45

Moje ulubione urządzenie Apple powróci. Co oni kombinują?

Wszystkie produkty mają swoje wady i zalety, nie inaczej jest w przypadku urządzeń Apple. Coś jednak sprawia, że są one tak popularne i cieszą się tak dobrą opinią, a klienci są gotowi zapłacić za nie wiele więcej, niż produkty konkurencji. Jeden z nich brylował swego czasu na rynku, by dziś być tylko echem przeszłości. Ale wkrótce powróci w nowej wersji.

Mowa oczywiście o iPodzie – odtwarzaczu muzycznym Apple, który wraz ze sklepem iTunes zrewolucjonizował branżę muzyczną. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości, podobnie jak i co do aktualnej sytuacji tego urządzenia – w ofercie Apple pozostał tylko jeden model, który podobnie jak inne urządzenia mobilne tej firmy, pracuje pod kontrolą systemu iOS. Decyzja o zaprzestaniu produkcji i sprzedaży iPodów shuffle, nano czy classic była w pełni zrozumiała – w dobie serwisów sreamingowych urządzenia polegające na pamięci lokalnej i kupowanych na sztuki utworach nie mają racji bytu. Po 13 latach musieliśmy pożegnać protoplastę wszystkich iPodów.

W nieco korzystniejszej sytuacji znalazł się iPod touch, który dzięki łączności Wi-Fi i systemowi iOS, dysponuje dostępem do Apple Music i App Store, gdzie znajdziemy inne aplikacje muzyczne, gry i wiele, wiele więcej programów znanych z iPhone’a.

Historia iPoda touch rozpoczęła się w 2007 – w tym samym roku, gdy poznaliśmy iPhone’a. Dla wielu osób była to tańsza alternatywa dla smartfonu Apple, ale wraz z upływem czasu ten model iPoda był coraz bardziej zaniedbywany, a wszystko przez nie tyle niezachwianą, co stale rosnącą popularność iPhone’ów – od 2013 roku Apple regularnie prezentuje więcej, niż tylko jeden nowy model, a w ofercie sklepu znajdują się jednocześnie nawet cztery. iPod touch jest więc propozycją dla użytkownika o bardzo konkretnych potrzebach i oczekiwaniach. Dosyć często trafia w ręce młodszych użytkowników elektroniki, którym rodzice nie kupują jeszcze telefonu komórkowego.

Polecamy: 15 lat iPoda – odtwarzacza muzycznego, którego używam codziennie

Osobiście używałem iPoda touch dłużej, niż sądziłem że będę używać. Muzyki słucham naprawdę często, a niezależne urządzenie dedykowane tej czynności pozwalało uniknąć rozładowującego się akumulatora w telefonie i zapychania pamięci muzyką dostępną w trybie offline. Jakiś czas temu, a mogą to być już nawet dwa lata lub nieco dłużej, iPod touch 5. generacji stał się niestety nieużywalny w kontekście aplikacji trzecich – Spotify czy Tidal uruchamiają się cholernie długo, a wczytywanie treści (playlist, albumów itd.) trwa w nieskończoność, na tle żwawych smartfonów. Na pewno o wiele lepiej radzi sobie z tym 6. generacja iPoda touch, która posiada procesor A8 z iPhone’a 6 zamiast A5, który napędzał archaicznego dziś iPhone’a 4S. Podwojona ilość pamięci RAM (z 512 MB do 1 GB) też nie jest bez znaczenia. Niektórzy nie dają za wygraną i reanimują nawet stare, klasyczne iPody classic.

Mimo to, iPod touch 6. generacji to sprzęt z 2015 roku – w lipcu będzie obchodzić 4. urodziny. W światku technologii to cała wieczność, a chęć rywalizacji Apple ze Spotify, Tidalem i Deezerem może być jednym z powodów, które wpłynęły na decyzję o przygotowaniu nowego modelu. W końcu domyślną aplikacją do muzyki jest Muzyka zintegrowana z usługą Apple Music – wystarczy kilka tapnięć, by stać się subskrybentem serwisu muzycznego Apple. Czy ktoś w Cupertino zorientował się, że ostatni iPod touch nie gwarantuje dostatecznej wydajności? Najwyraźniej tak właśnie było, bo już niedługo mamy doczekać się nowej, 7. generacji.

Zobacz też: Apple zabija iPoda nano, który miał szansę na głośny powrót

Trudno przewidzieć, co zrobi Apple, ale chyba najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten, w którym wymienione zostaną wnętrzności iPoda touch – urządzenie zyska szybszy procesor, większą ilość RAM-u i może lepszy aparat. Czy warto liczyć na cokolwiek więcej? Szanse na opracowanie zupełnie nowej konstrukcji, całkowicie odmiennej od obudowy ostatnich dwóch modeli iPoda touch są minimalne, ale…

… naprawdę cieszę się na wieści o nowym iPodzie, bo to oznacza, że marka nie jest jeszcze kompletnie martwa. Aktualny stan można określić swego rodzaju dogorywaniem tej linii produktów, ale wygląda na to, że Apple widzi sens w aktualizacji ostatniego iPoda. Może jednak nie sprzedają się aż tak źle? Nawet pomimo zabójczej ceny, bo przyznacie mi rację, że 999 zł za wersję 32 GB i 1499 zł za 128 GB wbudowanej pamięci to istne szaleństwo.