Felietony

Indywidualny kod QR dla 30 mln zaszczepionych Polaków? Jakoś tego nie widzę…

GU
Grzegorz Ułan
173

Polski rząd potwierdził już, że zakupił 60 mln szczepionek przeciwko wirusowi SARS-CoV-2, oznacza to, że w przyszłym roku planowane jest zaszczepienie 30 mln obywateli - konieczne jest przyjęcie dwóch dawek szczepionki. Wiąże się to z gigantycznym przedsięwzięciem i już teraz widzę tu szereg technicznych i nietechnicznych problemów, na które musimy być przygotowani.

Doskonale pamiętamy jak w czasie pierwszej fali epidemii próbowano wdrożyć inne technologiczne rozwiązanie, które miało hamować rozprzestrzenianie się koronawirusa, w postaci aplikacji mobilnej ProteGO Safe. W czasie drugiej fali zmieniono nawet nazwę na STOP COVID, by na nowo zachęcić do korzystania z tego oprogramowania, ale w dalszym ciągu z miernym skutkiem. Na samym starcie aplikacja po szeregu wpadek z prywatnością nie wzbudziła zaufania obywateli, czego nie udało się odwrócić do dziś. W efekcie skuteczność STOP COVID jest niewielka, gdyż większość użytkowników nie korzysta z kluczowych funkcji.

Teraz czeka nas kolejne przedsięwzięcie nie tylko logistyczne, ale i technologiczne, które już teraz wzbudza moje wątpliwości, co do jego powodzenia. Wręcz jestem pewien, że coś po drodze pójdzie nie tak, patrząc na poprzednie działania rządu w czasie pandemii.

Pomińmy tu kwestie logistyczne i załóżmy, że uda się rozdysponować wszystkie zakupione szczepionki pomiędzy jednostki medyczne, które będą przeprowadzać szczepienia.

Przejdźmy od razu do oznaczania osób, które zdecydują się na przyjęcie szczepionki. Każda z nich ma dostać indywidualny kod QR, który będzie dowodem na zaszczepienie, a którego posiadanie będzie uprawniało do kilku przywilejów.

Na razie wiadomo, że ma to być korzystanie z usług służby zdrowia w pierwszej kolejności, bez konieczności przeprowadzania dodatkowych testów oraz że osoby legitymujące się takim kodem QR nie będą musiały odbywać przymusowej kwarantanny po stwierdzonym kontakcie z osobą zarażoną. Nie będą również uwzględniane w limitach w przypadku różnego rodzaju obostrzeń, jak liczba osób, która może jednocześnie przebywać w sklepie czy na spotkaniach rodzinnych i towarzyskich.

Jak wspominał niedawno minister zdrowia Adam Niedzielski (źródło: Rzeczpospolita), dla osób bez smartfona lub dla mniej zaznajomionych z nowinkami technologicznymi, przewidziano możliwość wydrukowania (ciekawe czy każdy starszy pacjent sobie z tym poradzi?) nadanego kodu QR i okazywania go później w razie potrzeby jako dowodu zaszczepienia. Dla pozostałych chętnych osób, kod QR ma być udostępniony w aplikacji mobilnej na smartfony z Androidem i iOS.

I tu mam dwie wersje, jak to zostanie rozwiązane. Pierwsza mniej optymistyczna - nadal będą chcieli zachęcać do instalacji w tym celu aplikacji STOP COVID/ProteGO Safe, co być może tchnie w aplikację nowe życie.

Jednak przed takim rozwiązaniem mogą powstrzymać rządzących problemy techniczne i konieczność odpowiedniego przeszkolenia personelu medycznego w różnego rodzaju placówkach w całym kraju, co nie uda się w tak krótkim czasie, a na pewno nie odbyłoby się bez problemów.

Więc druga wersja, którą podejrzewam, jest taka, że raczej na pewno rozwiązanie, które zostanie wykorzystana w tym celu, to aplikacja mObywatel. Za tą aplikacją przemawia fakt już udanego wdrożenia w niej usługi e-recepta (gdzie również generowany jest kod QR). Raczej nie powinno być problemów z dodaniem nowego modułu. Szkolenie pracowników placówek medycznych na pewno też będzie dużo prostsze i szybsze.

Na koniec pozostaje jednak do rozważenia najtrudniejsza kwestia, a mianowicie mentalny odbiór przez samych obywateli oznaczania ich kodem QR jako zaszczepionych, bądź nieoznaczania tych, którzy nie zdecydowali się na szczepienie. Sam pomysł to wręcz generator kolejnych teorii spiskowych. I ciężko się będzie temu dziwić, bo skoro po kodzie QR będzie można zwolnić obywatela z obowiązku kwarantanny, to równie dobrze, będzie można wprowadzić szereg nowych obostrzeń i ograniczeń swobody dla osób, które takiego kodu posiadać nie będą. A to w jakiej kolejności zostaniemy zaszczepieni zależy przecież od ministerstwa.

Przy kolejnej fali pandemii, łatwiej będzie objąć takie osoby zakazem podróżowania koleją, komunikacją miejską czy samolotami. W skrajnych przypadkach nawet przedsiębiorcy wykonujący usługi dla ludności, sklepy, czy galerie handlowe, dla bezpieczeństwa pozostałych klientów i pracowników będą chcieli wprowadzić zakaz obsługi osób bez takiego kodu.

Pewien opór może też wzbudzić fakt, że rząd wprowadza kody QR dla zaszczepionych, by wymusić na reszcie społeczeństwa odpowiednie zachowanie. Oznaczeni kodami QR będą uprawnieni do odbioru benefitów z tego tytułu, a jednocześnie pozostała część społeczeństwa, która aktualnie nie chce się zaszczepić z różnych względów, zostanie zmuszona do przemyślenia tej kwestii jeszcze raz pod kątem ograniczeń, jakie na siebie tym być może sprowadzą.

Co więcej kody QR i dane o tym, kto się zaszczepił, a kto nie, pozostaną na naszych urządzeniach i w systemach, i w przyszłości mogą być generatorem kolejnych teorii spiskowych.

Oczywiście same szczepienia pozostają kwestią medyczną i nie jest moją intencją dyskutowanie o ich sensowności. Zwracam jedynie uwagę na ewentualne problemy przy wdrażaniu wybranego przez polski rząd rozwiązania technologicznego.

Mam jednocześnie nadzieję, że to wszystko pozostanie jedynie w teorii, gdyż pandemia osłabnie i już za rok zapomnimy o tym wirusie całkowicie, wracając w końcu do normalności.

Stock Image from Depositphotos.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu