Moje przemyślenia

Lajkiem w sklepie nie zapłacisz. Wiele osób o tym zapomniało...

MS
Maciej Sikorski
17

Długi weekend przyniósł wiele informacji i wydarzeń, które w Polsce nie doczekały się odpowiedniej uwagi i szerszego komentarza, co można uznać za pewną stratę. Warto teraz nadrobić zaległości – zwłaszcza w tematach godnych poruszenia. A do takich należy działalność UNICEF oraz ich obecność w siecia...

Długi weekend przyniósł wiele informacji i wydarzeń, które w Polsce nie doczekały się odpowiedniej uwagi i szerszego komentarza, co można uznać za pewną stratę. Warto teraz nadrobić zaległości – zwłaszcza w tematach godnych poruszenia. A do takich należy działalność UNICEF oraz ich obecność w sieciach społecznościowych. Organizacja będąca częścią ONZ postanowiła w końcu przypomnieć wszystkim, że "like" na FB to nie waluta. Dla wielu osób może to być szokująca wiadomość…

Przyznam szczerze, iż nie jestem fanem lajkowania i wciskam ten napis na Facebooku dość rzadko. Są jednak ludzie, którzy korzystają często z owej opcji i nierzadko przyczyniają się dzięki temu do przekazywania dalej ważnych informacji. Z pewnością warto w ten sposób wspierać różnego typu organizacje pozarządowe (dotyczy to oczywiście tylko części z nich), które działają m.in. na rzecz poprawy losu milionów ludzi na świecie. Do grona tego należy wspomniany już UNICEF. Może się on pochwalić sporą liczbą fanów na FB (to samo zapewne dotyczy także pozostałych mediów społecznościowych) i za sprawą amerykańskiego serwisu dociera do wielu osób. Informuje ich o swojej działalności, palących problemach, sukcesach i porażkach. To ważny kanał informacyjny. I tylko kanał informacyjny.

UNICEF rozpoczął niedawno kampanię, która ma uświadomić ludziom, że lajkowanie wpisów np. o konieczności szczepienia dzieci przeciw polio nie jest jednoznaczne z przekazaniem środków na ten cel. Like to nie waluta i jeśli chce się komuś pomóc, to nie wystarczy do porannej kawy kliknąć w napis na FB i chwilę potem zrobić to samo pod nowym postem popularnego piłkarza, czy piosenkarza. Organizacja słusznie zauważa, że taki lajk niewiele znaczy dla potrzebującego dziecka i w tym przypadku najlepiej sprawdzają się tradycyjne formy pomocy. Przede wszystkim datki.

Na krótkich filmach pokazano coś, o czym warto pamiętać – lajki to nie pieniądze i skoro nie można za nie kupić ubrania czy obiadu, to system ten odnosi się również do szczepionek. Koncerny farmaceutyczne wolą euro i dolary. Jeżeli komuś naprawdę zależy na wspieraniu tej lub innej organizacji, powinien skorzystać z przelewu, a nie lajkowania – czasem tradycyjne metody przynoszą lepszy skutek od tych nowoczesnych. Medialne wsparcie za pośrednictwem serwisów społecznościowych jest ważne, ale na samej reklamie i wirtualnym wsparciu UNICEF daleko nie zajedzie.

Nie chciałbym, żeby ktoś zrozumiał mnie źle. Nie namawiam wcale do wpłacania pieniędzy na konto UNICEF lub innej organizacji. Każdy robi ze swoimi pieniędzmi co chce i ma do tego święte prawo. Do podmiotów działających w sferze charytatywnej można mieć wiele zastrzeżeń – są karcone za rozbudowaną administrację, marnotrawienie środków, projekty pozbawione sensu albo po prostu zwykłe oszustwa. I często krytyka jest słuszna. Jednak za cel wspomnianej kampanii można uznać nie tylko wspieranie UNICEF, ale też uzmysłowienie ludziom, że klikanie myszką na Facebooku świata nie zmieni. Pod tym drugim przekazem podpisuję się obiema rękami. Jestem nawet skłonny dać lajka…

Źródło grafiki: unziptech.blogspot.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Facebooklike