4

Jest dobrze, ale może być lepiej – Chrome dla iOS

Można powiedzieć: „nareszcie! tylko na to czekałem”. Chrome zawitał do App Store zgodnie z zapowiedziami, a jako codzienny użytkownik tej przeglądarki na desktopie i wszystkich laptopach od razu zabrałem się do testowania. Po całym dniu korzystania mogę powiedzieć jedno – jest nieźle, ale zawsze mogłoby być lepiej. Dlaczego? Zacznijmy od niekwestionowanych atutów Chrome, które przekonały […]



Można powiedzieć: „nareszcie! tylko na to czekałem”. Chrome zawitał do App Store zgodnie z zapowiedziami, a jako codzienny użytkownik tej przeglądarki na desktopie i wszystkich laptopach od razu zabrałem się do testowania. Po całym dniu korzystania mogę powiedzieć jedno – jest nieźle, ale zawsze mogłoby być lepiej. Dlaczego?

Zacznijmy od niekwestionowanych atutów Chrome, które przekonały mnie do przesiadki z Firefoxa. W moim przypadku była to pełna synchronizacja – zakładek, rozszerzeń i haseł. Do pasji doprowadzało mnie ciągłe wprowadzanie danych do logowania lub wyszukiwanie stron, które już odwiedziłem na innej maszynie. Chrome rozwiązał wszystkie te problemy, jednak oprócz użytkowników telefonów z najnowszą wersją Androida – 4.0 Ice Cream Sandwich, wszyscy mieli związane ręce, dlatego popularnymi przeglądarkami mobilnymi były Safari czy Opera.

Chrome jest aplikacją uniwersalną dla iPhone’a/iPoda touch i iPada. To co łączy obydwie wersje to takie same możliwości dostosowania przeglądarki do własnych potrzeb i aktywny pasek adresu znany z desktopów – za jego pomocą możemy od razu wpisać zapytanie w Google, ale także dostępne są inteligentne podpowiedzi adresów i tytułów witryny. Dzięki temu zbędne jest teraz wklepywanie pełnego adresu strony, którą już znamy, a pierwszy raz odwiedzamy na urządzeniu mobilnym – po wpisaniu kliku znaków od razu pojawi nam się podpowiedź.

 

Przechodzenie pomiędzy kartami jest również o niebo lepsze niż w domyślnej przeglądarce iOS – Safari. Nie musimy teraz przeszukiwać całego paska otwartych kart – jedyne co musimy zrobić by przejść do następnej lub poprzedniej karty to przeciągnięcie palcem od prawej lub lewej krawędzi ekranu. Jest to bardzo wygodne, jednak po otwarciu kilkunastu zakładek animacja przełączania traci na efektowności. Naturalnie nie zabrakło trybu incognito, który pozwala na przeglądanie sieci bez pozostawiania jakichkolwiek śladów w historii.

Na pochwałę zasługuje opcja „pobierz stronę w wersji dla komputerów”. Wielokrotnie zdarzało mi się przeglądanie witryny internetowej, która posiada wersję mobilną, tak zwaną „lajt”, jednak jej możliwości były na tyle ograniczone, że nie było mi dane wykonanie konkretnej czynności. Problem rósł w siłę, gdy administrator lub twórca strony nie zdecydował się na umieszczenie linku do pełnej wersji portalu – zaczynało się wtedy kombinowanie z linkiem i inne zabiegi. Teraz wystarczą dwa tapnięcia i gotowe.

Naturalnie Google nie mogło nic wskórać w kwestii bolączki samego systemu iOS – braku wsparcia dla technologii Adobe Flash. Na całe szczęście YouTube jak i masa innych tego typu stron posiada swoje mobilnej odpowiedniki, które eliminują ten problem. Warto również zaznaczyć, że po „zapchaniu” Chrome’a ilością otwartych kart, przeglądanie ich treści może nie być komfortowe. Pomimo faktu, że otwarte w tle strony nie były zbyt bogate w obrazki czy inne elementy, to scrollowanie aktywnej strony nie było płynne.

Chciałbym również zaznaczyć, że bardzo dobrze została rozwiązana wspominana już pełna synchronizacja. Otwarte karty są grupowane według urządzeń, na których jest uruchomiony Chrome. Tak samo postąpiono w kwestii zakładek. Rozbudowane są też sposoby konfigurowania tej funkcji, ponieważ na każdym z urządzeń możemy wybrać jakie treści pełną synchronizowane.

Wystawienie jednak jednoznacznej oceny jest bardzo trudne. Z jednej strony Chrome zdecydowanie ułatwia kontynuowanie pracy na kolejnym urządzeniu, z drugiej zaś strony brakuje mu kilku funkcji, choćby kompresowania strony internetowej przed wysłaniem jej na nasze urządzenie, co znamy z Opery mini. Nie da się też nie zauważyć spadku płynności w działaniu, gdy zaczynamy mocno nadwyrężać możliwości przeglądarki. Niezwykle jestem zadowolony z faktu, iż po opuszczeniu domu nadal będę miał dostęp do swoich zakładek, ustawień i haseł. Ta kwestia delikatnie przechyla szalę na pozytywną ocenę i tego na razie się trzymajmy.