Smartfony

iPhone 14 nie będzie innowacyjny? Dla posiadaczy trzynastek to bardzo zła wiadomość

TS
Tomasz Szwast
0

iPhone 14 i iPhone 14 Pro to smartfony, które mogą okazać się jednymi z najmniej innowacyjnych w historii Apple. Co firma z Cupertino zrobi, by przekonać klientów do ich zakupu? Czy magia marketingu wystarczy, czy może będzie trzeba przyciągnąć uwagę w inny sposób?

Kiedy przeglądam kolejne pogłoski o tym, jakie mogą być iPhone 14 i iPhone 14 Pro zaczynam mieć poważne obawy odnośnie tego, co spotka użytkowników obecnej smartfonów od Apple. Brak innowacyjności między kolejnymi generacjami, paradoksalnie, może okazać się wyjątkowo zgubny. Jeśli urządzenia nie będą się od siebie zanadto różniły sprzętowo, producent będzie musiał wymyślić coś innego, by przekonać klientów bądź to do przeskoku na kolejną generację, bądź kupienia nowszego, a nie starszego modelu, który zapewne jeszcze przez jakiś czas będzie dostępny na rynku. Co to może być? Przyznam szczerze, nie jestem dobrych myśli. Skoro bowiem nie można poszczycić się nowym urządzeniem, a dąży się do jego jak najwyższej sprzedaży, dlaczego nie zaszkodzić starszemu? I w tym cały problem.

Dlaczego przyglądam się tej sprawie z wyjątkową uwagą? Przede wszystkim dlatego, że prywatnie korzystam właśnie z urządzeń marki Apple. Moim smartfonem, w którym spoczywa osobista karta SIM, jest właśnie iPhone 13 Pro. Choć korzystam z niego już kilka miesięcy, wciąż mam nieodparte wrażenie, że to najlepszy smartfon, z jakim miałem do czynienia kiedykolwiek. Cóż, ciężko byłoby narzekać na bieżący, flagowy model, niezależnie od tego, czy mowa o Apple, Samsungu czy chociażby Oppo. Decydując się na poniesienie tak dużego wydatku na zakup sprzętu liczyłem się z tym, że posłuży mi przez kilka długich lat. Co istotne, nie mam najmniejszego zamiaru sprzedawać go w tym roku, w momencie, gdy na rynku pojawi się następca. Decydując się na podpisanie umowy z operatorem doskonale wiedziałem, że spędzę z nim minimum dwa lata, czyli tyle, na ile została zawarta umowa. Czy żałuję decyzji zakupowej? W żadnym wypadku. Chciałbym jedynie mieć pewność, że Apple, w momencie premiery następcy, nie potraktuje mnie jak klienta drugiej kategorii.

Źródło: Jon Prosser, Ian Zelbo

iPhone 14 nie przyniesie nic nowego?

Kiedy prześledzimy pogłoski dotyczące tego, jak będzie wyglądał iPhone 14 i iPhone 14 Pro, możemy odnieść wrażenie, że zapowiada się jedna z najnudniejszych, niewiele wnoszących generacji smartfonów Apple. Owszem, już przeskok między serią 12 a 13 nie jest imponujący, jednak najprawdopodobniej to, co zobaczymy w tym roku, będzie jeszcze bardziej subtelne. Jakie zmiany zapowiadają analitycy? Ta najważniejsza sprowadza się do rozmiaru iPhone'ów. iPhone 13 mini nie doczeka się swojego następcy (wielka szkoda!), a miejsce tego czwartego w portfolio smartfonów Apple zajmie iPhone 14 Max, czyli większa wersja smartfona bez Pro. Jak oceniać tą zmianę? Przyznam szczerze, wcale mi się nie podoba. Chociażby z tego powodu, że moje krótkie palce nie pozwalają na komfortową obsługę tak dużych smartfonów. Pod tym względem zaprezentowany w 2019 roku iPhone 11 Pro był dla mnie zdecydowanie najbardziej przyjazny, dlatego do dziś żałuję, że Apple zrezygnowało właśnie z tych wymiarów.

Kolejna nowość ma dotyczyć najbardziej kontrowersyjnego elementu iPhone'a, czyli notcha. Ten, przynajmniej w modelach iPhone 14 Pro i iPhone 14 Pro Max ma zniknąć na dobre. Zastąpi go klasyczny okrągły otwór na kamerkę do rozmów wideo. Obok kamerki znajdzie się jeszcze jeden, tym razem podłużny ozdobnik ekranu, kryjący moduł Face ID. Coś jeszcze? Analitycy przewidują, że iPhone 14 będzie pierwszym smartfonem od Apple, który doczeka się trybu always on display. Jak to mówią, lepiej późno, niż wcale.

Naturalnie, można spodziewać się również mniejszych bądź większych usprawnień z dziedziny mobilnej fotografii. Przewiduje się, że przynajmniej główny aparat w nowych iPhone'ach będzie miał znacznie wyższą rozdzielczość niż dotychczas wykorzystywane, dwunastomegapikselowe matryce. Ile z tych zmian doczeka się potwierdzenia w rzeczywistości? O tym dowiemy się zapewne dopiero jesienią.

Choć właśnie wymieniłem cztery przypuszczalne innowacje, jakie znajdą się w nowym iPhonie, ciężko nazwać którąkolwiek z nich przełomową. W każdym razie, żadna nie wydaje się być na tyle istotna, by zmienić dotychczas używany smartfon na nowy. Niestety, to wcale nie musi być dobra wiadomość, zwłaszcza dla obecnych posiadaczy iPhone'a 13, iPhone'a 13 Pro, iPhone'a 13 mini i iPhone'a 13 Pro Max. O co chodzi? Kiedy nie wiadomo o co chodzi, najczęściej mowa o pieniądzach.

