24

Kogo zabije samochód autonomiczny? Ja bym zapytał, ilu ludzi uratuje?

Wraz z pojawieniem się nowego trendu, aby na wszystko, co jest sprytne i zautomatyzowane mówić sztuczna inteligencja, pojawiają się też wizjonerzy moralni zadający pytanie, kto za myślące maszyny będzie odpowiedzialny? Jakie wybory moralne te maszyny będą podejmować i dlaczego?

Przykład najbardziej powtarzany to samochód autonomiczny, który w sytuacji zagrożenia musi opuścić pas ruchu, decydując kogo przy okazji rozjedzie. Po jednej stronie jest dziecko, po drugiej stronie starsza pani. Inny powtarzany przykład? Kto będzie priorytetem dla autonomicznego auta – pasażer czy przechodzień lub inny kierowca. Jak wtedy zachowa się system, czy będzie starał się zrobić wszystko, aby uratować pasażera czy zminimalizować potencjalne zagrożenie dla innego kierowcy?

Upraszczam bardzo te przykłady, ale generalnie wiadomo o co chodzi. Wymyślamy sytuację, która zdarza się pewnie raz na tysiąc wypadków i zastanawiamy się, jak sobie z nią poradzi komputer autonomiczny lub idąc dalej sztuczna inteligencja. O ile nie mam nic przeciwko takim dywagacjom, bo można równie dobrze zastanawiać się czy sztuczna inteligencja będzie wierzyć w boga, to mam problem kiedy ktoś podnosi taki temat w kontekście bezpieczeństwa aut autonomicznych.

Aby jeszcze jaśniej przedstawić mój punkt widzenia, pokażę wam film z bardzo popularnej kategorii “wypadki na drodze”. Uwierzcie, że to jest serial bardzo mało drastyczna – są dużo gorsze

Scena 1 – niedostosowanie prędkości przez kierującego do warunków na drodze oraz wymuszenie pierwszeństwa
Scena 2 – kierowca skręcając na skrzyżowaniu wjeżdża pod samochód jadący prosto
Scena 3 – kierowca tira nie zadbał o sprawdzenie samochodu i lód czy też inne rzeczy leżące na dachu, spadają na szybę przejeżdżającego auta.
Scena 4 – niezastosowanie się do pierwszeństwa, wyjeżdżając na główną drogę
Scena 6 – kierowca w ostatniej chwili przed skrętem hamuje i decyduje się na skręt – inny wjeżdża w tył samochodu.
Scena 7,8,9…999 – wymuszenie pierwszeństwa, niedostosowanie prędkości do warunków, potrącenie na pasach, wymuszenie, za duża prędkość, wyprzedzanie na 3 itp.

Co z tego wynika? W 99% za wypadki odpowiada człowiek za kierownicą. Nie widzimy tutaj moralnych dywagacji na temat tego czy moje pierwszeństwo jest ważniejsze i jak moja decyzja wpłynie na innych. Czasem widać brak myślenia, czasem gapiostwo, czasem niewiedza i nieostrożność kierowców. Zakładam więc, że w 99% tych wypadków by nie było, gdyby samochód był prowadzony przez autonomiczny system. Owszem teraz jeszcze takich nie ma, celem jest jednak, aby samochód sam poruszał się po ulicach.

W takim wypadku komputer nigdy się nie zagapi, nie przekroczy prędkości, w wielu przypadkach szybciej i lepiej zareaguje na sytuację. W momencie kiedy autonomiczne samochody będą się komunikować (a przecież wszyscy nad tym pracują – szkoda, że na razie każdy nad własnym rozwiązaniem), to jazda nimi będzie tak bezpieczna jak nigdy wcześniej. Wyobraźmy sobie, że jeden samochód wykrywa oblodzenie na drodze i natychmiast inne pojazdy dostosowują prędkość i styl jazdy, do zmieniających się na drodze warunków. Tak samo z ostrzeżeniami o wypadkach, problemach na drodze itp.

Droga do w pełni autonomicznych samochodów jest jeszcze daleka. Najgorszym etapem tej drogi będzie moment kiedy autonomiczne samochody będą tylko częścią ruchu na drogach. Ten mieszany cykl będzie najbardziej ryzykowny, ale będzie też najbardziej uczący, bo przecież nikt tak nas nie zaskoczy i tyle nie nauczy, co inny kierowca wykonujący nieoczekiwany manewr.

Osobiście nie boję się autonomicznych samochodów – boję się ludzi prowadzących inne samochodów wokół mnie. Zresztą ograniczone zaufanie do innych użytkowników samochodów, to chyba podstawa przy poruszaniu się samochodem.

Co jest do wygrania dzięki autonomicznym samochodom? Moim zdaniem jest kilka takich parametrów. Możemy znacząco ograniczyć liczbę samochodów na ulicach. W 2017 roku tylko w Polsce mieliśmy 29 milionów pojazdów silnikowych. Z czego ponad 3 miliony to samochody ciężarowe. Do tego do Polski wjechało ponad 13 milionów pojazdów. Jeśli samochód zacznie być traktowany jako narzędzie, którego nie trzeba posiadać, bo i tak zawsze jest dostępny (usługi na żądanie), to liczby te mogę w konsekwencji znacząco spaść. Mówię oczywiście o przyszłości, a nie sytuacji za 2-3 lata. Redukcja liczby samochodów na ulicach, to w konsekwencji również lepszy i szybszy transport, redukcja zanieczyszczeń nie tylko tych, związanych z spalinami itp.

Zyskać dzięki autom autonomicznym można jednak znacznie więcej. Tylko w Polsce w 2017 roku mieliśmy zgłoszony ponad 32 tysiące wypadków. W wypadkach rannych zostało 39 tysięcy osób, w tym 11 tysięcy ciężko. Zginęło natomiast blisko 3 tysiące osób (dane z Policji). Nie wszystkich wypadków da się uniknąć, ale wierzę, że znacznie zredukowali byśmy tę liczbę, gdyby po drogach poruszały się auta autonomiczne. Owszem taka wizja jest dziś trudna do wyobrażenia, ale wydaje się bardzo realistyczna, bo argumenty za, są bardzo mocne. Nie ma bowiem nic gorszego niż bezsensowna śmierć człowieka na drodze.

Owszem jest jeszcze sporo rzeczy do zrobienia : zmiany w przepisach, infrastrukturze, zadbanie o bezpieczeństwo, odpowiedzialność producenta itp. Wszystko to jednak da się zrobić jeśli technologia pozwoli na zbudowanie całkowicie samodzielnych samochodów.

Jedno jest pewne, czeka nas bardzo ciekawa dekada, jeśli chodzi o motoryzację.