7

i-Postmortem czyli wirtualny nagrobek

Problem śmierci tak naprawdę nie spotkał jeszcze użytkowników internetu na dużą skalę. Technologia jest młoda, w Polsce internet istnieje 20 lat, jednak okres jego dużej popularności jest znacznie krótszy. Na dodatek użytkownicy nowych technologii są młodzi, osoby starsze podchodzą do takich rzeczy z rezerwą. Oznacza to, że na chwilę obecną mała część internautów umiera ze […]

Problem śmierci tak naprawdę nie spotkał jeszcze użytkowników internetu na dużą skalę. Technologia jest młoda, w Polsce internet istnieje 20 lat, jednak okres jego dużej popularności jest znacznie krótszy. Na dodatek użytkownicy nowych technologii są młodzi, osoby starsze podchodzą do takich rzeczy z rezerwą. Oznacza to, że na chwilę obecną mała część internautów umiera ze starości, to się jednak w końcu zmieni. Spędzamy w internecie dużo czasu, prowadzimy profile na portalach społecznościowych, wysyłamy maile, pielęgnujemy własne blogi. Czy to wszystko ma przepaść wraz z naszą śmiercią? Zostać bezpowrotnie skasowane? Startup i-Postmortem jako rozwiązanie proponuje wirtualny nagrobek.

W sumie zagadnienie jest dość ciekawe, kiedy bliżej mu się przyjrzeć. Co w wypadku, kiedy osoba  bardzo długo aktywna w sieci w całej gamie rozmaitych portali i serwisów przechodzi w permanentny tryb off-line? Czy wszystko co dana jednostka stworzyła powinno przepadać, zostać wykasowane? Czy przechowywać takie informacje? Kto ma płacić za hosting? Sami zmarli z wyprzedzeniem, rodzina? A może my wszyscy – internauci?

Te pytania chwilowo wydają się błahe bo internet jest wciąż dodatkiem, elementem jednym z wielu. Z społecznego punktu widzenia nie jest jeszcze bardzo istotny w życiu statystycznego obywatela. To się jednak zmienia. Już obecnie ludzie znajdują swoich partnerów w sieci, utrzymują kontakty. Serwisy społecznościowe mają w wielu przypadkach bardzo bogate informacje na temat swoich użytkowników. Nie trudno się domyślić, że za kolejne 20 lat nasza egzystencja w sieci będzie jeszcze bardziej istotna niż obecnie. Jedni powiedzą, że w świecie IT wszystko zmienia się na tyle szybko, że nie ma powodu do wybiegania tak daleko w przyszłość. Inni natomiast chcą zająć miejsce na rynku i zbudować markę, żeby być gotowym. Jak przyjdzie czas wirtualnych cmentarzy oni, istniejący od dawna będą mieli rynek w garści.

Z takiego założenia chyba wyszedł i-Postmortem, oferując dwie różne usługi: wirtualny pamiętnik I-Memorial oraz wirtualny nagrobek I-Tomb. Podstawowa różnica pomiędzy nimi jest taka, że ten pierwszy skierowany jest przede wszystkim do cieszących się wciąż dobrym zdrowiem, podczas gdy ten drugi bardziej dla tych, którzy już odeszli.

I-Memorial w zamian za 120$ na rok oferuje możliwość stworzenia wirtualnego, multimedialnego pamiętnika, zawierającego wideo, obrazy i oczywiście tekst. Usługa jest odpowiednio zabezpieczona i umożliwia pozostawienie ostatniej woli, instrukcji dla potomków, jak również zabezpieczenia haseł do np. poczty, co pozwoli zalogować się do niej po śmierci właściciela.

W przypadku I-Tomb w zamian za 50$ rocznie dostawca gwarantuje, że będzie utrzymywał wirtualny nagrobek on-line, bez względu na zmiany jakie zajdą w technologii, nawet gdyby oznaczało to HTML 15 i Firefoksa 345, pod warunkiem, że subskrypcja była regularnie opłacana.

Zdaje sobie sprawę, że kwestia śmierci w internecie wciąż wymaga wypracowania jakiegoś rozwiązania, oraz, że przekazywanie wspomnień jest bardzo ważne. Mój dziadek napisał dla mnie całą serię pamiętników, zrobił to na komputerze, jak z resztą wiele innych rzeczy, bo komputerami zaraziłem go będąc jeszcze dzieckiem. Jeśli chodzi i-Postmortem, mam mocno mieszane uczucia.

