Xiaomi Mijia Scooter złożona
131

Z hulajnogi elektrycznej na SOR. Czytelnicy – uważajcie

Uważajcie i na hulajnogach i... na hulajnogi. W ostatnim czasie na Antywebie dosyć sporo piszę na temat osobistych środków transportu, usługach - wypożyczalniach oraz stricte hulajnogach elektrycznych. I doskonale wiedziałem o tym, że ostatecznie ulegnę mniej lub bardziej poważnemu wypadkowi z tym związanemu.

Wczoraj wieczorem, w trakcie rekreacyjnej przejażdżki hulajnogą musiałem ratować się błyskawicznym zaskoczeniem z pojazdu przy stosunkowo niewielkiej prędkości. Poruszałem się jak zwykle ścieżką rowerową po prawej stronie, ostrożnie obserwując teren przed i za sobą. Jednak nie mogłem zauważyć człowieka, który nagle wparował na chodnik / ścieżkę wprost z terenu zielonego, jakieś 6-7 metrów przede mną. Mogłem zahamować, ale pewnie nic by to nie dało. Nie chciałem wjechać w tego gościa skądinąd ciężką hulajnogą przy ok. 16-18 km/h. Najpewniej skończyłoby się to poważnym urazem dla faceta, który nie przemyślał swojego manewru.

Więc tak, najbardziej sensowy wydawał się awaryjny zeskok z hulajnogi. Tak też uczyniłem, po zeskoku przytrzymałem rozpędzoną hulajnogę jedną ręką i… udało się. Tyle, że coś mi chrupnęło w kolanie. Nie na tyle, żebym nie mógł się ruszać, ale „coś na pewno się stało”. Jako że ból nie był jakoś szczególnie duży, sprawę na jakiś czas zignorowałem. W trakcie poużerałem się jeszcze z supportem Blinkee, bo nie mogłem prawidłowo zakończyć wypożyczenia hulajnogi, wróciłem do domu – bez większych dolegliwości bólowych.

Ale z godziny na godzinę stan nogi zaczął się pogarszać

Lewe kolano spuchło i zaczęło boleć, znacznie ograniczając ruchomość stawu. Następując na lewą nogę miałem wrażenie sporej niestabilności stawu kolanowego. Co gorsza, spuchła również lewa kostka. Całe szczęście, że w domu miałem ketoprofen w tabletkach, który przynajmniej o połowę zmniejszył dolegliwości bólowe. Jakakolwiek czynność związana z poruszeniem nogą przysparzała mi sporego bólu. Nawet nie bardzo wyspałem się poprzedniej nocy, bo każda próba zmiany pozycji kończyła się podrażnieniem chorej kończyny.

hulajnoga kolano

I na tym na razie ta historia się kończy – właśnie oczekuję na SOR na poradę lekarską, ale już wiem, że istnieje podejrzenie naderwania więzadła pobocznego strzałkowego, co należy teraz potwierdzić za pomocą dalszych badań. Prawdopodobnie czeka mnie nieco dłuższe unieruchomienie stawu oraz jak znam życie – propozycja L4, z której nie skorzystam, bo mi się będzie zwyczajnie nudzić. Do tego dojdzie potem również rehabilitacja i konieczność ciągłego uważania na tę nogę. Uraz może się odnowić ze względu na już osłabione więzadła.

I cóż, mogę być zły na faceta, który wybiegł mi przed hulajnogę. Mogę być zły na siebie, że nie siedziałem wieczorem na tyłku w domu i nie przeglądałem czegokolwiek na Netfliksie. Mogłem robić dosłownie wszystko – a jednak jeździłem hulajnogą. Ale to nie ten pojazd jest winny w tej całej sytuacji. Zasadniczo, mnie nie chodzi o obwinianie kogokolwiek.

Po prostu – Drodzy Czytelnicy… uważajmy na chodnikach. W tej historii mogłem być rowerzystą i całość mogła skończyć się bardzo podobnie lub gorzej. Niezależnie od tego, czy jedziemy hulajnogą czy rowerem – bądźmy bardzo ostrożni na chodnikach, ścieżkach, drogach. I pamiętajmy o tym, że elektryczne pojazdy osobiste są w pewien sposób niebezpieczne i korzystanie z nich może się wiązać z pewnymi urazami – nie tylko w kontekście samego „kierowcy”, ale również i przechodniów. Mnie udało się uniknąć potrącenia nieostrożnego pieszego, ale niestety sam teraz muszę się zmierzyć z problemami z kolanem.

A pisałem w swoim niedawnym tekście, że jeżeli już się „łamię”, to raczej spektakularnie i z pompą…

Jedzie i się nie zastanawia. Kilka razy miałem okazję stracić równowagę na elektrycznej hulajnodze i nie jest to nic fajnego. Obyło się bez wywrotki – jeszcze. Na rowerze i skuterze idzie mi zdecydowanie lepiej, a do hoverboardów boję się zbliżać bez dobrego prywatnego ubezpieczenia. Jeżeli już się łamię, to spektakularnie, z powikłaniami i niesamowitą pompą.

Jeździsz wypożyczonym rowerem lub hulajnogą? Nie bądź Janusz