0

IEM przez lata – jak zmieniała się największa polska impreza e-sportowa

Jako Antyweb jeździmy na Intel Extreme Masters od początku istnienia imprezy w Polsce. Sam odwiedziłem Katowice już czterokrotnie i za każdym razem zbierałem szczękę z podłogi. Drugiej takiej imprezy robionej w naszym kraju z takim rozmachem nie ma. Przypomnijmy sobie wspólnie jak IEM zmieniał się przez lata.

Intel Extreme Masters kojarzy się większości osób z polskimi Katowicami, ale to nie tam rozpoczął się ten popularny cykl e-sportowych imprez. Wszystko zaczęło się bowiem w 2006 roku, kiedy to na pierwszym turnieju z serii po puchar sięgnęli Yoan „ToD” Merlo w Warcraft III i polska drużyna Pentagram G-Shock Gaming w Counter-Strike 1.6. Przez lata poszczególne cykle i finały odwiedzały takie miasta, jak Moskwa, Paryż, Sztokholm, Hamburg, Lipsk, Los Angeles czy Jönköping. Dotarły również do Kanady, Chin I Korei Południowej. Zmieniały się też gry – pojawił się Quake Live, DotA, a w 2010 roku świat e-sportu zakochał się w StarCraft 2, a później w League of Legends.

Kiedy w 2013 siódmy sezon Intel Extreme Masters zapowiedziano w Katowicach, wielu uważało, że nasz polski Spodek kompletnie się do tego celu nie nadaje. Oczekiwania, ale i obawy były ogromne – tymczasem IEM Katowice okazał się ogromnym sukcesem i pozwolił zapełnić katowicką arenę po same brzegi. Mogliśmy wtedy podziwiać topowych zawodników w StarCraft 2, League of Legends, World of Tanks czy Counter- Strike: Global Offensive. Polska wskoczyła na światową mapę e-sportu z ogromnym impetem i przez kolejne lata z niej nie znikała.

Wszyscy mówią, że e-sport to ogromne pieniądze dla grających drużyn (lub pojedynczych graczy – jeśli taka jest gra). No dobrze, ale jakiego rzędu kwoty można wygrać na Intel Extreme Masters? To też oczywiście zmieniało się przez lata i doskonale obrazuje jak impreza z roku na rok staje się coraz większa.

W 2013 w Katowicach za pierwsze miejsce w StarCraft II nagroda wynosiła 6 500 dolarów, za pierwsze miejsce w League of Legends 15 500 dolarów. 3 lata później za to samo miejsce w League of Legends wygrana wynosiła już 50 000 dolarów, za zwycięstwo w StarCraft 2 – 35 000 dolarów, a za CS: GO aż 104 000 dolarów. Sporo, prawda? Rok później było jeszcze lepiej. CS: GO – 118 903 dolary, League of Legends 78 942 dolary, a zwycięzca turnieju StarCraft 2 przytulił aż 115 000 dolarów. Ale oczywiście w 2018 roku było jeszcze lepiej – CS: GO – 250 000 dolarów, StarCraft 2 – 150 000 dolarów. Choć kursy walut ciągle się zmieniają i poszczególne nagrody miały w konkretnych latach inną wartość w naszej rodzimej walucie, możecie sobie jednak przemnożyć te kwoty przez aktualny kurs dolara – 3,77 zł – robią one wtedy jeszcze większe wrażenie.

fot. Patrick Strack

Sprzęty turniejowe i IEM Certified PC

Coraz ładniejsze i bardziej wymagające gry napędzają rynek podzespołów komputerowych. Dzieje się tak od lat – widzę to dziś, widziałem kupując swojego Intel Pentium 166 MMX. Typowo e-sportowe produkcje, które pojawiają się na turniejach może nie należą do najbardziej wymagających gier, jednak muszą działać bez zarzutu. Tu nie ma miejsca na spadki animacji, które mają wpływ na rozgrywkę. Kiedy więc na przykład w 2013 roku pojawiły się intelowskie procesory Haswell, od razu lądowały w turniejowych zestawach, a wspierane były mocnymi – jak na tamte czasy – kartami graficznymi. Innymi słowy – niezależnie od tego na której edycji Intel Extreme Masters grano, turniejowe sprzęty zawsze wyposażano a najlepsze rozwiązania gwarantujące, że uruchomiona na nich gra będzie działać perfekcyjnie.

Aktualnie zestawy turniejowe prezentują się następująco:

Procesor
Minimum – Intel Core i5 8. generacji z serii K.
Rekomendowane – Intel Core i7 8. generacji z serii K lub X.
RAM
Minimum – 8GB pamięci DDR3L/DDR4
Rekomendowane – 16GB pamięci DDR3L/DDR4 lub więcej
Karta graficzna
Minimum – GTX 1060 lub RX 470/570
Rekomendowane – GTX 1070 lub RX 480/580
System operacyjny – Windows 10

W 2017 roku na rynku pojawiły się zestawy komputerowe kierowane specjalnie do fanów imprezy i zmagań e-sportowych. Co ciekawe nie był to jeden zestaw, ale bazowa konfiguracja, którą mogli podchwycić różni producenci sprzętu i na jej bazie rozbudowywać oznaczone tym certyfikatem maszyny, co pozwoliło pojawić się im na różnych progach cenowych. Na starcie taką bazą był procesor Intel Core i5, do tego dyski 120 GB SSD, 500 GB klasycznego HDD, 8 GB pamięci DDR3/DDR3 HyperX, do tego Nvidia GTX 960 lub AMD R9 2018 oraz WIndows 8.1 lub Windows 10. Oczywiście firmy lub sklepy przygotowujące takie zestawy skorzystały z możliwości rozbudowy, pojawiały się więc zarówno zestawy z Intel Core i5 jak i Intel Core i7, dostawaliśmy też słabsze i mocniejsze karty graficzne, co oczywiście wpływało na cenę sprzętu. Klient mógł być jednak pewien, że nawet najtańszy zestaw opatrzony certyfikatem IEM bez problemu poradzi sobie z grami turniejowymi.

IEM to nie tylko turnieje e-sportowe

Ktoś powiedział mi kiedyś – “nie jadę na Intel Extreme Masters do Katowic, bo tam tylko grają w te e-sportowe produkcje”. Nic bardziej mylnego – od lat IEM to również ogromne “targi”, na których można samemu pograć oraz przyjrzeć się z bliska sprzętowi, w tym przede wszystkim urządzeniom przeznaczonym dla graczy.

Pierwsze edycje IEM w Katowicach kojarzone są jedynie z płytą katowickiego Spodka, którą podzielono wtedy na dwie części. Frontem do publiczności ustawiona była scena e-sportowa, natomiast tylną część płyty zajmowały strefy, na których wystawiali się producenci sprzętu dla graczy – były też oczywiście niewielkie sceny, na których rozgrywano turnieje, m. in. CS: GO i World of Tanks. Powierzchnia wystawowa zajmowała wtedy jedynie 1500 m2. W 2015 roku poza Spodkiem IEM zaczął odbywać się również w sąsiadującym Międzynarodowym Centrum Kongresowym, dzięki czemu powierzchnia wystawowa IEM Expo powiększyła się 10-krotnie, aż do 15000 m2. Od lat pojawiają się tam zarówno producenci sprzętu, którzy bardzo chętnie rozdają wszelkiej maści gadżety zachęcając też konkursami do zainteresowania się swoim asortymentem – jak i znani e-sportowcy, z którymi można tam przybić “pionę”.

Jeśli mówimy o wystawcach, tu przez lata też można było zaobserwować ewolucję, jaką przeszła branża e-sportowa. Kiedyś swoje stoiska mieli wyłącznie producenci sprzętu przeznaczonego dla graczy, dziś pojawiają się tam również koncerny telekomunikacyjne, banki, a nawet takie firmy, jak Gillette, Wedel czy Sprite.

EXPO to też świetne miejsce by zapoznać się lub obserwować zmieniające się trendy w branży sprzętu gamingowego, jak i całego gamingu. Odwiedzając regularnie imprezę doskonale widać kiedy świat fascynuje się wirtualną rzeczywistością, kiedy naprawdę mocną pozycję mają laptopy gamingowe, a kiedy ludzie zakochują się w światełkach RGB. To też oczywiście miejsce, gdzie można zobaczyć nowości ze świata peryferiów, a czasem samemu przetestować co nowego przygotowali producenci.

fot. Jakub Patrowicz

fot. Jakub Patrowicz

Bardzo ważną dla Intel Extreme Masters w Katowicach decyzją było nie tylko powiększenie powierzchni o nowy, duży obiekt, ale również podzielenie imprezy na dwa weekendy, co mogliśmy pierwszy raz zobaczyć w 2017 roku. Decyzja ta sprawiła, że impreza jeszcze bardziej zyskała na popularności, co przełożyło się na zwiększenie liczby odwiedzających ten cykliczny event.

W 2013 roku IEM w Spodku odwiedziło 50 tysięcy osób, rok później 74 tysiące, w 2015 roku 100 tysięcy, rok później 113 tysięcy, w 2017 aż 173 tysiące. Jak widzicie decyzja o podzieleniu imprezy na dwa weekendy była strzałem w dziesiątkę. IEM 2018 był pod tym względem minimalnie gorszy, ale wynik 169 tysięcy osób jest wciąż imponujący, szczególnie jeśli spojrzycie na rok 2013 kiedy odwiedzających było ponad 3 razy mniej. Fajnie patrzeć jak e-sport staje się coraz popularniejszy, a przy tym nasza rodzima impreza cały czas rośnie w siłę i co roku może po chwalić się fenomenalnymi wynikami. Nie można też oczywiście zapominać o niezwykle popularnych tansmisjach online – nie każdy może sobie pozwolić na odwiedzenie Polski, a w końcu e-sport to międzynarodowa sprawa, dlatego obcokrajowcy, którzy do Spodka nie dotrą, śledzą wydarzenie w sieci. Można śmiało powiedzieć, że w okolicach IEM-owych weekendów internet wręcz szaleje generując ogromny ruch na łączach i sam doskonale widzę, że trudno nie zobaczyć czegoś związanego z Intel Extreme Masters zarówno na Facebooku, jak i Twitterze.

Będąc na czterech ostatnich edycjach imprezy mogę śmiało powiedzieć, że pewne rzeczy się nie zmieniają. Chodzi oczywiście o fenomenalny klimat i kapitalne wrażenia podczas samych finałów. Niedzielne zwieńczenie imprezy to zawsze późne wieczorne godziny, a po tysiącach kroków wykonanych na obu obiektach, nagrywaniu i montowaniu filmów, robieniu zdjęć, pisaniu tekstów, zmęczenie daje o sobie znać. Wystarczy jednak usiąść w samym Spodku choć na chwilę, by nie chcieć być w żadnym innym miejscu. Tłumy fanów skandujące nazwy swoich ulubionych graczy czy drużyn, brawa, krzyki i punkt kulminacyjny, podczas którego co roku mam na plecach ciarki, a szczękę na podłodze. Moment, w którym już wiemy kto jest zwycięzcą głównego turnieju, kiedy w powietrzu unoszą się konfetti, a przy scenie strzelają fajerwerki jest chwilą, kiedy całe zmęczenie znika – krzyk sam wydobywa się z ust – tak mocny, że następnego dnia nigdy nie mogę mówić. Myślałem, że po swoim pierwszym finale żaden kolejny nie zrobi już na mnie wrażenia, tymczasem każdego roku to niesamowite doświadczenie, po którym nie mogę się doczekać tegorocznej wycieczki do Katowic.

A jak będzie w tym roku? Na Intel Extreme Masters 2019 odbędą się dwa główne turnieje – CS: GO w randze Major StarCraft II. W strzelance Valve dwadzieścia cztery drużyny powalczą o łączną pulę nagród wynoszącą milion dolarów. Całość rozgrywek będzie mieć miejsce między 14 lutego a 3 marca.

O pulę przekraczającą 250 tysięcy dolarów powalczy natomiast siedemdziesięciu sześciu najlepszych zawodników w StarCraft II. To największe jak dotąd pieniądze poza StarCraft II World Championship Series, a rozgrywki będą odbywać się między 25 lutego a 3 marca.

Materiał powstał we współpracy z firmą Intel.