32

Next-genowy Cyberpunk 2077 dopiero w drugiej połowie 2021. Wtedy to ja już o tej grze zupełnie zapomnę

W styczniu CD Projekt Red miał zapowiedzieć plany na naprawę oraz rozwój Cyberpunk 2077, a tym samym udobruchać graczy i uratować swoją reputację. Zaprezentował, pokazał, ja za taki 2021 rok to jednak dziękuję.

Za każdym razem kiedy napiszę coś o Cyberpunk 2077, pojawia się przynajmniej kilkoro komentujących, którzy twierdzą, że się przyczepiłem. Wygląda to trochę jak naginanie rzeczywistości i mówienie, że wymyśliłem sobie te wszystkie problemy z grą. I naprawdę chciałbym aby tak było, ale jeśli najgłośniejsza premiera ostatnich lat jest w tak opłakanym stanie na konsolach, mam prawo czuć się …oszukany? Kilka glitchy, przez które musiałem wracać do wcześniejszych zapisów gry, crashe średnio co półtorej godziny, wyrzucenie do menu PS5 na napisach końcowych i festiwal irytujących błędów sugerujący, że bawię się w jakiejś wczesnej wersji beta czy alfa. Zapłaciłem za grę 250 złotych, miałem dostać najwyższą jakość, a naprawdę dawno nie miałem z żadnym konsolowym tytułem tylu problemów. Dla mnie to wypuszczenie niedokończonego produktu przy wcześniejszych zapewnieniach, że wszystko na PS4 jest super. Miałbym taki sam stosunek gdyby podobną wtopę zaliczyło EA, Acti czy Ubisoft. Tu jednak dochodzi nieposzlakowana opinia CD Projekt Red, rozczarowanie jest więc dużo większe.

Kamil pisał dziś o tym jak polska firma przeprasza za problemy z Cyberpunk 2077, jak obiecuje kolejne aktualizacje, jak tłumaczy skąd wzięły się problemy. Jednocześnie pamiętam jak CDPR cieszył się z kolejnych nagród za najlepszą grę konsolową targów, imprez itp – choć ta jeszcze nie była gotowa. Naprawdę dawno na rynku gier nie było takiego dysonansu. Kolejna sprawa to oczywiście wyjście z założenia „wypuszczamy, jakoś to będzie, później się załata” każdej z wersji gry, również tej najlepszej – na PC. Nie wiem jak Wy, ale ja już CDPR swoimi pieniędzmi nie zaufam. Szkoda, bo polska firma jawiła się jako rycerz na białym koniu, który śmieję się w twarz gnijącej branży gier.

W styczniu mieliśmy poznać „rozkład jazdy” Cyberpunka 2077 na 2021 rok i faktycznie, CDPR pokazał tak zwane „roadmap”.

Sprytnie, bo bez konkretnych dat, ale jednak z osią czasu, więc można mniej więcej celować kiedy poszczególne obietnice staną się rzeczywistością. Pierwszy kwartał to kluczowe poprawki, aktualizacje oznaczone numerami 1.1 oraz 1.2. To ma być coś więcej niż hotfixy z grudnia i choć singlowa gra traci na zainteresowaniu z upływem kolejnych miesięcy, to pierwszy kwartał jest ostatnim dzwonkiem i mam szczerą nadzieję, że obie łatki uzdrowią wreszcie ten tytuł. Tylko co w zasadzie można zrobić na konsolach PS4 oraz Xbox One? Patrząc na tłuczenia firmy, raczej niewiele. Jak CDPR poprawi framerate konsolowych odsłon? Utnie na grafice? Wtedy ten tytuł będzie wyglądał fatalnie, bo przecież na pastgenowych konsolach i tak prezentuje się raczej przeciętnie odstając wizualnie od wielu gier na wyłączność sprzed lat. Ja wiem, że to często inne gatunki, ale spójrzcie chociażby na Assasin’s Creed Valhalla, które wyszło w podobnym terminie. Nie dość, że dostało wersję na nex-geny, to w dodatku nawet na starszych konsolach wygląda ona dużo lepiej. O Uncharted czy God of War nawet nie wspominam, bo prezentują się nieporównywalnie lepiej.

I pamiętajcie, że rozmawiamy o problemach technicznych, a nie o naprawianiu niedociągnięć natury typowo gameplay’owej. Pewne elementy były zepsute już na etapie projektowania i implementacji, trudno mi uwierzyć, że CDPR zdecyduje się na ich przemodelowanie. Ot choćby kompletnie nieistotny wybór pochodzenia postaci, który ma marginalne znaczenie dla przebiegu gry czy wątku fabularnego. Niewiele da się też zrobić z żywym, choć faktycznie martwym miastem, które do Los Santos z GTA V nie ma kompletnie startu. Tchnięcie życia w te drewniane marionetki udające mieszkańców to robienie systemu praktycznie od zera, co jest moim zdaniem niemożliwe.

Najbardziej zasmuciła mnie jednak ostatnia pozycja na osi czasu CP2077. Zerknijcie na „darmową aktualizację next-genową” – ta pojawi się na przełomie trzeciego i czwartego lub w czwartym kwartale 2021 roku, czyli prawie rok po premierze gry. Jeśli oczywiście wszystko pójdzie zgodnie z planem. Powiecie, że to już było – jasne, Sony wypuszczało odświeżone wersje na PS4, po roku dostaliśmy też GTA V w wersji na PS4. Tyle tylko, że podstawka ukazała się przed premierą nowych (wtedy) konsol, a nie po niej – sama gra natomiast wydawała się wręcz czymś magicznym, wyciągając z X360 i PS3 wszystkie soki. Ba, mówiło się, że to przecież niemożliwe, by tak dużą i tak ładną produkcję wypuścić na takie stare trupy. CDPR „nie dowiózł” z wersjami na past-geny, powinien błyskawicznie ratować się next-genową wersją, ale tego nie robi. Wiem, że musi łatać to, co jest, ale…

…ja w drugiej połowie 2021 roku zupełnie o Cyberpunk 2077 zapomnę. Po co miałbym wracać do tej gry po wypuszczeniu łatki, skoro to tytuł single player, w dodatku na jesieni pojawi się wiele nowych produkcji. No i gdzie zapowiadany tryb multiplayer? Miał się niby pojawić dopiero w 2022 roku, ale skoro 2021 ma upłynąć nad łataniem podstawki i wersją next-genową to śmiem wątpić byśmy doczekali się go w terminie.

„Tak się robi infografikę bez info”

No i na koniec jedna istotna kwestia – ten roadmap nie ma żadnych szczegółów. Na dobrą sprawę nie wiemy nic konkretnego, powtarza się wiec sytuacja pod hasłem „jakoś to będzie”. Tak pozbawioną informacji grafikę można było wypuścić rok, dwa lata przed premierą, ale nie mając na rynku (no może poza PS Store) wadliwy produktu, który czym prędzej trzeba naprawić. To jest po prostu niepoważne.

Naprawdę przykro patrzy się na ten obrazek – w 2021 roku Cyberpunk 2077 miał być rozwijany, a nie naprawiany i łatany.