Biznes

Zakupy w 15 minut w domu? Jokr to potrafi! To biznes celujący w miliardy

GM
Grzegorz Marczak
25

Kiedy pierwszy raz przeczytałem o Jokr na Facebooku pomyślałem sobie, że to będą kolejne obietnice bez pokrycia. Wprawdzie Piotra Łagowskiego, który pisał o usłudze znam, ale nie bardzo wierzyłem, że zamówione przez aplikacje produkty dotrą do mnie w 15 minut. Kurier przyszedł po siedmiu.

Jokr to bardzo ciekawy projekt z kilku powodów. Globalny biznes startujący w Polsce, zakupy w 15 minuty i banda “grubych” inwestorów wspierających go od momentu narodzin. Na tyle zaintrygował mnie ten pomysł, że postanowiłem dowiedzieć się więcej.

Czym jest Jokr?

Z zewnątrz wygląda to na kolejną aplikację do zakupów. Wyróżnia ją obiecany czas dostawy, który wynosi do 15 minut. Co możemy zamówić? Na chwilę obecną świeżo po starcie mamy takie kategorie produktów jak higiena, napoje, spożywcze, dla dzieci, mrożonki, nabiał, pieczywo, owoce, świeże, gotowe dania. Jednym słowem taka Żabka tylko online.

Dla kogo jest ta usługa?

Opowiem na swoim przykładzie. Jak wspomniałem wcześniej, po przeczytaniu o starcie usługi natychmiast postanowiłem ją przetestować. No, ale co tak na szybko sensownego kupić? Przypomniało mi się, że w domu skończył się sok, zapytałem jeszcze mojej ładniejszej połówki i okazało się, że mamy listę zakupów za 100 PLN. Wiecie zapewne jak to jest, w domu zawsze nagle czegoś brakuje, zapomnieliśmy czegoś kupić podczas zakupów czy właśnie skończyło się pieczywo. Tak więc zamówiliśmy to, czego w domu nie było. Włączyłem stoper i czekam. Po 7 minuta (obiecują do 15) dzwoni do drzwi kurier. Pomyślałem sobie “no bez jaj, skąd oni to dowożą?”. Kurier powiedział mi, że mają niedaleko swój magazyn. No dobra, ale moja dzielnica jest duża, to ile takich magazynów potrzebują?

W późniejszej rozmowie z Piotrkiem Łagowskim, jednym z założycieli Jokr dowiedziałem się, że aby spełnić obietnicę w Warszawie potrzebują 20-30 hubów (tak nazywają swoje sklepy/magazyn). Każdy z nich powinien mieć przestrzeń między 200-300 m2. Biznes działa tak, że oni zamawiają towar do swoich hubów z hurtowni, a potem rowerowi kurierzy dostarczają go do klientów. Jeśli wyobrazimy sobie, że w samej Warszawie będzie potrzebne ok. 25 tego typu magazynów, to wyobraźmy sobie, jak duże jest to przedsięwzięcie.

Piotr nie chciał mi zdradzić, jakie pieniądze na start pozyskali od inwestorów (a są wśród nich takie “grubasy” jak HV Capital, Tiger Global czy Softbank), ale można przypuszczać, że są to prawdopodobnie setki milionów dolarów.

Dlaczego tak dużo? Piotr, który w Jokr odpowiada za rozwój biznesu w EU i Afryce opowiadając o biznesie stwierdził, że jest to przedsięwzięcie, które ma szansę się udać jedynie, kiedy osiągnie globalną skalę i o to toczy się cała walka. Pieniądze są więc potrzebne na błyskawiczny rozwój i tak właśnie ma zamiar działać Jokr. W chwili startu w Polsce uruchomił też działalność w takich krajach (w wybranych miastach) jak Meksyk, Peru, Brazylia i za chwilę USA. Już teraz zatrudniają 140 osób (pracowników biurowych) i ciągle rekrutują. Przypomnę tylko, że start usługi odbył się w tym miesiącu.

Dlaczego tak szybko i czy to wszystko ma sens? Jest o co walczyć, bo światowy rynek handlu detalicznego to biliony dolarów, a jak się szacuje tylko ok 3% to online. Owszem Wallmart i Amazon są tutaj liderami, ale przy takiej wartości rynku nawet gracz z drugiej czy trzeciej dziesiątki na pewno się “naje” i wygeneruje potężne przychody. I w tej szybkiej i globalnej ekspansji jest też główne ryzyko tego przedsięwzięcia. Jeśli bowiem nie uda się globalnie, to lokalne sukcesy mogą nie mieć znaczenia. Jeśli nie uda się wystarczająco szybko zdobywać nowych rynków, to zrobi to konkurencja w postaci chociażby niemieckiego Gorillas, który w marcu pozyskał 290 milionów USD w rundzie B.

Na czym ten biznes tak naprawdę polega?

Jest to po prostu nowy rodzaj retailu, bardziej skoncentrowany na potrzebach okolicznych mieszkańców, wspierający lokalne biznesy i ciągle analizujący i optymalizujący swój magazyn. Model biznesowy oparty jest o marży na produktach. Aby o nią powalczyć trzeba mieć odpowiednie upusty w hurtowniach, a te zdobywa się odpowiednią skalą zakupów. Nie ma tutaj startupowej magii, technologia to infrastruktura, która jest bardzo kosztowna, skalowania też jest bardzo kosztowne. W rozmowie ze mną Piotrek podsumował to co robią twierdząc, że oni budują korporacje, a nie startup i to chyba najbardziej oddaje skalę działalności z jaką muszą się zmierzyć.

W Polsce ich konkurencją jest na razie Żabka, Carrefour i podobni. Przy czym ich model biznesowy nie zakłada walki z takimi gigantami jak Carrefour, bo będą mieli ograniczenia zarówno w asortymencie, w wadze dostarczanych produktów czy w ilościach. Jokr chce się skupić na mniejszych zakupach, które robimy normalnie w lokalnych sklepach. Na tych bardziej impulsywnych potrzebach (tak będą mieli licencję na alkohol) i “zapomnianych” zakupach. Dlatego docelowo uważam, że na lokalnych rynkach poza bezpośrednią konkurencją będą się też mierzyć z lokalnymi “żabkami”. Dziś ceny jakie oferuje przykładowo Carrefour i Żabka to często gigantyczna przepaść. Jokr ze swoim biznesem chce być gdzieś pomiędzy, oczywiście jeśli się uda stale walczyć o lepsze ceny.

Z rzeczy bardziej konsumenckich: W Jokr nie będzie opłaty za dostawę (ale też nie zamówicie 5 zgrzewek wody) będzie za to minimalna kwota zamówienia. Docelowo po otrzymaniu licencji na alkohol wydłużą też godziny działania usługi.

Kiedy to wszystko “się zwróci” i biznes wyjdzie na plus? Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to biznes ten powinien być rentowny po 5-7 latach. Oczywiście jednym z możliwych modeli biznesowych jest też przejęcie przez innego dużego gracza.

Podsumowując, dużo ciekawych rzeczy będzie się działa w retailu w najbliższych latach. Warto obserwować ten rynek, bo to potężne pieniądze, potężne inwestycje i też zapewne czekają nas potężne biznesowe porażki.

Jokr jako aplikacja jest jeszcze we wczesnej (brakuje wielu kluczowych funkcji) fazie ale zachęcam do przetestowania.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu