173

Kto i dlaczego kupuje dziś pecety? Ja nie potrafię zrezygnować ze swojego „blaszaka”

Czasy powszechnie posiadanych pecetów minęły bezpowrotnie - upewnia mnie w tym przekonaniu każda kolejna rozmowa z osobami, które na wieści o stojącym pod moim biurkiem komputerem robią ogromne oczy i dopytywania o cel posiadania stacjonarki.

Po jednej z takich rozmów postanowiłem częściej dopytywać spotkanych znajomych i inne osoby, o to czy posiadają jeszcze komputer stacjonarny albo planują zakup takowego. To nie jest żadne profesjonalne badanie ani sonda, ale efekt mojej rosnącej ciekawości, jak bardzo zapomnianymi gadżetami są pecety dla tak zwanych zwykłych użytkowników. Zakup tego rodzaju sprzętu jest dla większości z nich zupełnie nieuzasadniony – skoro w znacznie mniejszej i całkowicie mobilnej obudowie można zmieścić już komponenty zapewniające wystarczającą do większości zadań wydajność, to przywiązywanie się do biurka i zobowiązywanie się do uzupełnienia zestawu o dodatkowe elementy jak monitor, myszka, klawiatura i głośniki, jest pozbawione sensu. Zupełnie inną grupą są osoby oczekujące najwyższej mocy i możliwości konfiguracji zestawu, do których zaliczyć można graczy i profesjonalistów zajmujących się obróbką wideo czy grafiki.

Choć nie powiedziałbym, że należę w pełni do którejkolwiek z nich, to zdarza mi się zagrać, poprawiać zdjęcia czy – od niedawna – montować wideo. Czy mógłbym to robić na laptopie? Pewnie tak i zanim zacznę bawić się w kalkulacje, czy byłby to bardziej opłacalny zakup, chciałbym przejść do innej, mniej policzalnej kwestii, jak przyzwyczajenie i emocje. Do klasycznego komputera wciąż mam wiele sentymentu, a o tym, ile może znaczyć nostalgia chyba najlepiej przekonaliśmy się przez ostatnie kilka lat, gdy na rynku pojawiło się całe mnóstwo retro sprzętu i powracających tytułów gier oraz filmów, które wzbudzały ogromne emocje.

Nie będę ukrywał, że komputer stacjonarny kupowałem z myślą o grach. Posiadam też konsole, ale pewne typy gier (głównie FPS-y) po prostu są dla mnie niegrywalne na padach i koniec. Nie wydałem kosmicznej kwoty – po prostu tyle, ile mogłoby zapewnić mi spokojną rozgrywkę w nowsze tytuły. Nie ma mowy o 4K i zawrotnej liczbie klatek, chodziło o to, by nie narzekać. Dziś ten pecet nie jest już sprzętem pierwszej świeżości, ale co jakiś czas po prostu lubię zdjąć obudowę, przeczyścić to i owo, rozkręcić coś, przykręcić, wyjąć, wymienić. Czyli robić to, co robiło się na samym początku przygody z takim wynalazkiem jak komputer, pod nieobecność rodziców w domu (przynajmniej na początku) z obawy przed komentarzami typu: „Konrad, bo zepsujesz i nowego nie dostaniesz!”. Gdyby coś poszło nie tak, zawsze można było przecież powiedzieć: „Zepsuł się!”.

Ze względu na obowiązki, laptopy nie są mi obce – nic bardziej mylnego. Wymaga tego praca w terenie lub chęć zmiany otoczenia, a także zwykła ciekawość nowego sprzętu. Mając dostęp do najnowszych modeli (na czas testów) mógłbym nie dotykać się czegoś takiego jak typowy blaszak, ale gdzieś we mnie pozostała ta chęć (delikatnego) majsterkowania, a praca na dwóch komputerach na zmianę wcale nie jest dziś problemem, bo szkice tekstów czy pliki mogą bez przeszkód synchronizować się w ciągu sekund pomiędzy nimi, więc odejście od biurka nie oznacza dziś utraty dostępu do jakichkolwiek danych.

Szczerze nie wiem, czy i kiedy zdecyduję się na zakup kolejnego peceta. Wymiana czegokolwiek w tym, które używam obecnie, również wygeneruje niemałe koszty, dlatego wcale nie palę się do sięgania po portfel. Z drugiej zaś strony wciąż drzemią we mnie te chęci używania i składania tradycyjnych komputerów, dlatego chyba nie będę potrafił powiedzieć sobie „nie”, gdy nadarzy się okazja na jakąś wymianę. Z wielu powodów klasyczne pecety z rynku nie znikną i jestem ciekaw, czy i dlaczego jeszcze ich używacie?