Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Moje przemyślenia

Jasne strony grania na PC cz.2. – współzawodnictwo i aktywność jak nigdzie indziej

KO
Kamil Ostrowski
5

Jest mnóstwo powodów, dla których warto spędzać czas i grać właśnie na pececie. Kilka „miękkich” wymieniłem poprzednio, ale tym razem chciałbym zwrócić uwagę na prawdziwą bombę – powód, dla którego nawet w trudnych czasach komputery osobiste mają swoje grono zagorzałych miłośników. Chodzi o d...

Jest mnóstwo powodów, dla których warto spędzać czas i grać właśnie na pececie. Kilka „miękkich” wymieniłem poprzednio, ale tym razem chciałbym zwrócić uwagę na prawdziwą bombę – powód, dla którego nawet w trudnych czasach komputery osobiste mają swoje grono zagorzałych miłośników.

Chodzi o dwie kwestie: współzawodnictwo i możliwość wykazywania się dodatkową aktywnością, jako członek danej społeczności. Zacznijmy od początku.

Niech Was nie zmylę, nie jestem ślepy na ogromne zmiany, jakie dokonały się w ostatnich latach w świecie konsol. Niemniej, to pecety pozostają najciekawszą platformą dla osób, które lubią prawdziwe, ostre współzawodnictwo, bicie się o miejsca w rankingu i poważną walkę na kły i pazury. To podejście, to zacietrzewienie, zakrawające o złość, jest powszechniejsze właśnie na komputerach osobistych. Wynika to z kilku dosyć prostych powodów, po części naleciałych, po części czysto koncepcyjnych.

Po pierwsze, na komputerach wcześniej pojawił się powszechny dostęp do Internetu, co za tym idzie, możliwość współzawodnictwa istnieje dłużej i szybko stała się wręcz nieograniczona. Owszem, konsole miały od zawsze swój element walki z innymi graczami – wystarczy wspomnieć wspólne walki w Tekkena czy Super Smash Borthers Brawl (o ile byliście hipsterami i mieliście Nintendo). To były jednak przyjazne potyczki przy chipsach, w towarzystwie przyjaciół. Tymczasem na pecetach od lat jest miejsce na ostrą rywalizację, często tak ostrą, że wiele osób zadałoby sobie pytanie „czy tu jest jest miejsce na zabawę?”.

Nie ma. Przynajmniej nie ma w takim sensie, w jakim rozumiemy przyjemność czerpaną z gry wideo jako takiej. Jest za to przyjemność i satysfakcja płynąca z czystej rywalizacji. Jest to przyjemność pokrewna z wygraną w konkursie, wygraną z przeciwnikiem w dowolnym sporcie czy najlepszym wynikiem z testu w klasie (kujony znajo). Często wydaje się, że wypacza to ideę zabawy, jak to ma miejsce na przykład w League of Legends, gdzie gracze równie często tryskają radością, jak plują na siebie jadem. Na dobre czy złe, gry sieciowe wyzwalają w nas ogromną potrzebę rywalizowania i bycia najlepszym.

Nie bez powodu właśnie na pecetach ten rodzaj grania rozwinął się najbardziej. Oczywiście nie brakuje zajadłych graczy w Call of Duty czy Halo na konsolach, ale na pecetach odsetek „hardkorowców” jest nieporównywalnie większy. Niekoniecznie w ramach jednego tytułu, ale w ogóle.

Dlaczego tak jest? Pecety pozostały platformą, na której łatwiej jest stworzyć cały ekosystem wspierający ostre współzawodnictwo. Jest odpowiednie oprogramowanie, są fora internetowe, jest szybki dostęp do poradników. Pewne znaczenie ma także fakt, że powszechny w przypadku pecetów kontroler, jakim jest zestaw mysz + klawiatura, jest o wiele bardziej precyzyjny i daje więcej możliwości niż pady. Poza tym, dzięki otwartemu charakterowi pecetów, całość rozwija się samoistnie i naturalnie dopasowuje się do charakteru każdej z gier, społeczności i czasu, w którym funkcjonuje. Tego brakuje w przypadku świata konsolowego, którego kształt jest ustalany odgórnie, przez włodarzy Sony, Microsoftu i Nintendo.

To wszystko oczywiście powoli się zmienia. Jeszcze parę lat temu nie wyobrażaliśmy sobie, że na konsolach e-sport również będzie istniał, a dziś mamy przecież zawody w Call of Duty czy wspomniane już Halo (obecnie wypływa także powoli World of Tanks). Niemniej, pecety, jeżeli chodzi o ten segment, są daleko przed sprzętami Microsoftu czy Sony. Ciężko nawet stwierdzić czy producenci konsol aktywnie będą chcieli podążać tą ścieżką i gonią komputery osobiste czy wydarzenia e-sportowe związane z konsolami są jedynie naturalnym odpryskiem tego co się dzieje na pecetach.

Drugą sprawą, jaką przyjdzie mi poruszyć dzisiaj, jest modding. Wiele z gier pecetowych pozwala na tworzenie i instalowanie modyfikacji, a w przypadkach bardziej skromnych – chociażby map do gier strategicznych. Nie da się przecenić zalet tej możliwości i to znów: z dwóch powodów.

Po pierwsze, to świetna szansa dla modderów czynnych. Twórców, którzy niejednokrotnie potrafią się popisać i stworzyć coś niesamowitego, na fundamentach już stworzonych. Oczywiście ciężko, albo niemożliwym jest wręcz, żeby zarobić coś na tym bezpośrednio. Nic dziwnego – stworzenie gry wideo przypomina budowę domu. Ktoś, kto odmaluje fasadę, zmieniając być może zupełnie odbiór całego dzieła architektonicznego, nie ma jeszcze roszczeń, żeby przypisywać sobie zasługę zbudowania całości ( (i czerpania korzyści). Nie brakuj jednak przecież historii o utalentowanych modderach, którzy byli wyławiani przez producentów gier, nierzadko będąc już sławnymi wśród miłośników jego twórczości. Żeby nie szukać daleko – twórcy oryginalnego DotA, mapy do WarCrafta III, pracują dzisiaj w Riot Games przy League of Legends i w Valve przy Dota 2. Dean Hall, który stworzył DayZ, modyfikację do gry ArmA II, został szybko zatrudniony przez studio Bohemia Interactive.

Druga strona medalu to bierni modderzy, czyli po prostu osoby, które z takich modyfikacji korzystają. Dzięki temu możemy dłużej przebywać z ukochaną grą – przykładem niech będą mody do tytułów z serii Civilization, oferujące setki, o ile nie tysiące, kolejnych godzin spędzonych z modowaną produkcją. Z drugiej strony, czasami dzięki modyfikacjom możemy doczekać się zupełnie nowego produktu, nowej formy zabawy. Tutaj można przywołać tak zwane "custom mapy" do StarCrafta czy WarCrafta (w tym słynnego Dota), a także do Half-Life’a czy Half-Life’a 2. Modyfikacje do produkcji Valve zresztą często kończą ostatecznie jako samodzielne produkcje, co chyba najlepiej świadczy o ich jakości.

Dwa pozornie niezwiązane tematy, czyli e-sport i modding, a między nimi całkiem sensowne połączenie. Obydwa wymienione to elementy, które sprawiają, że grając na pececie możemy więcej otrzymać, a także więcej dać. Jesteśmy mniej skrępowani. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby z ukochaną grą spędzać kolejne setki godzin, nawet po tym, kiedy wyczerpie się już zawartość czy pomysły, które sprzedał nam twórca. Nawet, kiedy poznamy już każdy zakamarek. Możemy wykazać się. Kreatywnością, umiejętnościami, ciężką pracą. Może zabrzmi to zbyt górnolotnie, ale na pecetach możemy grać... bardziej. Bardziej hardkorowo w znaczeniu wykraczającym poza poziom trudności danego tytułu.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

PCkomputerygranie na PC