6

A może kupię 18-letni produkt Apple wydając 20 tysięcy dolarów?

Ile może być wart jeden z najcenniejszych produktów Apple? Szczególnie, że pochodzi z 2001 roku i do dziś nie został odpakowany? Pierwszy, kompletnie zafoliowany iPod właśnie wylądował na eBay'u.

To trochę zabawne, bo właśnie dzisiaj ktoś zapytał mnie w jednym z komentarzy, „kto nadal kupuje muzykę w iTunes i używa iPoda?”. Tak się składa, że ja, ale na zakup klasycznego odtwarzacza Apple za 20 tysięcy dolarów chyba się nie skuszę. Pierwszy iPod, którego wyciągnął z kieszeni Steve Jobs w 2001 roku, to prawdziwy początek jednej z najbardziej rozpoznawalnych linii produktów tej firmy. Podejrzewam, że niektórzy z młodszych czytelników Antyweb mogą już nawet tej nazwy nie kojarzyć, ale jeszcze w 2015 roku byliśmy świadkami odświeżenia linii iPodów. Prezentowane były nowe wersje każdego z modeli, równocześnie z nową wersją aplikacji iTunes, której końca wyczekuje wielu użytkowników.

iPody zaniknęły przez smartfony i streaming

Z czasem znaczenie iPodów malało. Głównie dlatego, że za odtwarzacze muzyczne zaczęły służyć telefony komórkowe i smartfony, a gwoździem do trumny takich urządzeń był streaming, który sprawił, że zakupy utworów i synchronizacja biblioteki na komputerze z pamięcią przenośną stały się echem przeszłości.

Owszem, od czasu do czasu zdarzy mi się podłączyć iPoda do komputera, zaktualizować lokalną kolekcję i posłuchać muzyki właśnie w ten sposób. Bez dotykowych ekranów (dotyczy wcześniejszych modeli nano i shuffle), bez powiadomień, sugestii setek innych piosenek. Rozumiem, że dla mało kogo taki sposób obcowania z muzyką wydaje się atrakcyjny, ale swego rodzaju odcięcie się od zewnętrznych bodźców bez możliwości uruchomienia połączenia z siecią i przywrócenia powiadomień może być wyzwalające. Taka metoda sprawia też czasem, że zaczynam inaczej odbierać już znane mi wcześniej, a przede wszystkim nieznane kawałki, w które można się bardziej wsłuchać.

Nie ma co się łudzić. iPody nie wrócą i to pod żadną formą, bo skoro Apple nie postanowiło do tej pory skorzystać z tak oczywistej okazji, jak uczynienie z modelu shuffle lub nano sprzętu dla osób aktywnych dzięki trybowi offline w Apple Music, to oprócz ewentualnej aktualizacji specyfikacji iPod touch (która ostatnio strasznie odsuwana jest w czasie najwyraźniej) szanse na jakiekolwiek ruchy Apple w tej kwestii są wręcz iluzoryczne.

iPod za 20 tys. dolarów na sprzedaż

Ale gdy zerkam na aukcję na eBay, gdzie za tak legendarne (nie bójmy się użyć tego słowa) urządzenie trzeba dziś zapłacić minimum 20 tysięcy dolarów, głównie dlatego, że iPod był dosłownie nietknięty przez te wszystkie lata skrywając się w zafoliowanym pudełku, przypomina mi się jak istotna była to swego czasu gałąź działalności Apple. Sprzedaż iPodów rosła z roku na rok od samego początku aż po rok 2008. Wystarczyło, że na rynku zadomowił się iPhone, by te statystyki spadały i to aż na tyle, że z ponad 54 mln sztuk sprzedawanych każego roku, w 2014 mówiono już o zaledwie 14 mln sprzedanych iPodów.

Sam dołożyłem do tego swoją małą cegiełkę w ostatnich latach dostępności iPodów w sprzedaży wybierając m. in. niewielkiego, kwadratowego iPoda nano z dotykowym ekranem i klipsem – w trakcie treningów biegowych sprawdzał się doskonale, również dzięki integracji z Nike+, z którego korzystam. Z czasem o wiele wygodniej mi było jednak utworzyć playlistę w Spotify i zaznaczyć przy niej tryb offline pobierając całą do pamięci telefonu, aniżeli kopiować konkretne utwory z komputera na iPoda.

To męczące, czasochłonne i czasem frustrujące, bo synchronizacja iPoda z iTunes nigdy nie była perfekcyjna i prawie zawsze sprawiała problemy. Ale mi to trochę mi tego brakuje.