13

Jaki jest problem polskich serwisów e-sportowych?

W rozmowie z Albertem Pałką, dziennikarzem e-sportowym zastanawiamy się jaki jest problem polskich serwisów traktujących o sportach elektronicznych. Czego potrzeba, byśmy mogli poczytać ciekawe publikacje na rodzimym podwórku? Dlaczego kiedyś było inaczej? Zachęcam do lektury wywiadu. Jaki jest problem polskich serwisów e-sportowych? Zabrzmi to trochę tak, jakbym miał z 30 lat na karku, ale problemem […]

W rozmowie z Albertem Pałką, dziennikarzem e-sportowym zastanawiamy się jaki jest problem polskich serwisów traktujących o sportach elektronicznych. Czego potrzeba, byśmy mogli poczytać ciekawe publikacje na rodzimym podwórku? Dlaczego kiedyś było inaczej? Zachęcam do lektury wywiadu.

Jaki jest problem polskich serwisów e-sportowych?

Zabrzmi to trochę tak, jakbym miał z 30 lat na karku, ale problemem serwisów eSportowych, nie tylko w Polsce, jest czas. Kiedy zaczynałem pisać w 2007 roku dla esports.pl ludzie mieli mnóstwo czasu – wszyscy byliśmy zapaleńcami. Mogę pokusić się nawet o stwierdzenie, że po prostu kochaliśmy cały ten sport elektroniczny i wszystko, co było z nim związane. Do dziś pamiętam, jak Artur Wróblewski, redaktor naczelny esports.pl w tamtym czasie, zawsze wracał po południu ze studiów i praktyk, a potem 7 kolejnych godzin spędzał na czytaniu artykułów, newsów, wywiadów itd.

Z tym że on nie tylko je czytał pod względem treści, ale sprawdzał, poprawiał i kładł gigantyczny nacisk na treść. Nie miało znaczenia, czy się dopiero zaczynało czy siedziało się w tym jakiś czas – każdy mógł usłyszeć, że napisał zwykły „syf” i że trzeba to poprawić. Trzeba też zwrócić uwagę na to, że redakcja w tamtym czasie liczyła ponad 20 osób, a Artur czytał dosłownie wszystko.

Jeśli dobrze pamiętam, redaktor naczelny zarabiał wtedy chyba 400 złotych, a przeciętny redaktor niecałe 200, z tym że te 200 złotych równe było pracy na pełen etat z nadgodzinami. Sam spędzałem na pisaniu, tłumaczeniu i redagowaniu tekstów około 60 godzin tygodniowo.

Dzisiaj każdy uważa, że mu się należy i że za mniej niż X on nie będzie robił – to super, ale co ten ktoś osiągnął? Wszyscy myślą, że będą zarabiać kokosy nie mając żadnego doświadczenia, a teksty piszą na poziomie podstawówki.

Najgorsze jest to, że nikt tych błędów nie widzi, bo poziom edukacji w naszym kraju jest tak niski. Polski eSport jest pełen analfabetów, którzy piszą dla największych serwisów w kraju – i nie ma nikogo, kto mógłby nad nimi zapanować.

Nie jest tak, że dawniej praca dla największych serwisów była wyróżnieniem dla redaktorów, a teraz każdy może trafić do najbardziej poczytnych redakcji?

Tu nie chodzi tylko o to, że każdy może trafić do najbardziej poczytnych redakcji – to właśnie bardzo dobrze. Duże portale są ważne dla naszego eSportowego ekosystemu, bo kiedy ktoś, kto nie zna tematu chce o nim poczytać, to mamy go gdzie odesłać. To, o co powinieneś się spytać, to czy te największe portale utrzymują równie wysoki poziom tekstów co pozycję w wyszukiwarce internetowej pod hasłem „eSport”, a tak niestety nie jest.

Co do prehistorii pisania o eSporcie – tak, kiedyś było to spore wyróżnienie. Pisząc dla eSports.pl wiedziałeś, że piszesz dla najlepszych i z takimi pracujesz. Teraz nieważne gdzie piszesz, bo i tak nie ma to znaczenia. Nikomu nie zależy. Wszystko polega na standardowym kopiuj/wklej z innej strony albo tłumaczeniu newsa/wypowiedzi w translatorze. Wszyscy chcą wiedzieć o czymś szybko, a to że całość napisana jest na poziomie przedszkola ich zupełnie nie interesuje. Warto też zauważyć, że dziennikarstwo eSportowe zderzyło się z dużą ścianą w momencie pojawienia i rozwinięcia się takich serwisów jak: reddit, facebook i twitter. Nie trzeba szukać, rozmawiać, dawać się poznać na scenie danej gry – wystarczy wejść na fanpage zawodnika i przeczytać krótki komentarz, a następnie napisać tak samo krótką notkę na stronie.

E-sport nie potrzebuje publicystyki – ciekawych artykułów, wywiadów?

Oczywiście, że tak! Problem polega na tym, że umiejętność czytania oraz docenianie tekstu pisanego zanika wśród młodszych osób zainteresowanych eSportem .

Zatrważające jest to, jak mało osób w dzisiejszych czasach czyta książki, a z roku na rok statystki są coraz gorsze. Teraz modne jest powiedzieć, że „ostatnio książkę przeczytałem w gimnazjum”, bo to przecież takie fajne i dziwi mnie, że z reguły autor takiej wypowiedzi nie czuje się nią zażenowany.

Niestety jest to związane z postępem technologicznym – teraz się po prostu ogląda i słucha, a nie czyta. Niektórzy powiedzą, że to dobrze, ale takie dinozaury jak ja uznają, że nie do końca. Pisanie to nie tylko przelewanie myśli na papier – to sztuka. Zabawa słowem niestety umiera. Potrzebne są krótkie i proste informacje, które trafią do przeciętnego Kowalskiego – tak to dziala w USA, więc tak będzie działać i u nas.

Przedstawiciele Cybersportu, czyli obecnie najbardziej poczytnego portalu w Polsce, wielokrotnie powtarzają, że newsy czyta więcej osób. Publicystyka podobno nie interesuje ich czytelników. Czy to nie jest po prostu tak, że artykuły czy wywiady, które pojawiają się już tam od jakiegoś czasu są mało interesujące?

Teksty na stronie odzwierciedlają jej poziom. Cybersport od lat nie miał dobrego redaktora naczelnego, a osoba, która potrafi tam poprawnie skleić dwa zdania to wyjątek. Inną kwestią jest to, że niewiele osób potrafi napisać dłuższy tekst, który ma wyraźny początek, rozwinięcie i zakończenie, albo przeprowadzić dobry wywiad. Cały czas się zastanawiam, jak w 2013 roku możemy zaczynać jakąkolwiek rozmowę (i to w dodatku pisaną) od „przedstaw się i powiedz co robisz”. Cytując znanego klasyka i poetę newage sceny Starcraft 2, „BEEEZZZ JAAAAJJJJ”.

albert1

Nie ma naczelnych, więc od kogo młodzi mają się uczyć?

Przede wszystkim mają się uczyć w szkole. Język polski jest bardzo trudny, o czym przekonuję się sam każdego dnia i bez stałej pracy nad warsztatem nie mają szans awansować. Uczyć powinni się od kolegów „po fachu”, z którymi pracują, ale tu znowu pojawia się problem trudności zadawania pytań – bo po co się spytać skoro można napisać jak się chce i zapomnieć. Każdy idzie po linii najmniejszego oporu.

Stara gwardia odeszła – pracujemy w różnych branżach. Niestety pisanie eSportowe w Polsce nie przynosi żadnych zysków, a żyć trzeba. Nikt w to nie chce inwestować ani nie próbuje znaleźć wyjścia z tej sytuacji. Moim zdaniem pisanie w tym momencie trzeba by potraktować jak start-up i zacząć budować od nowa. Trzeba zrobić tak, żeby pisanie mogło się „monetyzować”, ale nie zapominać przy tym o konieczności produkowania tekstów na poziomie. Samo nie przyjdzie. Myślę, że jakąś receptę znaleźli na to założycie pvp24.pl – nowego serwisu na polskiej scenie. Obecnie jeszcze nie tak popularni, ale po wstępnych rozmowach z chłopakami doszedłem do wniosku, że w końcu zabrał się za to ktoś z głową. Czas pokaże, czy tak będzie.

Uczyć się od kolegów „po fachu”? Chyba obecnie nie ma za bardzo takich ludzi, którzy mogliby doradzić nowym kolegom w redakcji. Tak jak wspomniałeś – ta „stara gwardia” odeszła i nie sądzę, że chce jej się pomagać bezinteresownie.

Niestety nie i to już się nie zmieni. Ja jestem otwarty na wszelkie propozycje i zawsze chętnie pomogę, ale nie poświęcę już na to tyle czasu, ile mógłbym kiedyś – chyba że ktoś chciałby mi dać pełen etat i umowę o pracę za sensowne wynagrodzenie. Założę się, że sporo osób, które już się w sport elektroniczne „nie bawi” ma dokładnie takie samo podejście, ale jak zauważyłem wcześniej, trzeba za coś żyć, a póki co nie zrobi się tego pisząc o eSporcie w Polsce.

Czy w ogóle pisanie w e-sporcie można nazwać dziennikarstwem? Młodzi często boją się zagadać do czołowych zawodników, zapytać o zdanie czy opinie na dany temat i te teksty raczej powstają wyłącznie na podstawie zagranicznych serwisów.

Kiedyś można było, dzisiaj niekoniecznie, na co zresztą sam zwróciłeś uwagę. Są tylko pojedyncze jednostki starające się jeszcze pisać, reszta po prostu kopiuje na ślepo nie chcąc się nawet zagłębić w temat. Nie wiem tylko, czy młodzi faktycznie się boją, czy nie czują po prostu potrzeby. Dostać się do zawodnika nie jest trudno, a jeśli nie chce skomentować, zawsze można poszukać kogoś innego. Nie trzeba być znanym na scenie żeby mieć dojścia – wystarczy odrobina chęci.

Jaka jest recepta na dobry serwis o e-sporcie? Zatrudnienie odpowiedniego naczelnego i młodych redaktorów, którzy dopiero uczą się pisać czy raczej kilku „równych” pismaków z doświadczeniem?

Szczerze to sam nie wiem. Jeśli coś takiego kiedyś powstanie, to na pewno będziemy mogli wrócić do rozmowy. Wiem tylko, że serwis eSportowy nie poradzi sobie bez dobrego redaktora naczelnego, który tak jak w każdej innej redakcji, będzie odpowiednio zarządzał zespołem i treścią. Niekoniecznie musi to być kolejny Artur, człowiek, który czyta i jeszcze sprawdza, ale wtedy przydałby się dobry korektor, który przygotowałby tzw. „writing guide’y” i dbał o poziom językowy w tekstach. Jednak to, nad czym przede wszystkim trzeba się skupić, to bardzo konkretny biznes plan i otwarcie się na świat zewnętrzny. Serwis MUSI na siebie zarabiać, bo inaczej upadnie i trzeba o tym pamiętać w momencie, kiedy się go buduje.

Myślisz, że w Polsce można osiągnąć takie liczby odwiedzin, by firmy zaczęły reklamować się w serwisach e-sportowych?

Jak najbardziej, ale trzeba zrozumieć, że czasy, kiedy pisało się dla bardzo zamkniętych grup niestety minęły. Mówię niestety, bo sam jeszcze jakiś czas temu to ignorowałem. Trzeba jednak dorosnąć, podciągnąć spodnie i zmierzyć się z rzeczywistością – eSport nie jest już tylko dla osób, które się nim interesują od X lat. Trzeba się otworzyć na casuali, którzy tworzą nową, niezajętą bazę czytelników i osób, które trzeba „wkręcić” w naszą zajawkę na nowo. Znaczy to tyle, że trzeba zmienić nasze przestarzałe podejście i spróbować ich czymś zainteresować. Wtedy pojawią się odwiedziny, wtedy pojawią się nowe firmy i pieniądze na życie z pisania.

Któryś z obecnie czołowych serwisów ma szansę na poprawę swojego wizerunku i przyciągnięcia właśnie tej odpowiedniej liczby czytelników, czy musiałby powstać nowy projekt?

Wiem, że Cybersport na nowo rusza niedługo z ligą, więc do nich wrócą czytelnicy, ale nie będzie to na pewno tyle co kiedyś. Jeśli chodzi o resztę, to niestety nie widzę szans na przetrwanie. Musiałoby powstać coś nowego, z pomysłem i dobrze dobraną ekipą, która wie, co chce osiągnąć.