Felietony

Jeden port, by rządzić wszystkimi. Czekam na USB-C w iPhone'ach

JS
Jakub Szczęsny
15

Posiadanie kilku urządzeń, także i w ekosystemie Apple wiązało się czasami z tym, że trzeba nosić ze sobą co najmniej kilka nie tyle ładowarek, co różnych kabli. Obecnie, mając iPhone'a i iPada Pro, musisz używać dwóch różnych kabli. Załóżmy jeszcze, że masz starszego Macbooka z MagSafe'em i musisz mieć przy sobie aż trzy. Tak być nie powinno już dawno.

Wprowadzone przez Unię Europejską wymogi co do ujednolicenia portów - choć były od dawna tylko kwestią czasu - przyjąłem i tak z dużą radością. Trudno przekładać moment z 2016 roku na to, co dzieje się w roku 2022 - jednak był to jeden z tych momentów kiedy najmocniej odczułem fakt "niekompatybilności" swojego telefonu z tym, czym mogli mnie poratować znajomi. Na jednym z nieformalnych spotkań przeciągnął mi się wieczór - na tyle, że nie zabrawszy ze sobą kabla do ładowania iPhone'a, noc spędziłem poza domem. Rano okazało się, że kontakt ze mną był bardzo utrudniony - bo nikt nie miał dla mnie kabla Lightning, żebym mógł uzupełnić energię w telefonie. Do czasu, aż z powrotem zameldowałem się u siebie, iPhone 6S był martwy - a tam bateria nie była łaskawa dla człowieka. Choćbyś nie wiem jak oszczędzał ów sprzęt - nie sposób było wyciągnąć sensowne czasy pracy słuchawki.

Od tego momentu, gdy wychodziłem nawet na chwilę z domu - wolałem mieć ładowarkę ze sobą... tak na wszelki wypadek. Wiedziałem, że w sytuacji kryzysowej - ktoś może mieć problem z tym by pożyczyć mi potrzebne okablowanie. Obecnie, w Polsce około 12% słuchawek to te z iOS na pokładzie. Stosunek niemalże 1:10, czyli "jest nas garstka". Owszem, w pewnych kręgach znajomych o coś z sadowniczej doliny jest prościej - ale mimo wszystko. Doszło do tego, że wszędzie latam z plecakiem, a wewnątrz powerbanki i zdublowane kable. Doszło do tego, że wiedząc o awaryjności apple'owskich akcesoriów - noszę przynajmniej jeden "zapas". Bo co, jeżeli się zdarzy że mój jedyny kabel wyzionie ducha? Pewnie, jest wiele miejsc w których mogę nabyć nowy. Jednak przynajmniej raz zdarzyło się tak, że na stacji benzynowej (gdzie bardzo często możesz kupić różne kable) były wszystkie - ale nie Lightning.

Nowy iPhone z USB-C spowoduje, że będę mieć dwa kable do wszystkiego

Ale i tak będę mieć ich większą ilość w swoim domu. Na wyjazdy staram się brać tak mało rzeczy, jak jest to tylko możliwe - jeden (dwa) kable różnicy mi nie zrobią. Ale przy pakowaniu się, wystarczy zapomnieć tych do iPhone'a, żeby wpaść w leciutkie kłopoty. Ani ja nie pomogę komuś, kto będzie potrzebował ode mnie czegoś w standardzie USB-C, ani ta osoba nie pomoże mi. Po zmianach, wedle których od 2024 Apple będzie zmuszone dostosować się do jednolitych standardów łączności przewodowej w smartfonach - będzie znacznie prościej.

W dobie, gdy producenci telefonów tak mocno zwracają uwagę na produkcję elektrośmieci - wprowadzenie takiej zmiany ma mnóstwo sensu. Ja doskonale wiem o tym, że Apple sporo zarabia na produkowanych przez siebie akcesoriach (wręcz absurdalnie sporo), a także i certyfikacja dla partnerów kosztuje niemało. Interes klientów trzeba jednak stawiać wyżej nad interes firm tam, gdzie tylko się to da. Cupertino i tak od bardzo dawna ociągało się ze zrezygnowaniem ze standardu Lightning. Przeważał czysty biznes - ale przecież Apple i tak będzie jeszcze długo na tym zarabiać po 2024 roku - nie wszyscy posiadacze iPhone'ów nagle będą mieć jedynie warianty z USB typu C.

Apple jako firma, która mówi o ograniczaniu swojego śladu węglowego - dzięki tym zmianom paradoksalnie będzie mogła powiedzieć, że jest jeszcze bliżej mniejszego wpływu na środowisko. My będziemy cieszyć się z większej swobody w zakresie używanego okablowania. Czarny sen o utracie łączności z powodu braku TEGO JEDNEGO kabelka się już nie spełni. UE jest siedliskiem czasami durnowatych pomysłów, ale ten jeden im się udał. Możemy zacząć oficjalne cieszenie się i radowanie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu