165

„Stawiasz kropkę na końcu wiadomości, jesteś złym człowiekiem” – no, chyba jednak nie

Jeżeli zastanawiałem się kiedykolwiek nad tym, jak piszę - to chyba tylko w pracy. Jak piszę ze znajomymi na komunikatorach? Po prostu piszę - najczęściej zwięźle, bo pisać namiętnie (do ludzi) nie lubię. Wolę rozmawiać przez telefon i wierzcie mi lub nie - potrafię "wisieć na słuchawce" 2, 3 godziny. Gadając o wszystkim i o niczym.

Przeczytałem artykuł, wedle którego osoby, które nagminnie używają kropek na końcu wiadomości są… „bucami”. Dlaczego? Bo kropka otrzymała dzisiaj nowe znaczenie. Za pomocą kropki – zwykłego znaku przestankowego oznaczającego koniec zdania w zapisie, dzisiaj okazuje się niechęć, zniecierpliwienie, brak chęci do dalszej rozmowy. Tak, jakby od tej kropki zależały nasze emocje, nastawienie do rozmówcy. Czy tak jest w istocie? Generalizowanie w tym temacie to droga donikąd, z pewnością.

Prześledziłem swoje wiadomości na Facebooku. Byłem nieco zdumiony

Wyjdę od tego, że sam dobrze wiem, w jakim stanie emocjonalnym jestem, kiedy coś piszę. Łapię się czasami na tym, że pisząc tekst i w jakiś sposób dotyka mnie on osobiście, podświadomie wkładam w niego swoje emocje. Czy to w opinii, czy to w sposobie kreowania zdań. Chcę, żeby czytelnik poczuł choćby namiastkę tego, co chciałbym mu przekazać. Nie stanie przecież przede mną twarzą w twarz, nie pomacham mu rękami akcentując dane zdanie, czy nie podniosę głosu, nie zmienię tonu. Pisanie i gra na emocjach jednocześnie to trudna sztuka, ale według mnie warta świeczek. Z szacunku do czytelnika daję się mu trochę poznać – a robię to w konwencjonalny sposób.

kropka

Przejrzałem swoje wiadomości na Facebooku. Kropek na końcu zdań od groma. Nikt mi jeszcze nie powiedział, że jestem bucem. Zawsze starałem się precyzyjnie operować znakami przestankowymi tam, gdzie one powinny się znaleźć. Kończę zdanie kropką? Z przyzwyczajenia i dlatego, że tak się robi. Na telefonie również, chociaż to jedno „tapnięcie” w ekran więcej, niż „trzeba”. Bez kropki wszyscy i tak się zrozumieją. Jako, że kropka okazała się być niepotrzebna, być może zyskała nowe znaczenie.

Kropka od teraz staje się zmorą facetów, którzy otrzymują odpowiedź od dziewczyn (i na odwrót, by nie wyszło, że demonizuję kobiety i jestem szowinistyczną świnią) zakończoną kropką. „Przyjdź do domu” bez kropki od mamy będzie brzmiało jak prośba. „Przyjdź do domu.” natomiast będzie już brzmieć jak groźba. I tak dalej, i tak dalej. Rozmawiałem na ten temat z Grzegorzem, kiedy omawialiśmy szkielet publikacji. Okazało się, że Grzegorz kropką operuje właśnie w ten sposób, ale dzieli nas pewna cecha w komunikacji. Grzegorz woli rozmawiać za pomocą komunikatora, niekoniecznie długo przez telefon.

Wniosek? Nie opowiem się ani za jedną, ani za drugą stroną. Trochę też, żeby nie wyjść na buca i ignoranta. Ale muszę stwierdzić, że język ewoluuje. W sumie, nie tyle język co sposoby jego zapisu. A ściślej, to jak się komunikujemy. Znaki zyskują nowe znaczenie i to wymuszają nowe technologie. Mnie to chyba jeszcze nie dotknęło. Jak stwierdziłem wyżej – kropka w Messengerze pisana na telefonie być „nie musi”, choć dla mnie ładnie wygląda. Lubię pisać poprawnie zawsze, czasami się nie udaje (np. kiedy szybko idę ulicą). Dla mnie kropka to po prostu kropka. A dla niektórych? „Koniec, kropka!”. Co będzie dalej?

Grafika: 1, 2