20

Jak bardzo jesteśmy uzależnieni od technologii?

Cześć. Mam na imię Kuba. [czeeeść, Kuba] I jestem uzależniony od technologii, od wielu lat. Takie świadectwo mogłaby przedstawić spora część z nas. Według ankiety, którą przeprowadzono w Wielkiej Brytanii – nawet ponad połowa z nas. Wnioski z odpowiedzi przeszło 1000 przepytanych osób są przerażające/definiujące nasze czasy (niepotrzebne skreślić). 53% osób odczuło zdenerwowanie po odcięciu […]

Cześć. Mam na imię Kuba. [czeeeść, Kuba] I jestem uzależniony od technologii, od wielu lat.

Takie świadectwo mogłaby przedstawić spora część z nas. Według ankiety, którą przeprowadzono w Wielkiej Brytanii – nawet ponad połowa z nas. Wnioski z odpowiedzi przeszło 1000 przepytanych osób są przerażające/definiujące nasze czasy (niepotrzebne skreślić). 53% osób odczuło zdenerwowanie po odcięciu ich od internetu na 24 godziny, podczas gdy 40% było samotnych. Takie wyniki nie są żadną rewelacją, ale czasami skłaniają do autorefleksji. Mnie skłoniły.

Budzę się codziennie dzięki budzikowi w iPhonie. Wyłączając go, następuje pierwsze kuszenie: sprawdzenie maila w telefonie. Z reguły daję się złamać, dostarczając pierwszej dawki zupełnie nieistotnych o tej porze informacji. Następnie poranna toaleta i miejsce na drugie kuszenie – śniadanie. Z reguły w pobliżu znajduje się laptop z odpalonym Google Readerem. Sprawdzenie od samego rana kilkuset zgromadzonych przez noc RSSów pomaga zaoszczędzić nieco czasu później. I niemal całkowicie eliminuje szansę na rozsądny dialog z dzieckiem czy żoną.

W pracy sieć jest sprawą oczywistą, jestem do niej podpięty przez cały dzień. Ostatnio, po wystartowaniu G+ i zaczęciu pracy dla AntyWeb zauważyłem jednak niepokojący objaw. Miałem dwa komputery przed sobą, przełączając się pomiędzy zadaniami do wykonania i serwisami społecznościowymi i komunikatorami, na których prowadziłem kilka rozmów jednocześnie. Dodatkowo iPhone dzięki pushowi informował mnie dosłownie co chwilę o nowych mailach czy komentarzach do wpisów tudzież innych wiadomościach. W pewnym momencie zacząłem gubić wątki, nie wiedziałem z kim o czym rozmawiam, a zupełnie nie wiadomo dlaczego tętno wzrosło do wyższego niż zwykle poziomu.

Człowiek w takich sytuacjach marzy, aby się od tego zupełnie odciąć. Mieć tydzień, dzień lub chociaż parę godzin spokoju. A gdy te nadchodzą? Przebiera nogami i palcami w poszukiwaniu źródeł kolejnych informacji. Zupełnie jak respondenci wspomnianego na początku badania. Też tak macie? Jak radzicie sobie z odwykiem internetowym? Czy może przychodzi Wam to bez trudu?