13

Łasica – rozwiązanie problemów HTC?

HTC jest jedną z tych firm, które kojarzą mi się z rozdwojeniem jaźni – zarówno samej korporacji, jak i moim, gdy zabieram się za lekturę doniesień z Tajwanu. Ostatnie dni potwierdzają, iż proces ten trwa nadal – z jednej strony mamy obraz producenta cieszącego się ze sporego popytu na smartfon One, a z drugiej strony […]

HTC jest jedną z tych firm, które kojarzą mi się z rozdwojeniem jaźni – zarówno samej korporacji, jak i moim, gdy zabieram się za lekturę doniesień z Tajwanu. Ostatnie dni potwierdzają, iż proces ten trwa nadal – z jednej strony mamy obraz producenta cieszącego się ze sporego popytu na smartfon One, a z drugiej strony napływają informacje dotyczące „ewakuacji” top menedżerów firmy, którzy szukają (z sukcesami) pracy w innych korporacjach. Trudno pogodzić ze sobą te dwa zjawiska…

Nakreślone we wstępie zagadnienie można oczywiście wyjaśnić w sensowny i pozytywny (z punktu widzenia firmy) sposób: HTC po kilku kwartałach spadków w końcu odnajduje się w biznesie, zadowoleni z siebie menedżerowie uznają, że wykonali kawał dobrej roboty, a ich dzieło poradzi sobie już samo – można spokojnie pójść dalej i naprawiać kolejne biznesy. Choć takiego scenariusza nie można wykluczać (wszak w dzisiejszym świecie wszystko jest możliwe), to należy go jednak uznać za mało prawdopodobny. Zwłaszcza, gdy przytoczy się wypowiedzi niektórych menedżerów-uciekinierów.

Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy firmę opuściło przynajmniej pięciu top menedżerów. Dwie osoby trafiły do Microsoftu, trzecia do AT&T, w przypadku pozostałych na razie jest cicho. Czy na tym zakończy się dezercja? Raczej nie. Jeden z uciekinierów (Eric Lin) napisał wprost na Twitterze, iż nie ma sensu zwlekać i z HTC trzeba uciekać. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że to wezwanie nie wynika z chęci zrobienia komuś psikusa albo potrzeby zabłyśnięcia w mediach – skoro na zewnątrz obraz firmy nie przedstawia się zbyt dobrze, to z punktu widzenia naprawdę dobrze poinformowanej osoby może to być obraz nędzy i rozpaczy.

Intel partnerem technologicznym AntywebNiejednokrotnie pojawiał się już w mediach wątek oszczędności oraz cięć dokonywanych przez HTC dla poprawy wyników kwartalnych. Ludzie pracowali sporo ponad normę (mowa głównie o inżynierach) i nie byli za to odpowiednio wynagradzani. To działanie poprawia kondycję firmy, ale na bardzo krótki okres czasu. Z każdym kolejnym tygodniem staje się obciążeniem i działa na niekorzyść przedsiębiorstwa. Pracownicy w końcu powiedzą dość i rozpoczną się jeszcze większe problemy. Nawet jeśli będą zwlekać z buntem przez kolejne miesiące, to trudno się spodziewać, by niezadowolony pracownik stanowił dobrze działający element większego mechanizmu.

HTC może przekonywać wszystkich, że sprzedaż modelu One rośnie i trzeba zwiększać zamówienia u dostawców części, ale rzadko pojawiają się konkretne dane i prognozy. Zapewnienia w stylu: w tym miesiącu sprzedamy/wyprodukujemy dwa razy więcej smartfonów niż w poprzednim może i brzmią ciekawie, lecz do niczego konkretnego nie prowadzą. Jeżeli miesiąc wcześniej wynik był po prostu słaby, to poprawienie go o 100% nie sprawi, że będziemy mogli zachwycać się rekordową sprzedażą. Trochę lepszy wynik na tle innych producentów (zwłaszcza Samsunga) nadal będzie wyglądał mizernie.

Nie piszę tego jedynie po to, by dokopać HTC albo podkreślić sukces Samsunga. Kibicuję tajwańskiej korporacji cały czas (dotyczy to również wielu innych firm, ponieważ różnorodność i konkurencja na rynku są po prostu potrzebne), ale od jakiegoś czasu biznes po prostu im nie wychodzi. Firma często zmienia decyzje, CEO korporacji mówi o nowych strategiach, ludzie odchodzą z HTC – producent wygląda na poważnie zagubionego. Ostatnia wpadka z modelem HTC First (miał być hit, skończyło się na blamażu) najlepiej świadczy o kryzysie korporacji. Już od jakiegoś czasu mówi się głośno o potrzebie zmiany szefa firmy – być może Peter Chou nie jest w stanie odpowiednio poprowadzić tego biznesu i przyda się nowy człowiek, który szybko rozhula interes. Problem polega na tym, że firma nie ma zbyt wiele czasu na eksperymenty i testowanie kolejnych szefów oraz ich wizji.

Jeżeli firma zamierza kontynuować obecną politykę, to za kilka kwartałów pozostanie im już tylko modlić się o prezesa w stylu kreskówkowej Łasicy, czyli speca od wszystkiego, który pojawi się nagle, rozwiąże problemy w kilka dni i odejdzie w chwale. Taki scenariusz wiąże się jednak z pewnym ryzykiem – za wspomnianym Łasicą zawsze czai się Pawian… Żarty żartami, ale tajwańska korporacja powinna szybko podjąć odpowiednie decyzje personalne. O ile mogą one jeszcze przynieść spodziewane korzyści.

Źródło grafiki: madman.com.au