55

Krótka piłka Tima Cooka w sprawie krokodylich łez Marka Zuckerberga

W ostatnim czasie głośnym echem odbił się dramatyczny apel Facebooka do Apple, opłacony i wydrukowany w kilku dużych gazetach, w których tenże leje krokodyle łzy nad ciężką sytuacją małych przedsiębiorstw, którym teraz trudniej będzie opchnąć profil reklamowy użytkowników komputerów Apple. Tim Cook odpowiedział krótko i zwięźle, kto ma decydować o tym, co się dzieje z naszymi prywatnymi danymi.

Mark płacze?

Mówiąc krótko, Markowi Zuckerbergowi wyszło, że jego wygodny biznes oparty na prowadzonym praktycznie bez żadnych zasad i ograniczeń profilowaniu, stanie się trudniejszy do ogarnięcia, a całość przełoży się na spory spadek dochodów giganta social mediów. Użytkownicy Apple to jak wiadomo bardzo cenna grupa klientów.

Oczywiście u każdego normalnego człowieka tak akcja wywołała mieszankę pustego śmiechu z uczuciem niesmaku i właściwie nie zasługiwała na poważną odpowiedź. CEO Apple zdecydował się jednak odpisać na twitterze, prostując manipulacje Facebooka i wyjaśniając Zuckerbergowi jak się sprawy w rzeczywistości mają.

Niech płacze…

„Uważamy, że użytkownicy powinni mieć wybór, jakie dane o nich są gromadzone i jak są wykorzystywane. Facebook może nadal śledzić użytkowników w aplikacjach i witrynach internetowych, tak jak to robił poprzednio, zasada przejrzystości śledzenia w iOS 14 będzie wymagać tylko, aby najpierw poprosili o ich zgodę.”

Wiele chyba dodawać nie trzeba, Apple niczego nie zakazał, dał tylko użytkownikom możliwość decyzji i to do nich, jeśli już, Facebook powinien apel wystosować. Do tego jednak musieliby zasłużyć na ich zaufanie i zachować jakiś balans pomiędzy interesami wszystkich stron. A to nie jest raczej coś, na czym Facebookowi zależy.

Analizując całą tę sytuację, to moim zdaniem najlepszym wyjściem byłaby komercjalizacja usługi śledzenia, niech nam za dane w jakiejś formie płacą. Patrząc na kształt okna raportu trackerów z Safari, można by dodać możliwość selektywnego wyboru i niech się ich operatorzy o nasze zgody biją. Pewnie okazałoby się, że udostępnienie nam podglądu zebranych o nas danych i ich edycji okaże się prostsze niż dziś. Może pojawiłyby się systemy bonusów dla zgadzających się na śledzenie użytkowników? Kto wie, ruch Apple napewno wymusi na tym rynku jakieś zmiany.