Po pierwsze nie podoba mi się nazwa zaczynająca się od „i”. Kojarzy mi się to z produktami pewnej marki, a w przypadku tak poważnej kwestii, jaką jest śmierć, nie ma miejsca na takie skojarzenia. Co więcej motto serwisu jest w moim odczuciu jeszcze bardziej tandetne. Brzmi ono następująco:

Build your Immortality

because Life is worth it

Nieśmiertelność to chyba nietrafione sformułowanie dotyczące wirtualnego cmentarza. Co więcej tą nieśmiertelność mamy zbudować w oparciu o nietrwałe technologie. Byle kartka papieru składowana odpowiednio, może przetrwać tysiące lat, po serwerach bym się tego nie spodziewał, nawet za 50$ za rok. Na koniec formułka „bo życie jest tego warte” kojarzy mi się nieodparcie ze znaną reklamą „Jesteś tego warta”. Czyżby twórca i-Postmortem nie miał lepszego pomysłu ani na nazwę, ani na jego motto, żeby posiłkować się tak rozpoznawanymi hasłami? Czy może to celowy zabieg marketingowy? Tak czy inaczej, nie oddaje to powagi miejsca przeznaczonego dla zmarłych.

Jedyne co mi się podoba to logo – duże „i” z korzeniami, wykonane estetycznie. Pasuje do tematyki oferowanych usług.

Po drugie, koncepcja wydaje mi się nieco chybiona. Zachowanie po kimś pamięci kojarzy mi się bardziej z archiwizowaniem tego, co już zostało stworzone przez osobę, która chcemy pamiętać, czyli zebranie informacji z różnych stron i portali, zamiast tworzenie wszystkiego od zera w nowej lokalizacji, w oderwaniu od tych miejsc w sieci, w których osoba zmarła była aktywna.

Portal zachowujący pamięć powinien albo podtrzymywać istnienie kont w różnych miejscach w sieci i zebrać do nich odnośniki w jednym miejscu, albo wręcz przejmować profile z portali społecznościowych, wypowiedzi z for internetowych i udostępniać osobno, w oderwaniu od strony-matki. To jest oczywiście znacznie trudniejsze w realizacji, wymaga wypracowania współpracy pomiędzy różnymi serwisami, ale oferuje jakąś wartość dodaną – archiwizację w jednym miejscu.

Tym czasem oferowana usługa nie różni się wiele od stworzenia własnej strony o określonym z góry charakterze. Oczywiście nie każdy to potrafi, ale z opłatami 120$ rocznie za życia i 50$ rocznie po śmierci, można zlecić wykonanie takiej strony profesjonalistom. Dodatkowo nie każdy jest na tyle zapobiegliwy, żeby chcieć przygotować takie pamiętnik za życia i nie każdemu taki pomysł by się spodobał.

Nie przekreślam całkiem koncepcji wirtualnych cmentarzy. Osobiście nie czuję potrzeby znalezienia się na takowym, ani umieszczenia na nim swoich bliskich. Nie wiadomo jednak jak będziemy do tych kwestii podchodzić za dłuższy, bliżej nieokreślony czas. Mimo wszystko przedstawiony startup wydaje mi się cokolwiek kiczowaty, niestety. Ciekaw jestem czy przetrwa próbę czasu i znajdzie odpowiednią ilość chętnych, żeby jego prowadzenie się kalkulowało.

Warto również zwrócić uwagę, że również w polskojęzycznej części internetu funkcjonuje kilka podobnych projektów np. Wirtualny CmentarzWirtualna Nekropolia i wiele innych. Ich koncepcja polega dosłownie na stworzeniu wirtualnych cmentarzy, gdzie są wirtualne nagrobki, pod którymi można zapalić wirtualne znicze. Nie przechowują żadnych materiałów na temat zmarłego, stanowią jedynie symbol, są więc jeszcze dalsze od mojej koncepcji takiego miejsca.

Na koniec dodam, że nie jest to żaden żart, według serwisu Venture Beat, twórca i-Postmortem jest doświadczonym przedsiębiorcą, który chce w ten sposób zostawić po sobie pamięć dla swoich dzieci i wnuków.

A jakie jest wasze zdanie na temat wirtualnych cmentarzy i tej konkretnej realizacji takowego?