17

ISON – szykuje się wydarzenie stulecia!

ISON to obiekt, który zajaśnieje wkrótce na naszym niebie, a dziś przeleci koło Marsa. Czy zwiastuje wojny i koniec świata? Nie, natomiast zapowiada nam nie byle jakie atrakcje w okresie jesienno-zimowym. Szykujcie aparaty i statywy, bo stoicie przed szansą, jakiej nie było od stu lat! Miało być niesamowicie i wyjątkowo, a będzie jedynie… bardzo ciekawie. […]

ISON to obiekt, który zajaśnieje wkrótce na naszym niebie, a dziś przeleci koło Marsa. Czy zwiastuje wojny i koniec świata? Nie, natomiast zapowiada nam nie byle jakie atrakcje w okresie jesienno-zimowym. Szykujcie aparaty i statywy, bo stoicie przed szansą, jakiej nie było od stu lat!

Miało być niesamowicie i wyjątkowo, a będzie jedynie… bardzo ciekawie. Jak żyć, panie premierze? A serio już mówiąc, zbliżająca się do nas kometa ISON prawdopodobnie nie spełni wszystkich pokładanych w niej oczekiwań. Jeszcze niedawno mówiono, że będzie jaśniejsza od księżyca i widoczna gołym okiem w środku dnia. Najnowsze badania skorygowały jednak to pobożne życzenie, choć potwierdziły, że widowisko i tak należeć będzie do wyjątkowych!

Prawdopodobnie dziś kometa nazywana krótko ISON (C/2012 S1) przeleci w odległości prawie 11 mln kilometrów od planety Mars – zapowiadają astronomowie. Jasność obiektu jest kilka razy mniejsza, niż prognozowana kilka miesięcy temu. Nie będzie, więc być może na niebie w listopadzie, grudniu i styczniu widowiska przyćmiewającego blaskiem Księżyc, jednak wciąż kometa będzie widoczna gołym okiem, a jej jasność zbliżona może być do jasności najjaśniejszych poza Słońcem i Księżycem obiektów, np. Wenus. (źródło)

Kometa C/2012 S1 (ISON) została odkryta 21 września 2012 roku (choć potem odnaleziono ją na wcześniejszych zdjęciach nieba) w obserwatorium Kislovodsk w Rosji. Jej „ojcami” są Vitaly Nevski i Artyom Novichonok. ISON jest kometą nieokresową, co w tłumaczeniu na polski oznacza „powodzenia w oczekiwaniu na jej powrót”. Tym bardziej więc warto zobaczyć jej nadejście!

ISON należy do tak zwanych komet muskających słońce. Oznacza to, że przechodzą bardzo blisko powierzchni Słońca. W takim momencie może dojść do rozpadu obiektu lub pochłonięcia go przez koronę słoneczną. W punkcie przysłonecznym swej orbity ISON znajdzie się już w listopadzie tego roku. Odległość od naszej gwiazdy wyniesie wtedy 0,012 jednostki astronomicznej (j. a. = 149 597 870 700 metrów), a zatem około 1,8 miliona kilometrów. Jeśli „przeżyje” ten gorący romans, w styczniu 2014 roku zbliży się do Ziemi na odległość 0,4 j. a.

Comet_P1_McNaught02_-_23-01-07

Kometa McNaughta widziana w Swift’s Creek w stanie Victoria w Australii 23 stycznia 2007 r. (Wikipedia)

I w tym momencie wkraczamy my z aparatami w dłoni, a będzie to wyjątkowa okazja nie tylko z uwagi na przewidywaną jasność komety. Co w tej sytuacji takiego wyjątkowego? Otóż to pierwszy moment w historii, kiedy tak jasna kometa pojawi się na północnym niebie w czasie, gdy porządne aparaty cyfrowe trafiły już pod strzechy.

W 1986 roku polowałem na kometę Halleya uzbrojony w radziecką lunetę. Nie udało mi się (następna okazja – 2061 rok…). Blisko dekadę później obserwowałem kometę Hale’a-Boppa – gołym okiem, poprzez teleskop astronomiczny i obiektyw aparatu fotograficznego. Dość powiedzieć, że została ona okrzyknięta Wielką Kometą z 1997 roku (najbliżej Ziemi – 1,315 j. a., gdy tymczasem ISON znajdzie się w odległości zaledwie 0,4 j. a.!!!). A jednak jakość zdjęć, które udało mi się wykonać, pozostawiała wiele do życzenia, a z czasem zagubiłem nawet negatywy…

Tymczasem rok 2013 to moment, w którym możemy się spodziewać zjawiska o większej skali, niż to z 1997 roku, a jednocześnie po raz pierwszy w historii będziemy uzbrojeni w fotograficzny sprzęt cyfrowy. Warto czekać? Zaręczam, że warto. I wszystkich Was zachęcam do polowania!

Więcej szczegółów wkrótce.

PS. Wbrew temu, co wkrótce napiszą tabloidy i ogłoszą sekty, przejście komety niczym nam nie grozi i niczego nie zwiastuje. I nie jestem w tym stwierdzeniu złośliwy:

W roku 1910 podczas przejścia przez peryhelium komety Halleya Ziemia znalazła się w jej warkoczu kometarnym. Dyletantyzm dziennikarzy spowodował, że gazety opublikowały błędne informacje na temat domniemanego zagrożenia powodowanego przez cyjan zawarty w gazach pochodzących z komety, co wywołało wśród czytelników poczucie zagrożenia. W roku 1997 podczas przejścia przez peryhelium komety Hale’a-Boppa kilkudziesięciu wyznawców kultu Wrota Niebios popełniło masowe samobójstwo, sądząc, że w ten sposób mogą dostać się na statek kosmiczny, ukrywający się w jej warkoczu. (źródło)

Pojawienie się komety Hale-Bopp’a w 1996 roku stanowiło wystarczająco silny znak dla guru do ogłoszenia rychłego końca ostatniej „klasy”. I tak pod koniec marca 1997 r. za pomocą kombinacji alkoholu i barbituranów członkowie „przeszli” na wyższy poziom wtajemniczenia. Były członek sekty, Rio di Angelo otrzymał kasetę wideo z „oświadczeniem wyjścia”. Zaniepokojony mężczyzna postanowił zbadać niedostępna dotąd rezydencję. Na terenie posiadłości znaleziono 39 ciał. (źródło)

Fot. w nagłówku: Dave Eagle, www.eagleseye.me.uk