26

„Odgadnął” link do konferencji i… nagi dołączył do szkolnego streama pełnego dzieci

Czasem mam wrażenie, że rzeczywistość już dawno temu przerosła kabaret i większość filmów z katastrofami w tle. Dzisiejsza historia brzmi wręcz nieprawdopodobnie, ale no właśnie. To jedno z potencjalnych niebezpieczeństw o których się nie mówi, a najwyraźniej powinno. Bo sytuacja ta może być zabawna jako anegdotka podszyta nieco mroczniejszym humorem, ale doskonale rozumiem że bohaterom tej opowieści raczej nie było do śmiechu.

Do trwającej lekcji online dołączył… nagi mężczyzna. Szkoła rezygnuje z usługi

Usługi umożliwiające naukę online ostatnich tygodniach cieszy się ogromną popularnością — nikogo raczej nie powinno to dziwić. Platformy okazała się nieocenioną pomocą w prowadzeniu zajęć lekcyjnych dla mniejszych i większych grup mimo tego, że ani uczniów ani nauczycieli nie znajdziemy w szkole. Trudno jednak mówić o tym, by zarówno platforma jak i nauczyciele byli w stu procentach gotowi na prowadzenie zajęć w ten sposób. A jestem przekonany, że historii takich jak ta z czasem będzie przybywać. Bo oto do trwającej sesji podczas której trwały szkolne zajęcia na platformie Whereby trafił mężczyzna, który był… najzwyczajniej w świecie nagi. Pierwsza myśl która przychodzi mi do głowy to ta, że pomylił serwisy streamingowe. Ale żarty na bok — sytuacja jest dość poważna, mowa tutaj o grupie dzieci które musiały na to patrzeć. Cała ta historia byłaby jednak zacznie zabawniejsza, gdyby chodziło o poważne korporacyjne spotkanie. No, przynajmniej w widełkach mojego poczucia humoru ;-).

Zobacz też: Hej, szkoło! Robisz to źle! Zdalna nauka po polsku A.D. 2020

Jak w ogóle do tego doszło? W teorii — według relacji Norwegian state broadcaster NRK, nagi przybysz „odgadnął” link — to jest, przypadkiem skompletował ID które pozwoliło mu dołączyć do spotkania. Podobno nie brakuje użytkowników tak bardzo znudzonych swoim życiem, że aż poszukującym odnośników pozwalających dołączać do takich wirtualnych spotkań, a to jeden z nich.

Specjaliści zajmujący się bezpieczeństwem od dawna ostrzegają o potencjalnych zagrożeniach w usługach takich jak Zoom czy Webex — poza dołączaniem do rozmów, problemem jest także potencjalne podsłuchiwanie tamtejszych konferencji. Druga strona medalu jest taka, że udaje się to w dużej mierze dlatego, że sami użytkownicy podchodzą dość lekkomyślnie do kwestii zabezpieczeń — i nie sięgają po, chociażby, blokadę dodatkowym kodem, by móc włączyć się do rozmowy.

To pierwsza taka historia o której zrobiło się głośno — i mam cichą nadzieję, że ostatnia. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu korzystanie z platform takich jak Zoom to kompletna nowość i nie znają jeszcze wszystkich tamtejszych opcji i możliwości. Oby jednak takie, w gruncie rzeczy przerażające, opowieści dały do myślenia i wzbudziły w administratorach spotkań chęć przejrzenia ustawień, by zabezpieczyć dostęp dodatkową warstwą weryfikacji.