132

Jeżeli ma ci się zepsuć iPhone, módl się, żeby zepsuł się szybko. Mój zrobił to za późno

Moje przygody z polskimi serwisami Apple nie należą do najprzyjemniejszych. Tym razem jednak spotkała mnie sytuacja, w której ich kompetencja czy podejście do klienta jest właściwie bez znaczenia. Bo niektóre zasady Apple... najzwyczajniej w świecie nie mają najmniejszego sensu.

Dotyk w iPhone X przestał działać. Program naprawczy tej usterki trwa, ale nie mogę z niego skorzystać

Kilka dni temu korzystając z usługi Spotlight iPhone X przestał działać. Szczerze – myślałem, że po prostu się zawiesił, postanowiłem więc zablokować urządzenie w wierze, że po ponownym odblokowaniu wszystko wróci do normy. Niestety – nic z tego. Przycisk blokady działał – kłódeczka się otwierała, dotyk nie reagował. Chwila z wujkiem Google i byłem już prawie pewien, że padł w nim moduł dotyku — program wymiany modułu wyświetlacza w telefonach iPhone X z powodu problemów z funkcją dotykową nie jest dziełem przypadku. Problem polega na tym, że obejmuje on dotknięte usterką urządzenia iPhone X przez 3 lata od pierwszej sprzedaży detalicznej. Smartfon z którego korzystałem aktywowany był 3 listopada 2017 roku – także pobawione. Ale tliła się jeszcze nadzieja. Urządzenie kilka tygodni później po upadku miało rozbite szkło na tylnym panelu, a po jakimś czasie przestało działać. Naprawa w Apple Store: 610 Euro, smartfon jak nowy. Trzy lata od czasu naprawy mijały, dosłownie, dwa dni później. Warto było powalczyć.

Niestety – naprawa, według pracownika Apple, nic nie zmienia. Od aktywacji smartfona minęły ponad trzy lata – i kropka

Następnego dnia tuż po starcie infolinii — zatelefonowałem do polskiego oddziału Apple, opowiedziałem całą historię i miałem cichą nadzieję, że coś uda się zrobić. W końcu była to płatna naprawa, 23 marca 2018 roku smartfon wyszedł z Apple Store jak nowy. Mam rachunek, ich system pewnie też o wszystkim wie. Pan rozkładał ręce – nie da się. Redakcyjny kolega namówił mnie bym zatelefonował do jednego z serwisów. Pan na infolinii powiedział mi, że właściwie to nie wie, wszystko zależy od decyzji Apple – ale skoro został jeden dzień, to właściwie pozamiatane. Bo data wysłania zapytania liczy się dopiero po wstępnej analizie, a ta u nich potrwa od dwóch, do czterech dni. Miałem już kiedyś z nimi do czynienia — i byłem bardzo niezadowolony z usług, tym razem też nie zachwycili podejściem. Spróbowałem więc szczęścia w drugim miejscu. Po opowiedzeniu całej historii — pracownik powiedział, że mogę podjechać dziś, by jeszcze dziś wysłać zapytanie do Apple jak oni się na to zapatrują. Ale po konsultacji ze współpracownikiem powiedział, że sprawa raczej przegrana — mieli już takie przypadki i Apple ma swoje zasady, które są, jakie są. Trzy lata od dnia aktywacji. I kropka.

Frustracja sięgnęła zenitu – to po prostu nie ma żadnego sensu…

Nie ukrywam, że byłem wściekły. Nie dlatego że smartfon zepsuł się sam z siebie, ot tak, po prostu. Bo rzeczy się psują, to tylko kawałek zaawansowanej elektroniki, który po kilkudziesięciu miesiącach ma prawo paść. Ale moja złość wynika z czegoś zupełnie innego. Apple doskonale wie, że ten moduł jest wadliwy – gdyby to były pojedyncze przypadki, taki program wymiany prawdopodobnie by nigdy nie ruszył. Wie że potrafi się popsuć samoistnie, bez jakiejkolwiek winy ze strony użytkowników, a i tak stawia bezsensowne, trzyletnie, limity na darmową naprawę.  I to właśnie w tej sytuacji frustruje mnie najbardziej.

Opłacalność wymiany tego modułu jest… równa zeru – przynajmniej w oficjalnych serwisach. Samego panelu dotykowego nikt nie wymienia, a za wymianę całego ekranu trzeba zapłacić około 1500 złotych, a to najzwyczajniej w świecie mija się z celem. Nieco lepiej wygląda to w nieautoryzowanych serwisach — to kwestia około 500 złotych. Nie wiem jak z późniejszym działaniem, poprawnością działania Face ID itd. Póki co jednak – musiałem kupić nowy telefon.