92

O tym jak IQOS „zmienił moje życie”

Czym charakteryzują się palacze? Na pewno śmierdzą - swąd dymu tytoniowego, który towarzyszy każdemu nikotyniście jest naprawdę paskudny. Co jeszcze? Zbrązowiałe palce i paznokcie. Zwiększone ryzyko takich chorób jak rak płuc, POChP i innych. Obniżona kondycja i brzydsze cera, włosy. Rozstanie się z "fajkami" może nie jest niemożliwe, ale na pewno jest trudne. A co jeśli można... mieć ciastko i zjeść ciastko?

Czyli co? Palić dalej, ale pozbyć się przynajmniej części niedogodności związanych z paleniem. Wiecie, nie byłem przekonany do systemu IQOS. W sumie, dalej nie jestem przekonany w stu procentach. Uważam, że okres w trakcie którego miałem okazję zapoznać się z technologią od Philip Morris jest jeszcze za krótki. Ale – jakieś przemyślenia mam.

Zobacz również: IQOS 3 po trzech miesiącach – jest dobrze!

Swoją przygodę z IQOS rozpocząłem we wtorek – właściwie przypadkiem. Akurat wyszedłem z pracy do większego sklepu po coś do jedzenia i oczywiście „po szlugi”, bo zdążyłem wypalić wszystkie. Traf chciał, że przechodziłem obok stoiska IQOS i po krótkiej rozmowie zaproponowano mi tygodniowe testy. 10 minut później odszedłem stamtąd z już gotowym do użycia urządzeniem IQOS 2.4 Plus. W następny wtorek zdaję zestaw wypożyczeniowy, ale już teraz mogę Wam powiedzieć: na pewno kupię własne.

Pierwsze razy z IQOS, czyli płatki śniadaniowe

Jeżeli ktoś mówi Wam, że podgrzewanie wkładów HEETS za pomocą systemu IQOS przypomina w smaku zwykłe papierosy – kłamie, albo ma spaczony zmysł smaku. Dla mnie pierwsze razy były zdecydowanie najgorsze: tytoń smakował jak corn flakesy albo popcorn. Czyli całkiem słabo. Pytałem kilka osób, które palą za pomocą systemu IQOS, czy miały podobne odczucia. I okazało się, że nie tylko ja tak miałem. Wśród wymienianych smaków były: stare buty, tektura, zepsuty wafelek z lodów i tym podobne. Wspólne dla tych osądów było jednak to, że kontrowersyjny smak HEETS-ów po pewnym czasie zmieniał się na taki, który „da się przeżyć”. I niektórym, w tym mi to nawet smakuje.

Pewnym szokiem dla palacza jest również konieczność zmiany niektórych przyzwyczajeń. W przypadku papierosów – wiadomo jak to wygląda. Po pierwsze – w kieszeni palacz ma zawsze papierosy oraz zapalniczkę. IQOS wymaga trzymania przy sobie etui – ładowarki z podgrzewaczem oraz wkładów HEETS. Co więcej, sam rytuał wyciągania podgrzewacza i jego wkładania do obudowy, konieczność umieszczenia wkładu do podgrzewacza, zainicjowanie podgrzewania to rzeczy, które musi robić każdy użytkownik systemu IQOS. I wiecie co? Po pewnym czasie palacz przyzwyczaja się do tego. Choć kilka razy zdarzyło mi się wyciągnąć HEETS-a z paczki i gorączkowo szukać zapalniczki, by go odpalić w zębach…

Na pewno dodatkowym „problemem” jest to, że etui – ładowarkę należy ładować codziennie (ta starcza na około 20 wkładów HEETS). Podgrzewacz ładuje się około 3,5 minuty, co nie jest wynikiem złym. Tyle, że w sytuacji „nagłej chcicy” na papierosa może to wydawać się bardzo długo. Wyobraźcie sobie, że zapomnieliście umieścić podgrzewacz w etui, a bardzo zachciało się Wam palić. Co wtedy? Z całą pewnością, odpalenie zwykłego papierosa byłoby znacznie prostsze i „mniej upierdliwe”.

Warto przeczytać: Nowa wersja IQOS. Co się zmieniło?

Próbowałem różnych substytutów. Próbowałem rzucać. Ale to dopiero dzięki IQOS nie tykam zwykłych papierosów

W momencie, gdy zacząłem dojeżdżać do jednej paczki papierosów dziennie, nałóg zaczął mi wybitnie przeszkadzać. Już nie chodzi tutaj o finanse – przecież sam IQOS to nie jest rozwiązanie dla osób, które chcą zaoszczędzić. Paczka HEETS-ów kosztuje przecież 15 złotych, a IQOS 2.4 Plus w pakiecie z 13 paczkami wkładów kosztuje 270 złotych. Więc jakiś wydatek to jest i generalnie nie prowadzi to do pozytywnych zmian w kontekście budżetu.

Próbowałem kiedyś e-papierosa. I jak się to skończyło? Paleniem hybrydowym – raz elektronik, raz analog. Więc żaden to sukces. Próbowałem rzucać z Desmoxanem – nic to nie dało. Konsultowałem niedawno tę sprawę ze swoim lekarzem od „uzwojenia” (tak, choruję na depresję, do czego przyznałem Wam się w pewnym tekście) i ten stwierdził, że z punktu widzenia papierosów w ogóle i medycyny będącej przeciwnikiem palenia powinien mi kategorycznie zakazać dalszego niszczenia płuc. Ale w moim przypadku, zespół abstynencyjny będzie bardziej dotkliwy. Może wpłynąć na wdrożone leczenie (combo SNRI + neuroleptyki) i najprawdopodobniej do palenia i tak wrócę. A poza tym – ja nie chcę rzucać papierosów. To jest największy problem.

Szukałem więc rozwiązania z kategorii: „mieć ciastko i zjeść ciastko”. Palić, ale trochę mniej kaszleć. Nie śmierdzieć. Nie martwić się pożółkniętymi palcami. I wygląda na to, że IQOS w tym zakresie daje radę.
Właśnie mija piąty dzień testów, a ja zapaliłem jednego zwykłego papierosa „na spróbowanie”. Po co? By zobaczyć, jak będzie smakował. Niebieski Lucky Strike smakował jak siano pomieszane z chemikaliami. Nawet nie dopaliłem do końca.

Warto przy tej okazji pamiętać o jednej, bardzo istotnej rzeczy. IQOS to nie system dla osób, które chcą rzucić palenie. Sam koncern Philip Morris mówi o tym, że jest to rozwiązanie dla tych, którzy są palaczami i nie zamierzają rozstać się z nałogiem nikotynowym. Kupowanie systemu IQOS, jeżeli się tylko „popala” lub dla szpanu, gdy nie pali się w ogóle jest bardzo, bardzo głupie. Zasadniczo, nałóg nikotynowy jest cholernie głupi. Ale – ja się pocieszam tym, że wybrałem taki: inni piją, wciągają, łykają albo dają po kablach.

Jak to jest ze szkodliwością IQOS?

Mnie się osobiście wydaje, że ta kwestia została jeszcze słabo wyeksplorowana i dlatego nie powiem Wam nic konkretnego. Niby badania niezależnych ośrodków badawczych na zlecenie (o tym warto wiedzieć) Philip Morris wskazują, że substancji smolistych jest dużo mniej (o 90-95 procent mniej), a co za tym idzie, podgrzewanie tytoniu jest korzystniejsze dla naszego zdrowia. Ale, istnieją również takie publikacje, które mówią o wdychaniu szkodliwych związków aluminium. Również sama nikotyna nie jest obojętna dla naszego zdrowia. To po prostu trucizna, która w większych stężeniach by nas brutalnie zabiła.

Jeśli o mnie chodzi – kaszlę mniej. Z pewnością nie śmierdzę dymem. Pozwalam sobie nawet na palenie IQOS w pomieszczeniach – ale tylko u siebie w domu. Poza nim staram się nie uskuteczniać złego nawyku palenia w budynkach. Jako palacz „zwykłych” papierosów nienawidziłem z całego serca palenia w kuchniach, toaletach, salonach. Mierziło mnie nawet palenie w specjalnych strefach dla palaczy np. na lotniskach. Dym wgryzał się wtedy w ubrania i włosy – był nie do zniesienia.

Oczywiście nie zachęcam absolutnie nikogo do kupowania systemu IQOS – jednak w przypadku osób, które są palaczami i borykają się z takimi samymi dylematami jak ja do jeszcze niedawna… raczej warto rozważyć nabycie takiego urządzenia. Można przetestować przez tydzień i wyrobić sobie własne zdanie (to bardzo ważne), IQOS nie każdemu podejdzie. Faktem jest to, że dymu jest mniej, specyficzni nikotyniści mogą czuć nieprzyjemne zjawisko „nienapalenia” HEETS-em. Najlepiej jest oczywiście wziąć się za siebie i rzucić nałóg w pierony. To oczywiście najlepsze co możecie zrobić dla swojego organizmu i takie podejście zdecydowanie Wam polecam.