Źródło: Jon Prosser, Ian Zelbo

Nie masz zamiaru kupić? Apple może pomóc w podjęciu decyzji

Skoro zapewne nie doczekamy się żadnego większego przełomu technologicznego, w jaki sposób Apple będzie starało się przekonać użytkowników do przesiadki na nowe smartfony? Zapewne posłuży się w tym celu bronią, którą doskonale włada, czyli marketingiem. Z całą pewnością, podczas prezentacji nowych urządzeń nie zabraknie zachwytów nad ich możliwościami. Pracownicy Apple będą usilnie przekonywać, że nowy smartfon jest, w pewnych aspektach, kilka, może nawet kilkanaście razy lepszy od poprzedniego, dlatego należy natychmiast ustawić się w kolejce po nowy egzemplarz. Ile z takich argumentów okaże się istotnymi? Obawiam się, że w tym roku naprawdę niewiele.

Tym, czego obawiam się najbardziej, jest jednak inne, nieco mniej eleganckie zagranie, które może zdenerwować przynajmniej część użytkowników ubiegłorocznych flagowców Apple. Można się domyślić, że nowe smartfony z Cupertino będą nie tylko najlepsze pod względem sprzętu, ale też zaoferują coś nowego w warstwie oprogramowania. Co to będzie? Na ten moment ciężko powiedzieć. Mam jednak nieodparte wrażenie, że nie dostaną tego użytkownicy poprzednich generacji smartfonów. Dlaczego? Właśnie dlatego, by niejako przymusić ich do rozważenia zakupu nowych urządzeń. Z pewnością może się zdarzyć sytuacja, kiedy to starsze smartfony mogą okazać się gotowe na obsługę nowych możliwości oprogramowania, jednak z premedytacją te nigdy do nich nie trafią. Co to może być? chociażby wspomniany wyżej tryb always on display, który choć nie jest niezbędny, z całą pewnością byłby naprawdę przydatnym, praktycznym dodatkiem. Dość powiedzieć, że konkurencja stosuje takie rozwiązanie już od wielu lat.

Źródło: Jon Prosser, Ian Zelbo

Skoro nic się nie dzieje, po co prezentować coś nowego?

Nie tak dawno temu opublikowaliśmy  materiał, w którym rozważaliśmy obecną sytuację na rynku smartfonów. Jak można ją podsumować? Jednym słowem - nuda! Po fali wiosennych premier, skądinąd wcale nie imponujących, przyszły miesiące, kiedy dzieje się naprawdę niewiele. Owszem, na rynku pojawiają się nowości, jednak wciąż nie są to te produkty, o jakich my chcielibyśmy pisać, a nasi czytelnicy czytać. Nie ma tego czegoś, co przyciągnęłoby przed ekrany komputerów, a następnie wprost do sklepów kolejne rzesze klientów. Producentom skończyły się innowacyjne pomysły? Nowe smartfony nie wnoszą nic nowego? Walka o klienta wciąż trwa, dlatego nowości, niewielkie bo niewielkie, wciąż się pojawiają. Sęk w tym, że rozwój smartfonów wyraźnie wytracił impet. Skoro tak, pozostaje pytanie o zasadność premier kolejnych generacji flagowych urządzeń w każdym roku. Osobiście nie mam pojęcia, po co to robić, skoro zmiany między jedną a drugą generacją wcale nie są porywające.

Źródło: Jon Prosser, Ian Zelbo

Domyślam się, że inżynierowie przychyliliby się bez wahania do mojego pomysłu. Każdy ma bowiem ambicje oferowania jak najlepszych, a przy tym unikalnych produktów. Każdy chciałby zachwycać, każdy chciałby być innowacyjny, każdy chciałby, by jego śmiałe wizje okazywały się hitami sprzedażowymi. Problem w tym, że zapędy inżynierów skutecznie studzą księgowi. To właśnie oni decydują o tym, kiedy jakie urządzenie trafi do sprzedaży. Wszystko po to by zoptymalizować wyniki sprzedażowe i sprawić, że firma sprzeda jak najwięcej urządzeń przy jak najmniejszym koszcie. Z tego powodu, dla wszystkich producentów współczesnych smartfonów, to właśnie marketing jest jedną z absolutnie kluczowych kwestii. Skoro klient już ma wszystko, czego potrzebuje, trzeba przekonać go, że potrzebuje jeszcze więcej. Sztuka sprzedaży nie sprowadza się bowiem do sprzedawania konkretnych produktów, a do sprzedawania potrzeb, które właśnie dzięki tym produktom można zaspokoić. Arcymistrzem w tym fachu jest omawiana w tym materiale firma Apple.

Kończąc swoje rozważania chciałbym Was zaprosić do zabawy, w której to my zamienimy się w analityków poczynań Apple. Jak sądzicie, co przyniosą tegoroczne iPhone'y? Będą innowacyjne, czy może przetoczą się przez rynek zupełnie obojętnie, byle do kolejnej generacji? Czy według Was wprowadzenie do sprzedaży nowego flagowca co roku ma jeszcze sens? Jestem bardzo ciekawy Waszych opinii na ten temat. Swoją drogą, czekacie w ogóle na tegoroczne premiery Apple? Jest na co? Podyskutujmy.

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu