132

iPhone 6s najwydajniejszym smartfonem 2015 roku. Zmiażdżona androidowa konkurencja daleko w tyle

Na stronie AnTuTu pojawił się raport „2015 Global TOP 10 Best Performance Smartphones”. Ostatnie wcielenie telefonu od Apple zniszczyło takich androidowych twardzieli, jak Samsung Note 5, Nexus 6p, Meizu Pro 5 czy Huawei Mate 8. Wygląda na to, że pakowanie do telefonów z Androidem mocniejszych procesorów i większej ilości pamięci RAM nie ma tak dużego […]

Na stronie AnTuTu pojawił się raport „2015 Global TOP 10 Best Performance Smartphones”. Ostatnie wcielenie telefonu od Apple zniszczyło takich androidowych twardzieli, jak Samsung Note 5, Nexus 6p, Meizu Pro 5 czy Huawei Mate 8.

Wygląda na to, że pakowanie do telefonów z Androidem mocniejszych procesorów i większej ilości pamięci RAM nie ma tak dużego wpływu na wydajność smartfona, jak stworzenie własnego urządzenia i instalowanie na nim własnego systemu operacyjnego. 41% – tyle wynosi różnica wydajności między napędzanym dwurdzeniowym procesorem A9 i 2GB pamięci RAM iPhonem 6S, a Mate 8 od Huawei, w którym drzemie ośmiordzeniowy Kirin 950 z 3 lub 4 GB pamięci RAM (test nie wskazuje jaką wersję sprawdzano). Wykres przedstawiający wyniki uzyskane przez poszczególne smartfony nie pozostawia wątpliwości – iPhone 6s i 6s Plus to najwydajniejsze smartfony minionego roku.

AnTuTu rankind 215

132620 punktów kontra 92746 punktów. Tu nie ma co owijać w bawełnę – androidowa konkurencja została zmiażdżona. Zdecydowanie mniejsze różnice widać między wydajnością najmocniejszych sprzętów z Androidem. Meizu PRO 5 z procesorem SoC Exynos 7420 zgarnął 86214 punktów, pokonując Galaxy Note 5 i S6 Edge+, których Exynos 7420 musiał poradzić sobie z obsługą ekranów posiadających znacznie większe zagęszczenie pikseli.

Nie tylko „emejzing”

Lubię czytać komentarze dotyczące nowych iPhonów, szczególnie te wyznawców androidowej religii. Zawsze widzę ten sam scenariusz. Po ogłoszeniu nowego modelu telefonu od Apple zaczynają się śmiechy i hihy – że mało RAMu, że słaby aparat, że androidowa konkurencja miała wszystko wcześniej. To oczywiście prawda – Apple dawno przestało wyznaczać standardy i pchać smartfonową technologię w przyszłość. Ale dla użytkownika nie liczą się cyferki w specyfikacji i naklejka najbardziej zaawansowanego technicznie urządzenia. Liczy się wydajność, która ja doskonale wiecie nie zależy tylko od podzespołów zamontowanych w urządzeniu. Obok tego całego „emejzingu”, którym od lat karmi nas Apple, firma ma coś, co pozwoliło osiągnąć tak dobry wynik i tak mocno zostawić w tyle konkurencję. Połączenie sprzętu i własnego systemu operacyjnego gwarantuje świetną optymalizację, której próżno szukać na innych platformach – szczególnie na Androidzie, gdzie ten sam system musi działać na całej masie wszelkiej maści smartfonów – od najmocniejszych, przez przeciętne, aż do najsłabszych.

To samo jest z MacBookami. Pierwszy z brzegu przykład, który towarzyszy mi codziennie. Final Cut Pro X, program do montażu wideo, który działa wyłącznie na Makach. Ten sam komputer, porównanie wydajności Premiere z pakietu Adobe właśnie z FCPX nie pozostawia wątpliwości – ślamazarne Premiere i komfortowy w użytkowaniu Final Cut, gdzie różnice w czasie renderowania przedstawiają się następująco: wysprzątam całe mieszkanie, a po powrocie wyrenderuje mi się połowa kontra zrobię sobie kawę i jak wrócę, plik będzie już gotowy. Oczywiście przesadzam, ale jako posiadacz Macbooka decydujący się swego czasu na zakup konkretnego programu do obróbki wideo stanąłem przed dylematem – co wybrać. Mój rMBP nie jest demonem prędkości, wybrałem więc zoptymalizowany dla niego program, a nie kombajn od zewnętrznego producenta. Oczywiście można kupić mocniejszego MacBooka i cieszyć się świetnie działającym Premiere, ale mówimy teraz o optymalizacji, a ta cały czas jest w wykonaniu Apple po prostu świetna. Tylko proszę, nie dyskutujmy, który program do montażu jest lepszy.

grafika: 1, 2

źródło