23

Kibicowanie firmom technologicznym przypomina to ze świata piłkarskiego. Ustawek tylko brakuje

Kojarzycie święte wojny klubów piłkarskich? To przede wszystkim konflikty kibiców, ale piłkarze, trenerzy, władze klubów i media też swoje dokładają do tych przepychanek. Najbardziej jaskrawy przykład z polskiego podwórka? Chyba ten krakowski: Cracovia vs Wisła. A globalnie to pewnie Real Madryt i Barcelona – tam konflikt ma nawet polityczne i narodowościowe tło. Co to ma […]

Kojarzycie święte wojny klubów piłkarskich? To przede wszystkim konflikty kibiców, ale piłkarze, trenerzy, władze klubów i media też swoje dokładają do tych przepychanek. Najbardziej jaskrawy przykład z polskiego podwórka? Chyba ten krakowski: Cracovia vs Wisła. A globalnie to pewnie Real Madryt i Barcelona – tam konflikt ma nawet polityczne i narodowościowe tło. Co to ma wspólnego z branżą IT? Coraz częściej wydaje mi się, że i tutaj powstają fankluby, które przeciwnikom najchętniej zafundowałyby solidny łomot…

Przeczytałem rano, że Apple porównywane jest już do sekty. Nie po raz pierwszy firmę i jej działalność próbuje się wtłoczyć w religijne ramy, takie zabiegi będą pewnie powtarzane w przyszłości. Głównie przez przeciwników korporacji i jej fanów – to ma zdyskredytować osoby kupujące sprzęt giganta z Cupetino, samo Apple zrównać natomiast z imperium Sithów. Fani firmy nie pozostają dłużni, odgryzają się, nierzadko oburzają. Narasta konflikt. Z jednej trony trochę komiczny, z drugiej skłaniający do przemyśleń.

Proszę nie drwić z Apple

We wrześniu popełniłem dwa teksty, w których trochę drwiłem z Apple. Jeden krótko po premierze ich sprzętu, pokazie nowości, drugi, gdy do sprzedaży trafiły smartfony z S w nazwie, czyli w poprzedni piątek. Jednych one rozbawiły, co mnie cieszy, na drugich nie zrobiły żadnego wrażenia i ludzie ci szybko przeszli do lektury kolejnych wpisów na AW, jeszcze inni wyrazili zażenowanie/złość/rozczarowanie, ponieważ nie podoba im się takie podejście do amerykańskiej firmy i jej produktów. Dostałem nawet dłuższy list od Czytelnika, który podjął ten temat.

Nie chcę go cytować, a tym bardziej wklejać w całości, ale informuję Autora, że zapoznałem się z treścią, zarzutami pod moim adresem, pod adresem całej redakcji. Argumenty przyswoiłem, lecz nie mogę napisać, że się z nimi zgadzam. Bo nie jest tak, że bezrefleksyjnie pastwię się nad Apple i nie dostrzegam pracy wykonywanej przez tę firmę. Wręcz przeciwnie – niejednokrotnie podkreślałem, że podziwiam tę korporację, sposób w jaki potrafi budować swój sukces, zamieniać pomysły w złoto, utrzymywać się na topie. Ja naprawdę cenię tego gracza. Ów podziw nie może jednak przesłonić niektórych fragmentów układanki.

kibice 2

Te ostatnie stają się bardzo widoczne właśnie podczas premier i wprowadzania nowych produktów do sprzedaży. Dla jednych takie „kwiatki” są czymś normalnym, może nawet pożądanym, dla mnie pozostaną zabawnym fragmentem korporacyjnego folkloru. Potrzebnym, przynajmniej z punktu widzenia Apple, ale jednak folkloru. Inne firmy się tak nie zachowują? One też zapewniają sporo rozrywki, lecz nie w takiej dawce. Zresztą, jeśli Samsung zrobi coś głupiego/śmiesznego/karykaturalnego, to również o tym napiszę. Nie dlatego, że jestem ich antyfanem – po prostu czasem warto wskazać palcem na takie ekscesy i pokręcić głową z niedowierzaniem, może zadrwić.

Nie obrażaj barw klubowych, bo w ryj dostaniesz

Czytając wypowiedzi zagorzałych fanów i zagorzałych przeciwników Apple (podkreślam, że chodzi o tych radykalnych), można dojść do wniosku, że przypomina to język grup, jakie kojarzymy ze stadionami piłkarskimi. Nie napiszę z kibicami, bo ci jeszcze się obrażą, bardziej chodzi o pseudokibiców, dla których ważniejsza jest chyba sama rozróba niż sport, kibicowanie, trofea. Na polu IT na razie trudno o rozróbę z prawdziwego zdarzenia – kończy się na przepychankach słownych, do rękoczynów nie dochodzi. Na razie – może doczekamy dnia, gdy za obrażania barw klubowych Apple, Samsunga albo Sony dostanie się po głowie? Dosłownie…

Czasem trudno mi to zrozumieć, nie wiem, jak można tak zaciekle walczyć o telefon i logo firmy, ale może po prostu chodzi o utożsamianie się z jakąś grupą? Człowiek za futbolem nie przepada, nie chce być kojarzony z kibolami, a jednocześnie ma ochotę się wyżyć, wie to i owo o smartfonie, ma swoją ulubioną firmę. Więc tutaj uderzy w stół i powie, że tylko on ma rację. I biada tym, którzy będą twierdzić inaczej lub szydzić z jego świętości. W celu ochrony sacrum można nawet ustawkę zorganizować. Niemożliwe? Pożyjemy, zobaczymy.

Podkreślę jeszcze raz: szydząc z jakiejś firmy nie mam zamiaru zaklinać rzeczywistości i przekonywać jej fanów, że dokonali złego wyboru zakupowego. Nie wychwalam też konkurencji, nie robię jej reklamy. To drwina z czegoś, co wydało mi się śmieszne. Tyle. Nie musicie się z tym zgadzać. Ale to nie jest powód, by od razu agresywnie reagować. Pamiętajcie, że chodzi o telefon/tablet/komputer/system operacyjny. To naprawdę kiepski powód, by szukać zwady na całego.

Foto: Laszlo Szirtesi / Shutterstock.com, De Visu / Shutterstock.com