118

Kiedyś korzystaliśmy z tych rzeczy na potęgę. Teraz odchodzą do lamusa

Przypomnijcie sobie jak wyglądały technologie... 5 lat temu. Wydaje się Wam, że to przecież malutki kawałek czasu, jednak po krótkiej retrospekcji okaże się, że zmieniło się naprawdę wiele. Już nie pytam nawet o jedną dekadę, czy o wspomnienia z początku nowego millenium. Nieźle pamiętam premierę pierwszego Matrixa, ze szczegółami potrafię przypomnieć sobie krótki materiał w Teleexpressie o pierwszym iPhone'ie. Wiele się zmieniło? Niesamowicie wiele.

Postęp, dostępność mobilnego internetu, zmieniające się trendy, zmieniający się również ludzie wymusili schyłek kilku rzeczy, bez których nie wyobrażaliśmy sobie codziennego życia wcześniej. Nie będę się zagłębiał w bardzo odległe czasy z dwóch powodów – po pierwsze, ja już ich nie pamiętam. Po drugie – doskonale sobie zdajemy sprawę z tego, że przewijanie kaset magnetofonowych ołówkiem, czy powszechne użycie VHS-ów to już znak dawno skończonej epoki.

Daj mi swoje GG!

Gadu-Gadu, mimo ostatnich „podrygów” usługi wraz z nowym właścicielem raczej nie przebije się przez mur popularności Messengera, podobnie jak inne, niegdyś popularne komunikatory na świecie. U nas najmocniej świeciło właśnie „słoneczko” w windowsowym trayu, niektórzy bawili się m. in. w AQQ od Wapstera (którego również używałem ze względu na brak reklam i dużo lżejszą aplikację). Pamiętam również, jakie było zdziwienie moich kolegów, gdy pokazałem im GG w telefonie, a było to około roku 2008 (korzystałem z EraGG, wbrew pozorom to nie było drogie). Choć aplikacja w Javie była toporna, o powiadomieniach w ogóle nie można było wspomnieć, a wpisywanie tekstu zajmowało wieku na Nokii 6230i, to jednak był to dla mnie niejako wstęp do tego, co odbywa się dzisiaj. Z Messengera w komputerze korzystam tylko wtedy, gdy siedzę przy komputerze, w dalszej części dnia pierwsze skrzypce gra telefon. Każdy szanujący się internauta znał na pamięć swój numer GG, zawieranie nowych znajomości zaczynało się właśnie od zwrotu „Daj mi swoje GG!”. Ba, od tego zaczynały się nawet pierwsze miłości, a następnie długie wieczorne sesje przy komunikatorze. To już nie wróci, mamy Facebooka – wystarczy imię i nazwisko, ewentualnie zdjęcie. W sumie, to już nawet konto na Facebooku nie jest potrzebne.

Puść mi sygnałka!

Młodsi czytelnicy Antyweba (tacy też są, przekonałem się ostatnio – piąteczka!), którzy niedawno dołączyli do grona posiadaczy telefonów komórkowych mogą nie zrozumieć, o co mi chodzi. Operator nie naliczał opłat za połączenie, gdy tylko wybieraliśmy numer i „nie daliśmy złapać”, czyli druga strona nie zainicjowała połączenia. Mogliśmy tym np. zgłosić koledze / koleżance, że na nich już czekamy w konkretnym miejscu, albo poprosić o kontakt, bo „nie mamy nic na koncie”. W dobie nielimitowanych planów minutowych, lub takich, w których darmowych minut i SMS-ów jest mnóstwo takie coś wydaje się nam absolutnie zbyteczne. Moi siostrzeńcy, szczególnie ten najmniejszy zapewne zapytany o „sygnałka” powie mi, że jest to dla niego kompletne novum – tak samo, jak brak smartfona, brak YouTube, czy Facebooka.

T-Mobile, poczta głosowa…

I na tym kończy się właściwie moja styczność z pocztą głosową. Często dzwonię do swoich bliskich, wszyscy okupujemy różowego operatora od ponad 10 lat i zdarza się nam czasem, że nie odbieramy. Odzywa się poczta, którą z miejsca ignorujemy, choć możemy się swobodnie nagrać – operator daje nam nielimitowaną liczbę minut w okresie rozliczeniowym. A jednak. Wolimy odezwać się do siebie na Facebooku, jeżeli połączenie nie dochodzi do skutku, a z drugiej strony – wiemy, że „kiedyś oddzwonią”. Dzwonię sporo, również w sprawach zawodowych, dzwonią do mnie inni i od dawien dawna nie miałem przypadku, by ktoś się na moją pocztę nagrał. Pamiętam też, jak w moim domu, przy okazji istnienia jeszcze telefonu stacjonarnego na początku nowego millenium pojawił się sprzęt, który obsługiwał takową pocztę. Niektórzy rozmówcy nie bardzo byli zorientowani o co chodzi i zaczynali rozmowę… z pocztą (wiadomość powitalną nagrała wtedy moja siostra – trzeba było przecież powiedzieć, że chodzi o Szczęsnych i można zostawić wiadomość). Dzisiaj poczty głosowej w telefonie stacjonarnym już nie ma, bo…

Telefon stacjonarny to przeżytek

Moi rodzice to akurat ludzie, którzy częściowo przystosowali się do nowych realiów w technologiach. Ale tylko częściowo. Chcą korzystać z Internetu, technologii mobilnych, ale nie do końca je rozumieją. Wiele rzeczy im trzeba pokazywać, uświadamiać, instalować, poprawiać. Ważne jednak, że chcą, nie są z tyłu, nawet eksperymentują. Cieszą się z rozmów w Skype, bawią się Facebookiem, przeglądają Twittera, nawet czytają Antyweba, by być na bieżąco. Jestem z tego zadowolony tym bardziej, że to również mój sukces. Kilka lat temu tata siedział nad rachunkami telefonicznymi – standardowo. Ja za swój rachunek płaciłem już sam, siostra od dawna nie mieszkała w domu. Przychodziły 2 z T-Mobile i jeden z „Tepsy” (dzisiaj Orange). Popatrzył na dwa rachunki za komórki, na ten za stacjonarny i wypalił, że „po jaką cholerę płacę jeszcze za stacjonarny?”. Nawet dziadkowie przerzucili się na komórki. Telefon stacjonarny dzisiaj leży już tylko w szafie i… nikt go nie chce zutylizować. Nie wiem na co rodzice liczą – że ten stary Uniden stanie się atrakcyjnym zabytkiem? Cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni – ja przecież trzymam jeszcze swojego Pegasusa…

SMS/MMS

Nie można mówić o tym, że MMS-y i SMS-y się już skończyły. Ale kończą się na pewno, również przez Messengera. Usługa komunikacyjna Facebooka wywarła tak ogromny wpływ na to, co dzieje się w technologiach mobilnych, że trudno nie wyobrazić sobie najbliższej przyszłości wiadomości tekstowych i multimedialnych. Po prostu jej nie ma. SMS-y dostaję tylko z okazji potwierdzeń płatności w banku, czy z ofertami handlowymi (których nie lubię). MMS-y mnie nie interesuję, więcej i lepiej wyślę przez Messengera, albo mailem, jeżeli plik jest spory (albo link do OneDrive).

Webowe czaty

Czaty, pokoje, privy, Java… początki Internetu w Polsce to rozkwit platform czatowych przy największych portalach – WP, Onecie, czy Interii. Dzisiaj wchodząc na czaty internetowe mam wrażenie, że mam do czynienia już tylko z niedobitkami – pokoje często świecą pustkami i znajdziemy na nich już tylko przedstawicieli nieco starszych pokoleń. Ci ludzie kiedyś przestaną być w ogóle aktywni w technologiach, a czatów nie przejmą już moje dzieci, czy nawet ja. Czat mnie kompletnie nie interesuje, nie potrzebuję go – od poznawania ludzi mamy dzisiaj zupełnie inne rzeczy, niektórzy „miłości” szukają na Tinderze… i tak dalej.

Pozmieniało się, prawda?

Pozmieniało się, strasznie. Powiem Wam, że dopóki się nad tym głębiej nie zastanowiłem, to nie miałem poczucia, że cokolwiek straciłem. Wykluczenie powyższych rzeczy z moich codziennych doświadczeń w kwestii nowych technologii odbyło się całkowicie naturalnie, bez wyrzeczeń i… bardzo szybko. Pytanie teraz, co odhaczymy jako następne? A może w tekście o czymś zapomniałem? Piszcie w komentarzach. :)

Grafika: 1, 2, 3