11

Lean Startup – nie chodzi o koszty ale o sens

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co W trakcie jednego roku Lean Startup okrzyknięto prawie religią w Pao Alto i jeszcze w tym samym roku niektórzy zaczęli mieć dość powtarzania, że to jedyna słuszna droga. Moim zdaniem wszystko zależy od tego czy interesującą ideę szybko przetestujemy na nasze potrzeby biznesowe czy będziemy wirtualnie dyskutować o „lepszości” jednej […]

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co
W trakcie jednego roku Lean Startup okrzyknięto prawie religią w Pao Alto i jeszcze w tym samym roku niektórzy zaczęli mieć dość powtarzania, że to jedyna słuszna droga. Moim zdaniem wszystko zależy od tego czy interesującą ideę szybko przetestujemy na nasze potrzeby biznesowe czy będziemy wirtualnie dyskutować o „lepszości” jednej idei nad inną.

Dla mnie przeczytanie książki Eric’a Ries „Lean Startup” to było małe olśnienie. Jego książka to nie tylko zestaw praktyk ale przede wszystkim manifest – „przestańmy tracić ludzką energię na wytwarzanie produktów, których nikt nie potrzebuje i nie używa”. Przywołuje przykłady gdzie duży amerykańskie przedsiębiorstwa zapędziły się w strategię „jak jeszcze więcej produkować” pomijając zupełnie „co, dla kogo i kiedy?”.

Drugim ważnym aspektem jest to, że rozpoczynając nowy biznes poruszamy się często w świecie swoich (genialnych) hipotez. Nieustanne testowanie tych hipotez to podstawa. Eric stawia na ciągłą naukę swojego biznesu (learning milestones), w czym mieszczą się wszystkie jego składowe.

W opozycji stawia tradycyjne podejścia – „plan jest wszystkim” albo just do it”. Pierwsze odnosi się do ciężkich metodyk z tworzeniem przepastnych planów i specyfikacji powstających miesiącami gdzie pod koniec ich pisania właściwie są już nieaktualne wobec obecnej sytuacji rynkowej. Drugie podejście polega na tym, że jeśli nie wiemy co zrobić to po prostu to zróbmy. Także nie tędy droga.

Eric poddał również w wątpliwość obecną metodę wypuszczania nowych produktów na rynek – genialny pomysł w korporacyjnym zaciszu -> produkcja w konspiracji -> mega promocja. O ile doświadczone organizacje z zastępami ludzi od badań i prognoz mogą sobie próbować takich metod o tyle dla małych podmiotów jest to ryzykowne. Mnie najbardziej bawi ta konspiracja i wpisy pomysłodawców na GoldenLine „jak opatentować swój pomysł na startup żeby mi nie ukradli” – no comment.

Dla moich potrzeb do mnie trafiają: odchudzenie specyfikacji (Product Backlog), testowanie hipotez z pomocą MVP, maksymalne skrócenie iteracji (continous development), learning loop. Kiedyś prowadziłem projekt nowego IS dla organizacji. Właściciele projektu urządzili sobie taki koncert życzeń przy tworzeniu specyfikacji że projekt zamiast trwać pół roku, trwał dwa lata. Po zakończeniu ludzie korzystali z 10% stworzonej funkcjonalności. Czyste marnotrawstwo. Także tworząc pewną społecznościówkę, po roku schowaliśmy ok. 90% mozolnie tworzonej funkcjonalności, a statystyki pokazały, że wiele się nie zmieniło jeśli chodzi o ruch. Teraz każda nowa wymyślana funkcjonalność jest nazywana hipotezą, która ma być uzasadniona jakąś wartością dodaną dla biznesu a po kilku dniach zmierzona i wtedy wnioskujemy czy hipoteza była prawdziwa czy nieudana (to też nauka).

Oczywiście wszystko o czym napisał Eric nie jest nowe. Lean Manufacturing Toyoty, Customer Development i inne opracowania Steve’a Blank dla bardziej wtajemniczonych są chlebem powszednim. Jednak do mnie trafiła publikacja Erica bo za nią szło pewne przesłanie. Dość produkowania nikomu niepotrzebnych rzeczy.

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co
Maciej Oleksy