19

Informacyjne i informatyczne problemy w podróżach po Polsce.

Wszyscy wiemy, że informacja to klucz do sukcesu. Pytanie tylko jak ta teoria wygląda w rzeczywistości w naszym kraju? Po ostatnim rodzinnym wypadzie do Gdańska (stąd też moja mała aktywność na blogu), stwierdziłem, że zarówno informacja jak i sposób zarządzania nią cały czas w naszym kraju „leżą” w pełnym tego słowa znaczeniu. Każdą wycieczkę zaczyna […]

Wszyscy wiemy, że informacja to klucz do sukcesu. Pytanie tylko jak ta teoria wygląda w rzeczywistości w naszym kraju? Po ostatnim rodzinnym wypadzie do Gdańska (stąd też moja mała aktywność na blogu), stwierdziłem, że zarówno informacja jak i sposób zarządzania nią cały czas w naszym kraju „leżą” w pełnym tego słowa znaczeniu.

Każdą wycieczkę zaczyna się od zakupu biletów (lotniczych, kolejowych, autobusowych). Jak najłatwiej dokonać zakupu biletów? W obecnych czasach, najprostszym rozwiązaniem powinien być zakup przez Internet Tak więc rejestruję się na stronie PKP i chcę kupić bilety (sprawdziłem telefonicznie przybliżoną cenę i zniżki). Okazuje się, iż przez Internet nie mogę dostać tych samych zniżek, które dostanę kupując bilety w kasie (WTF?) za to mam całą gamę różnego rodzaju zniżek, których nie mogę wykorzystać (system mówi, że nie jestem uprawniony) – Super. Zakup biletów kończy się zleceniem do firmy, która kupuje bilety i przywozi do domu lub firmy (to z lenistwa), oni wiedzą gdzie i za ile kupić, żeby było taniej.

Mam bilety, więc czas na wybór hotelu. Wybrałem w Gdańsku, taki bardzo blisko morza (naprawdę blisko). Ponieważ hotel także miał własną stronę internetową, dlatego sprawdziłem szybko ceny i dzwonię do rezerwacji hotelowej. Okazuje się, iż cena którą podaje mi pani przez telefon jest inna od tej na stronie. Telefonuję bezpośrednio do hotelu i cena jest jeszcze wyższa – pani w hotelu tłumaczy, że najtaniej jest przez Internet (nie wie dlaczego są takie różnice). Rezerwuję przez Internet, dostaję najniższą cenę, płacę, podaję dane firmy do faktury. Okazało się jednak, że w hotelu przy regulowaniu rachunku pani nie widzi danych firmy i nie może wystawić faktury (WTF?), proszę o sprawdzenie w systemie, gdyż na pewno podawałem. Okazuje się, że w hotelu nie ma dostępu do systemu rezerwacji – mają tylko skróconą informację w mailu.

Małych wpadek i problemów informacyjnych było więcej. Telefonując w Gdańsku pod numer taksówki z szyldu – przyjeżdża inna (inny numer na boku). Pan w taksówce patrzy się na mnie, ja na niego – w końcu drzwi się otwierają i pan pyta czy zamawiałem taksówkę. Okazuje się, że kilka firm się połączyło tylko szyldy stare zostały.

Kolejna niespodzianka i kompletna klęska informacyjna to dworzec w Gdańsku (przepraszam gdańszczan, ale taką mam opinię po krótkiej wizycie). Przy powrocie z Gdańska sprawdzałem peron, z którego mam pociąg. Okazuje się, że w tym samym czasie (co do minuty), z tego samego peronu jadą dwa pociągi do Warszawy. Idę do informacji – kolejka, a więc dzwonię, czekam i dowiaduję się, że jest tylko jeden pociąg – nie wiedzą dlaczego na rozkładzie w Gdańsku są dwa. Na samym peronie panuje totalny bałagan, pociągi są opóźnione – a pani przez megafon niewyraźnie informuje pasażerów o zmianach w rozkładach jazdy – mówi po polsku. Widzę zdziwione miny Niemców i Holendrów, którzy kompletnie zgubieni szukają pomocy. Ktoś biegnie na inny peron, ktoś woła że ich pociąg stoi gdzie indziej.

Po czterech dniach podróżowania po Polsce można bardzo szybko przekonać się, że zarówno informacja jak i zarządzanie nią są sztuką, którą nie wszyscy jeszcze opanowali (co ciekawe nie dotyczy to tylko państwowych firm). Od najmniejszych i banalnych problemów (z taksówkami), poprzez całkiem niezrozumiałe (z hotelami) do tych najbardziej irytujących (z pociągami).