22

Te wszystkie usługi w internecie są super, aż nie podliczysz ile za nie łącznie płacisz

Jak zapewne zauważyliście, wielokrotnie chwaliłem abonamentowe usługi dające dostęp do treści. Bo dzięki nim oglądanie seriali, filmów czy słuchanie muzyki jest nieporównywalnie prostsze niż kiedyś. A od tej wygody bardzo łatwo się uzależnić, całkowicie zapominając jak to wyglądało lata temu. Ale w którymś momencie stwierdzasz - “a podliczę ile za to wszystko płacę” i nie wygląda to już tak ciekawie.

Używam zbyt wielu płatnych usług abonamentowych

Nie jestem do końca przekonany czy porównywanie moich wydatków na usługi online z takim klasyczny, zwykłym użytkownikiem. Dlaczego? Pracuję w internecie, niektóre narzędzia są mi niezbędne, a nie ma na przykład opcji kupienia samodzielnej licencji i trzeba płacić co miesiąc. Do tego sporo gram na konsolach, więc i bez niektórych usług abonamentowych ciężko mi się obejść. Ale tak naprawdę po prostu lubię tę wygodę i uważam, że moja cyfrowa codzienność byłaby bez niej dużo mniej przyjemna. Długo wzbraniałem się przed podliczaniem wszystkich wydatków, chyba wolałem nie wiedzieć. Ale teraz już wiem i całość ma trochę inny wydźwięk niż „e, to tylko 20 złotych miesięcznie, przecież to mało”.

Gry

Zacznijmy od gier. Nie wiem, która z konsolowych platform jest dla mnie w tej chwili podstawowa – PlayStation 4 czy Nintendo Switch. Fakt jest jednak taki, że opłacam oba abonamenty. W obu przypadkach ciężko też jasno określić miesięczny wydatek, bowiem zawsze decyduję się płacić z góry za cały rok, wychodzi taniej. Przyjmijmy, że wezmę oficjalne ceny abonamentów z sieciowych sklepów PlayStation i Nintendo. 12 miesięcy PlayStation Plus kosztuje aktualnie 240 złotych. Daje to miesięcznie opłatę 20 zł. Rok abonamentu Nintendo Online to natomiast wydatek 80 złotych , co daje miesięcznie dużo mniejszą opłatę, bo jedynie 6,66 zł. Korzystam aktualnie z promocji Xbox Game Pass Ultimate by sprawdzić niektóre tytuły Microsoftu na PC, ale nie będę przedłużał abonamentu, więc jego do zestawienia nie wrzucam. Gry mamy załatwione.

Muzyka i seriale

Muzycznie jestem wierny Spotify od polskiego startu usługi i nie zamierzam zmieniać dostawcy cyfrowych płyt i singli. Od samego początku płacę tyle samo, nie zdecydowałem się na dzielenie konta czy konto rodzinne – bo i słucham u mnie w domu Spotify tylko ja. 19,99 zł miesięcznie. Nie czuję potrzeby korzystania z darmowego Tidala w Play (o ile jeszcze go mam), za dużo playlist, zbyt wielkie przyzwyczajenie do znanej i lubianej usługi.Netflix to dla mnie podstawa jeśli chodzi o streaming wideo. 52 złote miesięcznie za plan Premium, co przy telewizorze z 4K jest moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem – wyższa rozdzielczość robi różnicę, szczególnie w porównaniu z konkurencyjnym HBO Go. No właśnie, jest jeszcze HBO Go, które wykupiłem dla Gry o Tron. Serial skończyłem, czekam na nową Watahę, która podobno pojawi się jednak dopiero w grudniu. I nie ukrywam, że rozważam rezygnację z usługi – ale 19,90 zł miesięcznie. I to na szczęście koniec jeśli chodzi o opłaty za dostęp do serwisów z multimediami. Dodam, że Netfliksa oglądam regularnie, podobnie jak mój syn.

Chmura

Długo zastanawiałem się z jakiej płatnej chmury zacząć wreszcie korzystać. Pokończyły się promocyjne gigabajty, zostało to, co dawane jest za darmo. A za wiele tego niestety nie ma. Po romansie z fatalnym OneDrive, które pobiera pliki w żółwim tempie, cena grała drugorzędną rolę, bo usługa jest po prostu słaba. A że regularnie korzystam z pomysłów Google (Dokumenty, Arkusze), najbardziej sensownym wydało mi się wykupienie miejsca w ich chmurze. Wziąłem budżetowe 200 GB, przy opłacie 139 zł rocznie, co daje miesięcznie 11,50 zł.

Co jeszcze? Rodzinnych spraw nie wliczam, więc pominę też roczną opłatę za jeden z programów typu „cyfrowy dziennik” (działa i bez niej, ale nie ma wiadomości i powiadomień na mobile). Nie liczę też rocznej opłaty za JakDojadę, bo to kwota 4,40 złotych, której nie ma sensu rozbijać na poszczególne miesiące. Po zakończeniu okresu próbnego (czy raczej kodu recenzenckiego) do NaviExpert, program spodobał mi się na tyle, że zdecydowałem się wykupić roczny abonament w promocyjnej cenie 69 zł. Miesięcznie za nawigację płacę więc 5,75 zł.

Praca

I teraz zaczyna się robić zdecydowanie drożej, ale i przeznaczenie usług jest związane z zarabianiem, więc to po prostu koszt, a nie moje przyjemności. Adobe Premiere Pro przy rocznym planie ściąga mi z konta średnio 111 złotych miesięcznie. Kolejne 111 złotych miesięcznie (czasami trochę mniej, czasami trochę więcej – w zależności od kursu walutowego) Adobe After Effects. Na pozostałe usługi Adobe się nie zdecydowałem, więc nie było jak tego spakietować. Do tego dochodzi abonament w usłudze Epidemic Sound, czyli bazy muzyki do naszych filmów na AntywebTV. Po co, skoro w sieci jest pełno darmowej muzyki? Przerabiałem ten temat, dostęp do bazy jest warty opłaty, ciągle pojawia się coś nowego, masa gatunków muzycznych – sami często pytacie w komentarzach „co to za kawałek”, a to znaczy, że dobrze dobieram podkład pod nasze filmy. 58 złotych miesięcznie.

Podsumujmy. Ile łącznie za to wszystko płacę?

Sumując jedynie “prywatne” usługi wyszła mi kwota około 136 złotych miesięcznie. To oczywiście nie jest mało, ale pewnie niejednej osobie udaje się bez problemu wydać tyle na jednej piątkowej imprezie. Z drugiej strony kilka wydatków można zredukować – choćby wspomniane HBO Go, którego po zaliczeniu Gry o Tron prawie nie oglądam, Netfliksa też przecież masa osób dzieli ze znajomymi, więc i miesięczna opłata jest dużo niższa.

Trochę gorzej kiedy spojrzeć również na służbowe oprogramowanie i usługi, bo wtedy ze 136 złotych robi się dość poważne 416 zł, ale niestety programy Adobe nie są tanie i nie ma już opcji wykupienia jednorazowej licencji – a to zdecydowanie wygodniejsze. Testowałem przy okazji Final Cut Pro X na Maku, gdzie zapłaciłem raz i miałem święty spokój.

A jak u Was wyglądają takie miesięczne opłaty za usługi? A może w ogóle z takich abonamentów nie korzystacie?