2

Kup pan auto – śmigał nim sam Steve Jobs

Większość z Was pewnie zdaje sobie sprawę z tego, że pierwsze komputery Apple, te składane przez Jobsa i Wozniaka, osiągają na aukcjach zawrotne ceny – pisaliśmy o tym kilka razy. Wraz z upływem czasu mogą rosnąć ceny innych sprzętów, więc nie ma sensu pozbywać się dzisiaj „perełek”. Obok tego rynku może wyrosnąć inny: przedmiotów, które […]

Większość z Was pewnie zdaje sobie sprawę z tego, że pierwsze komputery Apple, te składane przez Jobsa i Wozniaka, osiągają na aukcjach zawrotne ceny – pisaliśmy o tym kilka razy. Wraz z upływem czasu mogą rosnąć ceny innych sprzętów, więc nie ma sensu pozbywać się dzisiaj „perełek”. Obok tego rynku może wyrosnąć inny: przedmiotów, które należały do „gwiazd IT”. Ludzie będą sprzedawać/kupować np. polówkę, w której Steve Ballmer żegnał się z pracownikami Microsoftu.

Przeglądając Sieć trafiłem dzisiaj na teksty dotyczące ogłoszenia o sprzedaży samochodu, dwudziestoletniego BMW. Dlaczego o nim pisano? Ponieważ auto należało kiedyś do małżeństwa Jobsów. Podobno Steve jeździł nim, gdy w Apple mu podziękowano i zabrał się tworzenie NeXT. Za taki pojazd właściciel podobno powinien dzisiaj dostać mniej niż trzy tysiące dolarów, ale w tym przypadku cena wynosi 11 tysięcy (ogłoszeniodawca zapewnia przy tym, że zainwestował w pojazd kilka tysięcy i podniósł tym samym jego standard). Szalony pomysł? Niekoniecznie – chętni pewnie się znajdą. Mieć w garażu BMW, którym po Kalifornii śmigał CEO Apple? TEN CEO Apple…

Robienie kasy na rzeczach, które należały kiedyś do znanych ludzi nie jest przecież czymś nowym i niespotykanym. Autografy, ubrania czy samochody gwiazd kina, piosenkarzy albo znanych sportowców osiągają czasem sporą wartość. Zwłaszcza, gdy mają związek z konkretnym wydarzeniem. A skoro można sprzedać buty, w których ktoś ustanowił rekord świata na jakimś dystansie, rękawice bokserskie z mistrzowskiej walki, kreację z głośnego filmu czy garnitur ze zwycięskich wyborów, to czemu nie mieliby się znaleźć chętni na lutownicę Wozniaka?

Lutownica Wozniaka, wspomniana we wstępie polówka Ballmera, w której żegnał się ze łzami w oczach ze stanowiskiem, egzemplarz Google Glass, w którym paradował Sergey Brin, garnitur Zuckerberga, w którym spotkał się z prezydentem Rosji, projekty pierwszego samochodu Tesli, na których poprawki nanosił Elon Musk. O adidasach, dżinsach i czarnym golfie Jobsa chyba nawet nie ma sensu pisać – dla niektórych to byłby prawdziwy rarytas, relikwie. Wszystkie wspomniane przedmioty znalazłyby swoich nabywców i tego jestem pewien.

Pewnie taki rynek już istnieje, handluje się bluzami, w których biegał po biurze Zuckerberg (rzeczywiście lub nie), ale zakładam, że biznes się rozkręci. Przybędzie „technologicznych celebrytów”: młodych, zdolnych i bogatych, którzy staną się przy okazji znani. Wzrośnie zainteresowanie nimi oraz legendami IT, jeśli nie nastąpi to samoczynnie, to pewnie znajdzie się ktoś, kto będzie nakręcał rynek. Jak mawia znajomy: czuć piniondz.