8

Jazz Jackrabbit. Dalej czekam na trzecią część tego majstersztyku

Jazz nie wygląda na szczególnie przyjaznego królika i... takim nie jest. Pruje do żółwi z blastera, pożera słodycze i raz na jakiś czas odbija mu na tyle, że rozwala wszystko na swojej drodze. Spaz lepszy nie jest (chyba ma to w genach), wygląda i zachowuje się tak, jakby zbyt długo zajadał się mefedronem i popijał gieblem. Ależ to była platformówka!

W moich czasach historia stojąca za Jazz Jackrabbit (jeszcze na DOS-a) i Jazz Jackrabbit 2 (Windows, MacOS) istotna nie była. Liczyła się metodyczna rozwałka, pokonywanie kolejnych poziomów, tłuczenie bossów i po prostu dobra zabawa. Jazz Jackrabbit od Epic MegaGames to seria, która mogła doczekać się „trójki” i stać się kultową trylogią. A tak w historii mamy jedynie duet, który i tak na zawsze wrył się w pamięć między innymi takich ludzi jak ja. Jazz nie był pierwszą grą platformową w moim komputerowym życiu i nie ostatnią. Na pewno nie jedyną lubianą.

Czytaj również: JPEG do lamusa – który to już raz?

Jazz Jackrabbit (obydwie części) różnił się od innych platformówek przede wszystkim szybkością rozgrywki. Epic MegaGames chyba zawsze miał tendencję do tworzenia naprawdę dynamicznych tytułów: po „drugim” Jazzie mieliśmy przecież takie perełki jak Unreal, a potem Unreal Tournament (Deck 16 na LAN-ie…). Grało się, kurczę. Ach, grało.

Zadaniem gracza było: tłuczenie wrogów na wszelkie sposoby, omijanie przeszkód, przeskakiwanie z platformy na platformę oraz rzecz jasna pozbywanie się bossów. Za to wszystko gracz był nagradzany możliwością przejścia na wyższy poziom i oczywiście punktami. Nie znam nikogo, kto by ścigał się na ich ilość zebranych w grze, ale… w sumie dobre i to. Można było też zagrać Lori (w dodatkach Secret Files oraz Christmas Chronicles) dla Jazz Jackrabbit 2 i była ona właściwie kombinacją Jazza i Spaza. Według mnie „najsłabsza” grywalna postać.

Gra dawała naprawdę przednią zabawę

I to nie tylko do pierwszego przejścia. Każde inne było równie ciekawe, choć rzecz jasna gra po pewnym czasie się nudziła. Jednak w tych czasach miałem do dyspozycji również takie tytuły jak Little Big Adventure 2, Fallout, Fallout 2 – było w co grać. Absolutnie nie narzekałem. Jak wspomniałem wcześniej – odznaczała się przede wszystkim dynamiką – i to od pierwszej części, kiedy to bardzo szybkie, wartkie platformówki wcale nie były szczególnym standardem. Co więcej, jedynka i dwójka cechowały się także ciekawą oprawą wizualną, a także nielichym udźwiękowieniem.

Jazz Jackrabbit

Miał pojawić się Jazz Jackrabbit 3, którego misją było wprowadzenie serii w świat 3D, ale… to się nie udało. Gathering of Developers, wydawca „dwójki” miał odmówić wydania kolejnej części z powodu rzekomo słabych wyników finansowych poprzedniej części (co raczej nie było prawdą). Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że Jazz3D był po prostu słaby jak tyłek węża i duet Epic Games / World Tree Games nie postarali się tym razem. Zresztą, wydaje mi się, że Jazz mnóstwo by stracił na przejściu na 3D. W pierwszej odsłonie Worms 3D to się nie udało, u Jazza byłoby pewnie podobnie.