Świat

Hiszpania szuka oszczędności w wolnym oprogramowaniu, Polacy wolą Windowsa

KK
Karol Kopańko
145

PIGS to nazwa nadana najgorzej sprawującym się europejskim gospodarkom, które  w najbliższym czasie mogą pociągnąć Unię Europejską na dno. Został on utworzony od pierwszych liter nazw krajów: Portugal, Italy, Greece i Spain. To ostatnie państwo stara się jednak jak może, aby mimo niekorzystnych prog...

PIGS to nazwa nadana najgorzej sprawującym się europejskim gospodarkom, które  w najbliższym czasie mogą pociągnąć Unię Europejską na dno. Został on utworzony od pierwszych liter nazw krajów: Portugal, Italy, Greece i Spain. To ostatnie państwo stara się jednak jak może, aby mimo niekorzystnych prognoz wysupłać oszczędności skąd się tylko da. Niedawno hiszpańscy urzędnicy wpadli na pomysł, że przesiadka z komercyjnego Windowsa na opensourcowego Linuxa pomoże im załatać dziurę budżetową. A Polska wciąż stoi murem za Microsoftem

Rzecz nie dotyczy jednak całej Hiszpanii, a jedynie 40 tysięcy komputerów pracujących w urzędach położonego na zachodzie kraju, regionu autonomicznego Estremadury. Co ciekawe, obszar ten można jak na razie nazwać gospodarczą „zieloną wyspą” na mapie kraju, gdyż w najmniejszym stopniu odczuł on do tej pory skutki kryzysu.

Decyzja o przesiadce nie była pewna, aż do 18 kwietnia, kiedy to dyrektor IT w rządzie Estremadury Theodomir Cayetano ogłosił, że będzie kontynuował rozpoczętą rok temu przez poprzednie władze akcję. Jesienią rozpoczęto bowiem inwentaryzację posiadanych urządzeń, a także przetestowano system na 150 komputerach.

Wg planów, na użytkowaniu Linuxa władze Hiszpanii mają zaoszczędzić rocznie 30 mln euro. Nie są to rzecz jasna kwoty, które miałyby przesądzać o prospericie albo bankructwie regionu, ale darowanemu koniowi w żeby się przecież nie zagląda. Swoją drogą, nawet te rachunki są dość optymistyczne, gdyż znany jest monachijski przypadek migracji na Linuksa i OpenOffice’a, który wg Microsoftu zakończył się stratą 60 milionów euro z miejskiej kasy.

Co ciekawe podobna migracja miała miejsce w Estremadurze już 3 lata temu, jednak wtedy dotyczyła jedynie oświaty i służby zdrowia. Można więc założyć, że skoro projekt jest kontynuowany to jest też opłacalny. Trzeba jednak przyznać, że system Microsoftu jest domeną raczej europejskich urzędów, gdyż np. władze Państwa Środka, aby uniezależnić się od Windowsa, wypuściły specjalną wersję Ubuntu, dla chińskich użytkowników – Kylin.

A jak sytuacja wygląda w Polsce. Otóż nasi urzędnicy pozostają w pełni lojalni gigantowi z Redmont. Windows zainstalowany jest na 98 % urządzeń, a pakiet Office na 80 % komputerów. Czy myślicie, że polskiej administracji przydałaby się przesiadka na opensourcowe oprogramowanie?

Foto

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu