48

Jak auta elektryczne zmienią rynek części zamiennych do samochodów?

Tesla Model S zasięg
Dzisiaj gdy auta z napędem elektrycznym stanowią maksymalnie kilka procent sprzedaży nowych samochodów nikt się za bardzo tym nie przejmuje. Ale jeśli wierzyć tym wszystkim zapowiedziom i analizom, za kilkanaście lat to silniki spalinowe będą w odwrocie. Na czym zatem wtedy będą zarabiać te wszystkie warsztaty i autoryzowane serwisy?

Owszem, zmiana nie nastąpi z dnia na dzień, a na świecie nadal jeszcze przez wiele lat będą użytkowane auta z napędem spalinowym. Ale kiedyś wreszcie przyjdzie taki dzień, że to silniki spalinowe będą w mniejszości. Nawet dzisiaj na drodze wcale nie jest łatwo spotkać auto starsze niż 20 lat, więc ta wymiana „pokoleniowa” wreszcie nastąpi. I wygląda na to, że nie jest to dobra wiadomość dla wszelkiej maści warsztatów.

Silniki elektryczne się nie psują

Może to lekka przesada, ale jak udowadnia to opracowanie (s. 115), w którym porównano Chevroleta Bolt i Volkswagena Golfa, w silniku elektrycznym mamy 3 ruchome elementy, podczas gdy w silniku spalinowym jest ich 113. Różnica jest też w konstrukcji skrzyni biegów, a co chyba jeszcze ważniejsze, silnik elektryczny nie wymaga ciągłego smarowania, odpada zatem tak prozaiczna czynność jak chociażby cykliczna wymiana oleju. Podczas przeglądów gwarancyjnych to jedna z podstawowych czynności jakie wykonuje serwis, oczywiście naliczając zarówno za usługę jak i za sam olej odpowiednią cenę.

Warto zwrócić też uwagę na liczbę zużywających się części w całej konstrukcji pojazdu, w autach elektrycznych jest ich dwukrotnie mniej niż w spalinowych, co też w rezultacie powinno odbić się pozytywnie na kosztach serwisu. Wystarczy chociażby wspomnieć o hamulcach, w autach elektrycznych, które posiadają system rekuperacji energii, klocki hamulcowe zużywają się znacznie wolniej. Według różnych statystyk jeden komplet klocków może wystarczyć nawet na 150 000 km, podczas gdy w autach spalinowych jest to raczej 50-60 000 km. Nie są to może duże koszty, ale w sumie te wszystkie niewielkie kwoty zbierają się w zauważalne wartości. Wartości, które zaoszczędzi kierowca, a stracą warsztaty czy producenci części zamiennych. Na miejscu producentów olejów silnikowych zacząłbym się zastanawiać, jak będzie wyglądał ich biznes za 20 lat.

Za to opony trzeba zmieniać częściej

Jest natomiast jeden wygrany całej tej zabawy. Mowa o producentach opon i zakładach wulkanizacyjnych. Według statystyk obsługa ogumienia to ponad 33% rynku świadczącego usługi naprawy i utrzymania samochodów. W 2018 roku wartość całego rynku była szacowana na ponad 500 mld USD, a do 2026 roku ma osiągnąć nawet ponad 800 mld USD. 1/3 tego tortu to całkiem sporo, a wygląda na to, że w kolejnych latach ten udział może się jeszcze zwiększyć.

Kilka dni temu znany pisarz, Stephen King (autor między innymi Bastionu, Mrocznej Wieży czy Lśnienia), zapytał Elona Muska, dlaczego opony w jego Tesli wytrzymują tylko około 12 000 km (7500 mil). Sami pewnie przyznacie, że to bardzo mało, ale trzeba wziąć pod uwagę, kilka obiektywnych kwestii. Auta elektryczne z racji pakietu baterii są znacznie cięższe niż auta spalinowe. Do tego dysponują zazwyczaj większym momentem obrotowym dostępnym w każdym zakresie obrotów, w tym przy ruszaniu. Połączenie tylko tych dwóch elementów sprawia, że opony poddawane są znacznie większym przeciążeniom i szybciej się zużywają. Nie dotyczy to tylko aut Tesli, ale również innych samochodów elektrycznych i dopóki nie pojawią się specjalne mieszanki odporniejsze na ścieranie, to raczej nic się w tej kwestii nie zmieni. Poza tym większa odporność, może oznaczać gorszą przyczepność, a tego chyba nikt nie chce.

Wygląda więc na to, że rynek serwisowania samochodów znacząco się zmieni w kolejnych latach, wraz z tym jak samochody elektryczne staną się bardziej popularne. Warsztaty będą miały pewnie mniej pracy, chyba, że pojawią się nieprzewidziane dotąd inne okoliczności. Może macie jakieś swoje pomysły?