

To nie tak, że trolla nie powinno się karmić, bo on i tak żywi się własnymi odchodami, ergo jest samowystarczalny. Tego trolla trzeba ukatrupić i w tej materii z Tomczykiem absolutnie się zgadzam – przynajmniej w teorii. Troll roznosi choroby, jedzie mu z pyska, zatruwa atmosferę i negatywnie wpływa na innych. Tu się nie ma co zastanawiać. Jay i Cichy Bob dali najlepszy chyba przykład w tej materii:

Oczywiście jest to tylko filmowy żart. Prawdą jednak pozostaje, że hejterzy i trolle działają dokładnie na tej samej zasadzie, co podpalacze, którzy potem podniecają się, oglądając rozniecony przez siebie pożar w telewizji.

Jeśli w imię wolności słowa będziemy pozwalać na wszystko, dojdzie do sytuacji kuriozalnych! Już widzę, jak w połowie przedstawienia teatralnego na widowni podnosi się hejter, przerywa sztukę i zaczyna wyzywać aktora, którego nie lubi. Bo zagrał w reklamie, bo mu kasa nie śmierdzi, bo ma krzywy ryj, bo nasza stara lepiej by to zagrała…

Wolność (słowa) bez odpowiedzialności to anarchia. A chamstwo to po prostu chamstwo. I nie ma zmiłuj się. Kiedy nie było internetu, a wszyscy w rękach trzymaliśmy gazety, miejsce hejtu częściej zajmowała konstruktywna krytyka.

Bo przecież nie można było umieścić durnego komentarza pod artykułem, więc osoby, które zdecydowały się zainwestować w papier, długopis, kopertę i znaczek pocztowy, zazwyczaj miały coś do powiedzenia.

Kto umiał tylko bluzgać, nie tracił na to pieniędzy – z pomiętą gazetą wracał zazwyczaj do domu i walił swoją starą w pysk, żeby sobie ulżyć, a w niedzielę się z tego spowiadał. I szafa grała.

Dziś zasiadamy przed ekranem, jesteśmy anonimowi i od rana możemy leczyć swe kompleksy. Marczak zarabia na Antywebie? To zaraz mu uprzykrzymy życie – napiszemy, że jest głupi, łysy i robi błędy. Drews znów opublikował artykuł? Nienawidzimy typa, ale przeczytamy tekst tylko po to, by się wkurzyć i napisać, że szkoda miejsca na tę mendę (jak gdyby blog miał ograniczone miejsce jak drukowana gazeta). Sikorski zrobił literówkę w imieniu Steaven? Zniszczmy buca! To nic, że Antyweb jest blogiem pisanym przez pasjonatów, którzy codziennie za darmo udostępniają czytelnikom naprawdę bogatą zawartość, za to w profesjonalnych, wysoko budżetowych portalach i prestiżowych czasopismach aż roi się od błędów, których jakoś nie widzimy. Nie płacimy, więc wymagamy!

Co dalej?

Czasem mam ochotę poprosić mojego Szefa, Grześka Marczaka, żeby wydał wojnę hejterom. Nie jestem jednak pewien, czy to ma sens. Przede wszystkim nie boimy się hejtu. Poza tym jest on po prostu zabawny, bo bardzo często jego autorzy z gracją nosorożca cierpiącego na biegunkę strzelają sobie w stopę.

I jeszcze jedno, drodzy hejterzy, trolle i błogosławieni idioci. Im więcej Waszego jadu, tym większy ruch generujecie! Śnicie o wielkości, ale tak naprawdę jesteście mrówkami, które napędzają system. Dzięki Wam wyrośli wszyscy celebryci pokroju Jolanty Rutowicz. To Wy odpowiadacie za niski stan kultury popularnej w Polsce – bo każda Wasza plwocina jest zliczana jako ruch na serwerze, co przekłada się na słupki popularności.

A my naszą wesołą karawaną pojedziemy dalej. Kiedy mój tekst o radiostacjach numerycznych przeczytało 16 tysięcy normalnych, zdrowych osób, zrozumiałem, że znienawidzonego Drewsa wciąż ktoś słucha (tak, świadomie, po chamsku się właśnie pochwaliłem!). To samo tyczy się wszystkich moich szanownych Kolegów z redakcji. Niektórzy z nich się uczą, a błędy popełniamy wszyscy, wszak errare humanum est. Ale działać będziemy razem, bo hejt, którym nas raczycie, to tylko woda na nasz młyn, paliwo do naszego auta…

 

PS. demotywatory.pl

PPS. kwejk.pl

Fot. w nagłówku: gideonstyle.deviantart.com