Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Recenzja

Inside to opowieść, której nigdy nie zapomnicie

PW
Paweł Winiarski
4

Są takie gry, po przejściu których opowiedziana historia szybko odchodzi w zapomnienie. Ale są tez produkcje, które zostają w pamięci na zawsze - jedną z nich jest Inside, gra twórców świetnego Limbo.

Lepiej, więcej, kompletniej

Szybkie przypomnienie czym było Limbo. Produkcja z 2010 roku to ponura, czarno-biała platformówka, w której mały chłopiec musi poradzić sobie z niebezpieczeństwem napotkanego świata - smutnego, ponurego, często karykaturalnego, pełnego różnych dziwnych stworów. Mogłoby się wydawać, że ten pomysł sprawdzi się tylko raz, tymczasem studio Playdead postanowiło go kontynuować, czy raczej rozwinąć.

Tak powstało Inside, o którym przez całe lata nie słyszeliśmy myśląc, że studio nie robi kompletnie nic. Tymczasem ekipa dzielnie pracowała nad swoim dziełem - użycie takiego słowa to nie przesada. Inside jest czymś więcej niż po prostu platformówką z zagadkami. Gra na emocjach w sposób, który nie jest zbyt popularny w świecie gier i udaje się tylko nielicznym, w tym chociażby naszym rodakom odpowiedzialny za świetne This War of Mine.

Inside opowiada historię małego chłopca, którego zadaniem jest…no właśnie, przez większość gry tego nie wiemy, tak naprawdę po jej przejściu w głowie pojawia się tylko więcej pytań. Zasadniczo protagonista porusza się cały czas w prawo, starając się poradzić sobie z przeciwnościami losu i nie dać się złapać, jest bowiem osobą poszukiwaną. Przez pierwszych kilka chwil Inside skojarzyło mi się z historią młodej dziewczyny, którą mogliście oglądać w świetny serialu Netflixa - Stranger Things.

Inside nie jest tak abstrakcyjne jak Limbo, nie ma tu wielkich pająków, polują na nas ludzie i psy. Zwierzęta to istni mordercy i teoretycznie nie mamy z nimi najmniejszych szans. I to jest miejsce, w którym trzeba powiedzieć, że bohater ginie, a jego śmierć - niezależnie od tego, z której strony przyjdze - wygląda przekonująco, brutalnie (choć nie pozostawia niesmaku). Warto jednak pamiętać, że psy nie są tak inteligentne jak nasz bohater i da się je przechytrzyć mimo tego, że jako przeciwnicy są nieporównywalnie szybsze i silniejsze,a każde spotkanie twarzą w twarz (twarzą w pysk?) kończy się naszą śmiercią. Podobnie jest z ludźmi i maszynami, nie mamy z nimi najmniejszych szans. Uzbrojono nas tylko w spryt, który w połączeniu z możliwością ukrywania się w cieniu sprawią, że poradzicie sobie z zagrożeniem. Kiedy uda nam się uciec, od śmierci dzielą milimetry, co jeszcze mocniej buduje ciężko atmosferę. Tak, można powiedzieć, że Inside to Limbo 2.0, bo niektóre zagrywki się tam pojawiały. Tu jednak są lepiej zrealizowane i lepiej przemyślane.

Kolory smutku

Podczas gdy Limbo operowało wyłącznie czernią i bielą, Inside sięga do pełnej palety barw, używa ich jednak z wyczuciem, sięgając po ponure odcienie, grając światłem. W połączeniu z brakiem muzyki (słyszymy przede wszystkim dźwięki otoczenia), Playdead buduje niesamowitą atmosferę. Choć Inside nie straszy, to jest grą potrafiącą przerazić…w dość specyficzny sposób. Pokazuje beznadziejność bezbronnego człowieka, obrazując jednocześnie bezmyślne podążanie jednostki za tłumem. Sporo tu nawiązań do codzienności, od Was jednak zależy ile takich smaczków wyłapiecie. Ja mogę tylko powiedzieć, że niektóre fragmenty zostają w głowie jeszcze na długi czas i to właśnie takimi obrazkami Inside zapisze się w Waszej pamięci.

Mimo ponurej kolorystyki i braku muzyki, Inside wygląda świetnie. Duża w tym zasłucha nie silnika, nie tekstur, ale odpowiedniego budowania klimatu. Jest prosto, ale nie prostacko, finalny efekt potrafi zachwycić - czy raczej zasmucić i zmusić do refleksji, choć wciąż piszę to w kontekście zachwytu.

Inside to pra stawiająca na prostotę sterowania -wystarczy gałka (grałem na PlayStation 4) i dwa przyciski pada. Dzięki nim postać będzie się poruszać, skakać i przeciągać przedmioty. To w zupełności wystarczy by rozwiązań zagadki utrudniające przejście danego fragmentu. Na początku są one banalnie proste i ograniczają się do przesunięcia obiektu w inne miejsce i choć nie ma tu arcytrudnych fragmentów wymagających szukania rozwiązań w sieci, to trafiłem na kilka momentów, w których musiałem pogłówkować. Oczywiście kiedy już znalazłem rozwiązanie, było mi zwyczajnie głupio, że nie wpadłem na nie wcześniej.

Ale zapamiętam tę opowieść przede wszystkim przez emocje, które mi przekazała i przez historię, którą ja układałem swoją grą - w Inside nie pada bowiem ani jedno słowo i jestem prawie pewien, że różni gracze odbiorą ją inaczej i to jest bardzo fajne, bo Inside sprawdza się w rozmowach ze znajomymi - sam spotkałem się z zupełnie innym odbiorem tej produkcji. Gorszym? Nie, po prostu innym, rozmówca podobnie jak ja był tym tytułem zachwycony.

Werdykt

Limbo było świetnym, na swój sposób świeżym tytułem. I choć Inside dużo z Limbo czerpie, a przez te kilka lat „indyki” pokazały, że gry nie muszą być sztampowe, to wciąż nie można odmówić Inside świeżości. Podobnie jak klimatu, który trzyma przy ekranie i nie chce puścić. Dalej nie wiem o czym tak naprawdę jest ten tytuł, ale nie przeszkodzi mi to w jego ponownym przejściu. Nie boli to, że gra trwa około czterech godzin - to w zupełności wystarczy by odejść od komputera czy konsoli przepełnionym emocjami i przemyśleniami. Trudno Inside nie polecić, to świetna, wciągająca i naprawdę dobrze zrealizowana produkcja. Playdead znów to zrobili, brawo.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

PCXbox One