pies i słuchawki
42

Jak zostać początkującym audiofilem?

Muzyka w Twoim życiu zawsze była ważna. Zajmowała wysokie miejsce w hierarchii potrzeb życiowych, ale jakoś do tej pory udawało Ci się ten apetyt zaspokoić. Prześlizgiwałeś się od jednego napadu głodu do kolejnego podczas gdy Twoje łaknienie z nieśmiałego: "Ciekaw jestem jak ten kawałek brzmi na lepszym sprzęcie...?" niepostrzeżenie przerodziło się w: "Kupiłeś nowy wzmacniacz?! Będę za 5 minut!".

Wszystko, żeby choć przez chwilę obcować z dobrą muzyką w godnej jej formie. W końcu czara musiała się przelać, co poskutkowało decyzją o nabyciu własnego, dobrego sprzętu. Kolegów nie można przecież ciągle nawiedzać i męczyć własną muzyką. Owszem, ma to swoje walory kulturalne i towarzyskie, ale wątroba też ma swoje granice a handel organami w Polsce jest póki co zakazany. Chociaż może to i lepiej, bo po ostatniej premierze Iphone’a X, połowa populacji by chodziła bez jednej nerki…

Zatem zbierasz.. Powoli, złotówka po złotówce, ziarnko po ziarnku. Wszystko po to, by kupić swój pierwszy „dorosły sprzęt”. Dla niektórych jest to dobra mini-wieża lub zintegrowany system, podczas gdy inni nie zgadzają się na takie półśrodki, bo „takie rozwiązanie jest tylko przejściowe”. Ty oczywiście jeszcze tego nie wiesz. Nie masz skąd. Idziesz więc do najbliższego Saturn Marketu i wybierasz najbardziej wypasioną mini-wieżę jaką mają w promocji. W domu gra super. Przez pierwszą godzinę. Niby wszystko jest ok, ale jednak czegoś brak… Tak właśnie działa robak audio-perfekcjonizmu, który już zaczął drążyć Twój mózg. Efektem jego działań, zacząłeś się zastanawiać „Czy większe urządzenia nie zagrają jeszcze lepiej?”

Zagrają. Jeśli szczęście dopisze

Tak właśnie rozpoczynasz niekończącą się podróż w najgłębsze otchłanie Twojego portfela, gdy jeszcze nieobeznany w temacie, szukasz wszelkich możliwych informacji o najlepszym wzmacniaczu/cd/streamerze/kolumnach za pozostałe Ci w skarbonce pieniądze. I znajdujesz te informacje. Cały ogrom informacji. Starasz się więc z tego szumu informacji wybrać taki sprzęt, który jest najładniejszy i zbiera najwięcej pochlebnych recenzji w branżowych portalach. Jest? Znaleziony? Super! Bezlitośnie rozbijasz biedną porcelanową świnkę i czym prędzej składasz zamówienie licząc, że kurier dotrze już jutro. Zupełnie jakby to była sprawa życia i śmierci. A one nie mogą przecież czekać.

W końcu jest! Dojechał! Otwierasz prawie trzęsącymi się rękami karton, podziwiając każdy najmniejszy element dostarczony przez producenta. Bo to przecież niezwykle ważne, czy pilot jest aluminiowy czy plastikowy, prostokątny czy kwadratowy. Czynność powtarzasz w przypadku każdego nabytego elementu, jakbyś co najmniej szukał jakichś śladów zbrodni z fabryki. Dotykasz, oglądasz z każdej strony i oceniasz, bo to nie może być przecież byle jakie, skoro ma zostać z Tobą już do końca życia. Musi się wkomponować!

Sytuacja ku Twojej uciesze powtarza się. Wielokrotnie. Przy okazji rozpakowywania każdego kolejnego elementu Twojej misternej układanki. Uff! Tyle wrażeń. Aż człowiek głodny się robi. Ale to nie pora na posiłek. Jedzenie jest dla słabych. A Ty nie jesteś słaby. W tej niepowtarzalnej chwili czujesz się jak król świata. Jakby kurierzy byli Twoimi wiernymi poddanymi i przynosili Ci swoje najlepsze dary w zamian za łaskę.

Co teraz? Najlepsza część – podłączasz i słuchasz! Chwilę Ci to zajmuje… Może godzinę, może więcej… Nie mogło być inaczej, skoro poziom ekscytacji jest odwrotnie proporcjonalny do Twojego doświadczenia w tej branży. Partnerka pyta, czy to długo jeszcze zajmie, bo przez salon nawet na szczudłach przejść się nie da. Wszędzie styropiany, kartony i dokumenty. Co rozważniejsi potrafią ocenić zagrożenie czyhające w razie niefortunnej odpowiedzi, starając się choć na chwilę ostudzić emocje i załagodzić sytuacje. Biada tym, co zawsze w gorącej wodzie kąpani, ponieważ ta książkowa niemal sytuacja doskonale dowodzi, że agresja rodzi agresję. Stamtąd już tylko jeden krok do przemocy domowej. Zresztą i bez tego koledzy w pracy muszą mieć z Ciebie niezły ubaw. Bo raz albo nawet i dwa razy można wpaść twarzą na drzwi – jasne, zdarza się najlepszym –  ale nie co tydzień.

Na pierwszy ogień idzie Twój ulubiony od tygodnia utwór. „Wow! Fantastycznie! Nie wiedziałem, że to potrafi tak brzmieć!” Nie mogąc się doczekać sprawdzenia brzmienia każdego ulubionego wykonawcy, skaczesz z utworu na utwór odsłuchując po minucie czy trzydziestu sekundach. Nagle pojawia się zgrzyt… Coś zapamiętałeś inaczej, coś zabrzmiało nienaturalnie nawet jak na Twoje, całkowicie jeszcze niewprawione ucho… Pavarotti przecież nigdy nie śpiewał falsetem, a Daft Punk nie nagrywało płyt w studni. Coś jest nie tak.

Szukasz więc rozwiązania. Zaczynasz przeglądać pisma branżowe. Zastanawiasz się gdzie popełniłeś błąd. O czym zapomniałeś. Eureka! Nie masz kolców pod kolumny! Na pewno tu tkwi przyczyna Twoich wszelkich życiowych niepowodzeń. I kable z domieszką kryptonitu. One też wg recenzji zmieniają drastycznie brzmienie. Dzięki nim dźwięk ma stać się koherentny, kleisty i rozsupłany. Nic z tego nie zrozumiałeś, ale to brzmi mądrze. A mądre rzeczy dają dobre efekty.

Klikasz więc „Kup teraz”.

Brawo. Dostałeś level up’a. Twoja klasa postaci awansowała na początkującego audiofila.