11

Kina przez pandemię muszą się zmienić, dać wykupić Netfliksowi albo upaść

Światowa pandemia przewróciła życia bardzo wielu osób do góry nogami. Niestety, licznym je wręcz zniszczyła. Jesteśmy też już pewni, że przez nią wiele się na świecie zmieni – zmiany nie ominą również kin.

Jeszcze kilka miesięcy temu pójście do kina było czymś zwyczajnym, oczywistym i prostym. Nikt nie myślał, że zmieni się to tak bardzo. Przed wybuchem pandemii bywałam w kinie nawet kilka razy w miesiącu, jednak odkąd wszystko się zamknęło, siłą rzeczy nie miałam okazji. Część kin już się otworzyła, niektóre otwierają się na dniach. Powrócą możliwości oglądania filmów na wielkim ekranie, ale jeszcze nie wiem, czy tak szybko z tego skorzystam. Przed koronawirusem niektórzy dyskutowali na temat problemów kin, jakie wywołują serwisy VOD pokroju Netfliksa. Wtedy to były jednak gdybania oparte na niewielkich spadkach. Po zamrożeniu kin na kilka miesięcy już wiemy, że są w beznadziejnej sytuacji i muszą zdecydować się na wiele zmian, aby jakoś sobie poradzić. Czego możemy spodziewać się po kinach w najbliższych miesiącach i latach?

Jak zmienią się kina przez koronawirusa?

Małe kina studyjne muszą po prostu liczyć na swoich odbiorców. Tego typu miejsca mogą pochwalić się często oddanym gronem fanów, którzy po prostu będą chcieli wesprzeć ulubione miejsce, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Wiele tego typu placówek skorzystało również z tego, co oferuje platforma Moje Kino. Możemy oglądać na niej filmy niezależne, za cenę biletu do kina studyjnego. Opłacając seans wybieramy kino, któremu chcemy przekazać nasze pieniądze. Świetna inicjatywa, zachęcam wszystkich do wypróbowania. Ludzie jednak nie przywiązują się do wielkich kin, a przynajmniej nie tak mocno. Oczywiście multipleksy dysponują innymi budżetami, ale też ponoszą całkowicie inne koszta. Co może wydarzyć się w związku z ich działalnością?

#BlackLivesMatter również na Oscarach. Oby nie nominowano samych filmów o niewolnictwie

Wiele kin mogłoby się zainteresować modelem subskrypcyjnym. Tego typu usługę możemy spotkać na przykład w sieci Cinema City. Za określoną kwotę w miesiącu mamy nieograniczony dostęp do filmów. Możemy chodzić, ile chcemy i kiedy chcemy, jeśli tylko zarezerwujemy sobie miejsce – zupełnie jak w przypadku kupna zwykłego biletu. To świetna opcja dla wszystkich, którzy faktycznie regularnie do kina chodzą. Wystarczą dwa seanse w miesiącu, aby to się opłacało (w przypadku normalnego biletu). Sama korzystałam z tej opcji przed pandemią i byłam z niej bardzo zadowolona. Może kina zdecydują się na takie ruchy jak w przypadku platformy Moje Kino? Wykupowanie kinowych hitów z możliwością obejrzenia w domu wydaje się na ten moment jakimś odległym głosem z przyszłości, ale kto wie?

Netflix wie, jak walczyć o polskiego widza. Recepta na sukces jest taka prosta

Skoro już mowa o usługach subskrypcyjnych, może pewnego dnia doczekamy się przejęć. Serwisy VOD nie ucierpiały na pandemii, niektóre wręcz wychodzą z niej w jeszcze lepszym stanie niż przed jej rozpoczęciem. Nie od dziś wiadomo, że Netflix uwielbia swoje zaszczytne pierwsze miejsce i nie ma zamiaru go nikomu oddawać. Wiemy też, jak bardzo Amazonowi zależy na zagarnianiu jak największej części rynku, wiemy też, jakie podejście do pieniądza ma Apple. Nie zdziwiłabym się, gdyby któryś z serwisów zdecydował się na wykupienie jakiegoś dużego kina lub może nawet kiedyś całej sieci. Zapewne subskrybenci danej platformy mogliby czerpać z tego jakieś wymierne korzyści. Tańsze lub darmowe bilety? Zniżki w bufetach czy w sklepikach z gadżetami? Przedpremierowe i ekskluzywne pomysły? Opcji jest masa.

Kina przez pandemię nie mają łatwo

Właściciele kin stoją obecnie przed wielkimi i trudnymi wyzwaniami. Na pewno będą starały się jakoś poradzić sobie z całą sytuacją, ale zapewne okaże się również, że nie wszystkie są w stanie to zrobić. COVID-19 postawił wiele marek pod ścianą, nie dając im nawet szansy na odratowanie się. Czekają nas zmiany, to pewne. Nie pojawią się zapewne nagle, nie spadną na nas jak grom z jasnego nieba, ale czuję, że są nieuchronne. To może być koniec pewnego rozdziału w historii kin.