102

Kto komu broni się bronić? Czemu Sokołów nie ma prawa iść do sądu?

Bloger to, bloger tamto. Infuenser, wpływowy, cewebryta. Lubimy te słówka, podobnie jak lubimy sobie wmawiać, że Internet to potęga, z którą trzeba się liczyć. Najnowszy kryzys w social media, a.k.a. „sprawa Sokołowa”, pokazuje że nie do końca tak jest i czasami liczba „lajków” czy „subów” nie robi wielkiego wrażenia. O tym, że czasami przeceniamy ten […]

Bloger to, bloger tamto. Infuenser, wpływowy, cewebryta. Lubimy te słówka, podobnie jak lubimy sobie wmawiać, że Internet to potęga, z którą trzeba się liczyć. Najnowszy kryzys w social media, a.k.a. „sprawa Sokołowa”, pokazuje że nie do końca tak jest i czasami liczba „lajków” czy „subów” nie robi wielkiego wrażenia.

O tym, że czasami przeceniamy ten słynny wpływ pisał już Grzegorz we wczorajszym wpisie i szczerze mówiąc, nie mógłbym się bardziej zgodzić. Bardziej zastanawia mnie, skąd w nas przekonanie, że firmy muszą zachowywać się wyłącznie pragmatycznie, wybierając wariant bezpieczny. Może zabrzmi to górnolotnie, ale uważam, że czasami są ważniejsze sprawy, niż pieniądze.

Zacznijmy od tego, że obejrzałem filmik Kocham Gotować z tatarem z Sokołowa. Przed tym kilkukrotnie spoglądałem na rzeczony produkt, ale po chwili wahania zawsze odpuszczałem ten zakup. Jego recenzja z kolei zupełnie mnie przekonała, że nie warto. Teraz dopiero, kiedy afera już wybuchła, okazuje się, że nie do końca, bo rzeczony vloger mógł nie zachować należytej staranności, istnieje podejrzenie, że nie był rzetelny. Czy mogłem sięgnąć głębiej i już wtedy wsłuchać się w krytyczne głosy? Pewnie. Gdyby mi się chciało. Problem w tym, że nikomu się nie chce, a Internet łyknął historię o toksycznym tatarze niczym pelikan.

W związku z tym wybucha afera – bloger zostaje pozwany. Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć częściowo oświadczenie, które dzisiaj pojawiło się na fanpage’u Sokołowa:

„Wskazujemy, że „Sokołów” S.A. po raz pierwszy zdecydowała się na takie działanie wobec osoby publicznie krytykującej jej produkty. Powodem był fakt komercyjnego wykorzystywania Internetu przez pana Piotra Ogińskiego jako narzędzia do budowania swojej popularności poprzez niezgodne z prawem wprowadzanie konsumentów w błąd, naruszanie renomy „Sokołów” S.A. i podważanie jakości produktów. Istotne jest także, że przeprowadzone „testy” produktów były nierzetelne: porównywane były różne produkty, a obok subiektywnej oceny – do której każdy ma prawo – przedstawiane były fałszywe informacje o szkodliwości produktów. Naprawdę uważamy, że każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii oraz do krytyki w Internecie, ale taka krytyka nie może oznaczać łamania prawa i czerpania profitów z takiej działalności, zwłaszcza przy jednoczesnym wprowadzaniu w błąd co do ocenianych produktów. Szanujemy rzetelne testy produktu, jednak nie możemy zgodzić się na bezpodstawne i krzywdzące oskarżenia związane z naszymi produktami, które pozytywnie przechodzą rygorystyczne i regularne kontrole jakości.”

Internet pęka w szwach od obrońców Ogińskiego i osób krytykujących postawę Sokołowa. Rzekomo można było to załatwić sprawniej, tak żeby wizerunek Sokołowa nie ucierpiał. Mi jednak nasuwa się pytanie następujące: „a co jeżeli ktoś w Sokołowie poczuł się obrażony?”. Pytam zupełnie poważnie – biznes to biznes, ale przecież za nim stoją ludzie. Niektórzy zapewne całkiem zaangażowani w działanie przedsiębiorstwa. Nie będę tutaj wnikał w to, czy testy zostały przeprowadzone rzetelnie, bo się na tym nie znam. Rozstrzygnie to sąd, bo przecież to one mają rozstrzygać w takich sprawach, a nie dziki internetowy tłum. Nie rozumiem zupełnie, dlaczego odmawia się przedsiębiorstwu prawa, które przysługuje każdemu podmiotowi, osobie fizycznej czy prawnej – do ochrony własnych dóbr. Jeżeli Gienek uważa, że Ziutek go obraził, bo na całym osiedlu rozpowiada, że jego domowej roboty kompot jest doprawiany kurzem zza szafki, to może iść do sądu. Natomiast jeżeli vloger rozpowiada setkom tysiącom osób, że tarar z Sokołowa to chemia z dodatkiem mięsa, to powinien pochylić głowę i zaproponować wycieczkę po fabryce (najlepiej dodatkowo płatną), w celu stwierdzenia w jakich warunkach ów tatar jest robiony?

Rozumiem, że z czysto praktycznego punktu widzenia, takie działanie wyszło by Sokołowowi na dobre. Nie rozumiem jednak, dlaczego na zapas odsądza się od czci firmę, tylko dlatego, że wybrała inną drogę (legalną, bo przecież nie nasyłają na nikogo bandy karków!). Socjotechniki, socjotechnikami, ale chyba gdzieś musi być słuszność?

Każdy ma prawo się sądzić. Ci duzi też. A jeżeli ma się odwagę coś mówić, albo pisać publicznie, powinno się też liczyć z faktem, że czasami przychodzi nam tego zdania bronić.