64

I jak tam Wasze korzystanie z Google Inbox? Ja już wróciłem do Gmaila

Inbox od Google zapowiadał się na prawdziwy hit. Oto po wielu latach firma, która wyznaczała pewne standardy w usługach poczty elektronicznej, uruchamia nowy serwis w tej kategorii. Użytkownicy oszaleli. Przez pierwsze tygodnie wszyscy bili się o zaproszenia – niektórzy nawet wystawiali je na eBayu za horrendalne sumy. Kto spośród nich korzysta jeszcze z Inboksa? Na […]

Inbox od Google zapowiadał się na prawdziwy hit. Oto po wielu latach firma, która wyznaczała pewne standardy w usługach poczty elektronicznej, uruchamia nowy serwis w tej kategorii. Użytkownicy oszaleli. Przez pierwsze tygodnie wszyscy bili się o zaproszenia – niektórzy nawet wystawiali je na eBayu za horrendalne sumy. Kto spośród nich korzysta jeszcze z Inboksa?

Na to pytanie oczywiście trudno odpowiedzieć, bo odpowiednie dane posiada jedynie Google. Naszła mnie jednak pewna refleksa, gdy otwierając dziś skrzynkę Gmail zobaczyłem okienko zachęcające mnie do wypróbowania Inboksa. Nie żebym tego nie robił. Z Inboksem spędziłem bardzo miłe chwile, ale to były tylko chwile. Wypróbowałem usypianie, powiadomienia i kategoryzowanie. Wyglądało to względnie nieźle, choć do ideału wiele brakowało. Jak na usługę pocztową, która kiedyś miałaby zastąpić Gmaila, Inbox był mocno odarty z fundamentalnych mechanizmów, jak chociażby sygnaturki.

2014-12-19_130046 2014-12-19_130120

Można to jednak wybaczyć, biorąc pod uwagę, że to młody serwis, który będzie stale rozwijany i rozbudowywany o nowe mechanizmy i funkcje. Tak się jednak nie dzieje. Google dodaje nowości, które wcale nie są niezbędne, jak np. obsługa Android Wear. Elementarne kwestie pozostają jednak nierozwiązane.

Kto z Inboksa skorzystał raz i się zakochał, korzysta z niego do dziś? Ja byłem pod wrażeniem i nawet pełen zapału próbowałem nim zastąpić całkowicie Gmaila. Nawyki jednak wzięły górę i po tygodniu równolegle korzystałem ze starej skrzynki. Po dwóch natomiast Inbox przestał dla mnie całkowicie istnieć. Myślę, że 14 dni to odpowiedni czas, żeby przekonać się czy faktycznie potrzebuję jakiejś usługi. Okazuje się, że Inbox nią nie jest.

inbox

Z poczty elektronicznej wiele osób korzysta codziennie. Przez długie lata mechanizmy rządzące tą usługą ewoluowały, ale nigdy tak naprawdę nie zdecydowano się wywrócić ich do góry nogami. A już przede wszystkim nigdy nie udało się to na szeroką skalę. Zakładki, inteligentne etykiety, integracja z chmurą itp. to wszystko mniej lub bardziej subtelne dodatki. Inbox jest wobec nich niczym cios obuchem prosto w skroń – oto skrzynka wygląda i działa inaczej. Dla użytkownika latami korzystającego z Gmaila przesiadka będzie bardzo trudna, o ile w ogóle możliwa. Piękny Material Design, imponująca automatyzacja, fajne dodatki – robi wrażenie, ale to zwykłe efekciarstwo. Okazuje się, że w dłuższej perspektywie nowości bardziej przeszkadzają niż pomagają. „Wytresowanie” algorytmów wymaga czasu, opanowanie bardziej zaawansowanych funkcji również. O wiele łatwiej wrócić do Gmaila, czyż nie?

Nie chcę przez to powiedzieć, że Inbox jest zły. Po prostu moim zdaniem rewolucja w kategorii usług e-mail jest bardzo trudna, o ile w ogóle możliwa. Może nadinterpretuję, ale skoro Google sam zaczął się prosić, żebym skorzystał z Inboksa, coś musi być na rzeczy. Niewykluczone, że te rzesze użytkowników, które jak lwy walczyły o zaproszenia, po pierwszym zafascynowaniu się Inboksem, szybko o nim zapomniały. Czy tak jest w istocie? Wy mi powiedzcie.