18

PSP to moja ulubiona konsola przenośna. Nigdy jej nie zapomnę

Każdy z nas ma gdzieś głęboko w sercu ten jeden sprzęt, którego nigdy nie zapomni. Mam i ja, choć nigdy nie wymyśliłem jej jakiejś słodkiej, zdrobniałej nazwy. PlayStation Portable, czyli w skrócie PSP, to moja ulubiona przenośna konsola i nie wierzę, że kiedykolwiek jakiekolwiek inne urządzenie skradnie moje serce.

PSP, czyli przełom w świecie mobilnego grania

Pamiętam targi E3 z 2003 roku kiedy Sony pierwszy raz oficjalnie wspomniało o pracach nad mobilnym PlayStation. Mówiąc szczerze, nie wierzyłem, że firma będzie w stanie w małym urządzeniu zmieścić na tyle dużo mocy by oddać przynajmniej w części tak dobre i dopracowane gry, jak te znane z rodziny stacjonarnych urządzeń. Trzeba też pamiętać, że to były zupełnie inne czasy – po pierwsze, nie mieliśmy smartfonów, więc moc w urządzeniu mobilnym z niczym nam się nie kojarzyła i patrząc na ekran swojej Nokii 3510i kompletnie nie wierzyłem, że jakakolwiek konsola przenośna będzie potrafiła pokazać więcej niż obecne na rynku Game Boy’e.

Zobacz też: PSP to nie jedyna przenośna konsola do gier. Zobacz inne świetne sprzęty do grania poza domem.

A jednak, nie miałem racji. Rok później, w maju 2004 roku, chwilę przed kolejnymi targami E3, Sony pokazało potwora, który już na starcie deklasował mocą swojego ówczesnego konkurenta, świeżutkiego Nintendo DS. CPU oparte na architekturze MIPS R4000, mocne jak na tamte czasu GPU i dziwne decyzje w postaci własnych dysków UMD oraz jeszcze dziwniejsze, okropnie drogie pamięci Memory Stick Duo. Nie miałem wtedy jeszcze styczności z branżą grową i technologiczną, więc i nie miałem jak złapać w dłonie sprzętu. Ale czytałem, zachwycałem się, słyszałem same pozytywne opinie.

Pod koniec 2005 roku udało mi się wreszcie złapać w ręce PSP mojego dobrego kolegi, który ogrywał wtedy Grand Theft Auto: Liberty City Stories – pograłem chwilę i…oniemiałem. Fakt, gra odstawała poziomem oprawy od GTA znanych z PS2, ale kto by się tym przejmował? Wyglądała rewelacyjnie, a ja przecież kochałem GTA.

Dwa tygodnie później miałem już swoją konsolę w domu. Kupioną w dość zabawny sposób, bo nie ze sklepu, ale od ówczesnego wymiatacza w Tekkena, który wygrał ten sprzęt na jednym z polskich turniejów i chciał go sprzedać. Doskonale pamiętam, że umówiliśmy się w kafejce internetowej na warszawskim Metrze Centrum, a ja wracałem do domu z trzęsącymi się rękami.

PSP miało niesamowicie dobre i piękne gry

Sprzęt sprzętem, przecież chodzi o gry. Biblioteka cały czas rosła, a ja przez PSP kompletnie porzuciłem granie na coraz bardziej starzejącym się PC i nawet nie myślałem o tym żeby inwestować w nowy procesor czy kartę graficzną. Nigdy nie przypuszczałem, że konsola przenośna stanie się moim głównym sprzętem do grania, a tym właśnie było dla mnie PSP – aż do połowy 2008 roku kiedy to wreszcie zdecydowałem się na zakup własnego Xboksa 360. No dobrze, cały 2007 grałem jeszcze na swoim drugim PlayStation 2, jednak raczej nadrabiałem zaległości, a wszystkie pieniądze przeznaczone na gry szły w PSP. Ba, kupiłem nawet router bezprzewodowy, choć z sieci bezprzewodowej w domu nie korzystałem. Po co? Żeby grać w tryby sieciowe świetnego Killzone: Liberation.

Zagrywałem się do nieprzytomności w obie mobilne odsłony God of War nie mogąc wyjść z podziwu, jak udało się umieścić tam tak świetnie zrobione i kapitalnie wyglądające gry. Dziesiątki, jeśli nie setki godzin spędziłem w Burnout Legends i Tekken: Dark Resurrection. Ponownie pokochałem japońskie RPG i nie bez powodu mówiło się, że PSP to dom dla tego typu gier, które na dużych konsolach trafiły na popularności (z moim ukochanym Crisis Core: Final Fantasy VII na czele). Zauroczyło mnie Lumines, które kupiłem jakiś czas temu również na Nintendo Switch. Ale wiecie co pamiętam najbardziej? Wspomniane na początku GTA – zarówno Liberty City Stories jak i Vice City Stories przeszedłem po 3 razy i zarwałem przez nie niejedną nockę, umierając potem przy biurku w pracy. Za każdym razem było warto.

Lubiłem pokazywać PSP znajomym. Dziś przenośna konsola nie robi już na nikim wrażenia, bo świetną oprawę graficzną można również zobaczyć na smartfonach i tabletach. Ale wtedy? Doskonale pamiętam kolegę z pracowego pokoju, który pod biurkiem zagrywał się w mobilnego Tekkena za każdym razem kiedy zabierałem sprzęt do pracy. A miałem go tam ze sobą prawie codziennie – tyle dobrego, że nikt z przełożonych nie zauważył.

Po zakupie PlayStation Vita pożyczyłem swoje PSP bardzo dobremu znajomemu i przy najbliższej okazji będę ją od niego odbierał. Nie wiem czy znajdę czas, ale zamierzam przypomnieć sobie najlepsze produkcje z tego sprzętu. I choć dziś oprawa graficzna na pewno nie zrobi na mnie żadnego wrażenia, to każda ze wspomnianych gier zasługuje na kolejne przejście. PSP to natomiast najlepsza mobilna konsola Sony (choć powiedzmy sobie wprost – Vita była raczej średnią konkurencją) i jedna z najlepszych przenośnych konsol w historii elektronicznej rozrywki.