Microsoft

How-old.net, czyli jak wszyscy z radością oddali swoje zdjęcia Microsoftowi (i ja też)

11

Od kilku dni serwisy społecznościowe opanowała aplikacja How-old.net. Jest to prosty mechanizm, który za pomocą wyszukanych algorytmów próbuje odgadnąć wiek osoby znajdującej się na przesłanym zdjęciu. Nie trzeba chyba dodawać, że to świetna zabawa - szczególnie, gdy algorytm odejmie nam z 5-10 lat...

Od kilku dni serwisy społecznościowe opanowała aplikacja How-old.net. Jest to prosty mechanizm, który za pomocą wyszukanych algorytmów próbuje odgadnąć wiek osoby znajdującej się na przesłanym zdjęciu. Nie trzeba chyba dodawać, że to świetna zabawa - szczególnie, gdy algorytm odejmie nam z 5-10 lat (albo, o zgrozo, dorzuci tyle). Jednocześnie podniósł się lament "nie korzystajcie z tego, bo Microsoft przechowuje Wasze zdjęcia".

Chyba już tak się utarło, że jeżeli Microsoft coś robi, to znaczy, że stoi za tym jakiś niecny plan. Korporacja z Redmond powoli odbudowuje swój wizerunek, a wręcz zaczyna być nazywana "nowym Google" (kiedy dla odmiany do Google'a, przykleja się łatkę nowego Microsoftu). Uprzedzenia dały o sobie znać i tym razem, gdy do sieci trafiła niewinna aplikacja How-old.net.

Na pierwszy rzut oka projekt wygląda świetnie. Mamy tutaj bowiem mechanizm, który odgaduje płeć oraz wiek osoby znajdującej się na danym zdjęciu (wykorzystuje on technologię opracowaną na uniwersytecie Oksfordzkim). Aplikacja powstała w dwa dni podczas konferencji Build i jest swego rodzaju pokazem możliwości usług Azure. W ciągu kilku godzin od jej uruchomienia 35 tys. użytkowników przesłało tutaj 210 tys. zdjęć. Wówczas pojawiły się pierwsze wątpliwości, na które wskazywała polityka prywatności, a konkretnie ten fragment:

However, by posting, uploading, inputting, providing, or submitting your Submission, you are granting Microsoft, its affiliated companies, and necessary sublicensees permission to use your Submission in connection with the operation of their Internet businesses (including, without limitation, all Microsoft services), including, without limitation, the license rights to: copy, distribute, transmit, publicly display, publicly perform, reproduce, edit, translate, and reformat your Submission.

Przeczyło to informacji podanej na głównej stronie usługi, gdzie mamy wyraźnie zaznaczone, że żadne nasze zdjęcia nie są przechowywane na serwerach MS. Wyrok jednak już wydano i wiele mediów zaczęło ostrzegać przed przesyłaniem swoich zdjęć. Microsoft również zareagował, publikując oficjalne oświadczenie:

We've had some questions so we updated this post to be more clear. To answer the top one: No we don't store photos, we don't share them and we only use them to guess your age and gender. The photos are discarded from memory once we guess. While we use the terms of service very common in our industry, and similar to most other online services, we have chosen not to store or use the photos in any way other than to temporarily process them to guess your age.

Jak zatem w końcu jest? Przechowują czy nie przechowują? Oskarżenia wydają mi się mocno naciągane. Microsoft ma tyle sposobów na zbieranie i analizowanie danych swoich użytkowników, że nie musi gromadzić fotografii przypadkowych osób. Zresztą, jakie korzyści by mu to dawało, biorąc pod uwagę brak jakichkolwiek innych informacji na temat osoby na zdjęciu? Przecież aplikacja nie zmusza do zakładania konta, integrowania się z Facebookiem i udzielania jakichkolwiek dodatkowych informacji na swój temat. Sama fotografia jest bezwartościowa z punktu widzenia marketingowego.

Może zatem warto dać Microsoftowi i How-old.net szansę? Na co dzień kwestie prywatności są zupełnie obojętne przeciętnemu użytkownikowi i traktowane po macoszemu przed media. Kiedy jednak zaczyna się o nich mówić głośno, robi się to w sposób paranoidalny. Nie każda aplikacja ma na celu przechowywanie naszych danych, tak jak nie każdy nóż został wyprodukowany do zabicia człowieka. Zastanawiam się, czy reakcja byłaby podobna, gdyby usługa pochodziła od Google'a lub Mozilli, hm?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu