15

Historia zatoczyła koło – serwis dla zdjęć zostanie oddzielony od Google+. Czyżby Picasa 2?

Wraz z powstaniem Google+ Google rozpoczął integrację swoich mniejszych serwisów z nowo otwartym serwisem społecznościowym. Zdjęcia, które dotąd miały swoje miejsce w Picasa, zostały wcielone do Google+, a Picasa została zamknięta. Również klient desktopowy Picasa został odstawiony na boczny tor i nie doczekał się wielu aktualizacji. Kiedy już wydawało się, że tym razem nie ma […]

Wraz z powstaniem Google+ Google rozpoczął integrację swoich mniejszych serwisów z nowo otwartym serwisem społecznościowym. Zdjęcia, które dotąd miały swoje miejsce w Picasa, zostały wcielone do Google+, a Picasa została zamknięta. Również klient desktopowy Picasa został odstawiony na boczny tor i nie doczekał się wielu aktualizacji. Kiedy już wydawało się, że tym razem nie ma odwrotu, Vic Gundotra odpowiedzialny za Google+ odszedł z Google, a firma z Mountain View wycofuje się z wielu posunięć, które siłowo miały przyciągnąć nowych użytkowników. Zdjęcia znów staną się osobnym serwisem i zmienią nazwę, chociaż raczej nie będą nazywały się Picasa 2.

Ostatnie trzy lata dla zdjęć Google nie były wcale złe. Jest to jeden z najdynamiczniej rozwijających się projektów tego typu. Pod banderą Google+ zdjęcia zyskały nielimitowane miejsce dla obrazów nie przekraczających rozdzielczości 2048, super wygodny automatyczny backup z telefonów i tabletów działających pod kontrolą systemu Android i iOS, a także edycja zdjęć on-line zyskała możliwości zakupionego przez Google Sanpseed – moim zdaniem najlepszy zestaw filtrów dostępny w aplikacjach mobilnych i via WWW. Warto również wspomnieć o jedynej w swoim rodzaju funkcji automatycznej korekty, która poprawia wygląd zdjęć, automatycznie tworzy GIFy i panoramy z serii kilku zdjęć i dodaje rozmaite efekty np. śniegu. Wszystko to spowodowało, że moją główną galerią zdjęć jest Google+ właśnie.

DSC00226

Najwyraźniej Google uznał, że produkt jest na tyle dobry, że jest w stanie powalczyć na rynku solo z takimi usługami jak Flickr. O informacji poinformował serwis Bloomberg, powołujący się na swoje własne, anonimowe źródła. Wracamy więc do punktu wyjścia i podobnie jak za czasów Picasa, zdjęcia znów będą osobnym serwisem. Najprawdopodobniej zmieni się nazwa serwisu i muszą ulec zmianie również warunki oferowania usługi. Dotąd Google oferował 15 GB wspólnego miejsca na zdjęcia, ale także na dysk Google i Gmaila. Skoro serwis zyskuje autonomiczność, prawdopodobnie zyska również swoją własną przestrzeń na zdjęcia. Być może będzie konkurować pod tym względem z 1 terabajtem oferowanym przez Filckr.

To dopiero początek uwalniania usług spod skrzydeł Google+. Parę dni temu Google ogłosił, że z Hangouts będą mogli korzystać również użytkownicy niezarejestrowani w Google+ – wystarczy dowolne konto Google. Dodatkowo Hangouts dostały nowe warunki korzystania z usługi tożsame z Google Apps for Business, co oznacza wsparcie telefoniczne 24/7 oraz gwarancje wysokiej niezawodności działania. Nie są to więc kosmetyczne zmiany dotyczące jednego serwisu, a pełen odwrót z siłowego zdobywania użytkowników Google+.

DSC00227

Możliwe są dwie drogi

Zmiana polityki oznacza dwie zasadniczo różne drogi. Pierwsza, której kibicuję, to uwolnienie Google+, przy założeniu, że serwisy działające osobno i niezależnie, oferujące wysokiej jakości usługi, takie jak zdjęcia czy Hangouts, i tak przyciągną część użytkowników do bardziej otwartego Google+, które wreszcie zezwoli na udostępnianie treści poza serwisem i udostępni API pozwalające na korzystanie z Google serwisom zewnętrznym, które będą mogły do Google+ repostować treści. Skończy się okres bezmyślnej tyrani, a z nią, za jakiś czas, może za rok, może trochę dłużej, użytkownicy zapomną, że Google chciał im wepchnąć plusa do gardła i skończy się również opór, chociażby znany wśród użytkowników YouTube, po zintegrowaniu komentarzy z Google+. Tej wersji kibicuję, ponieważ lubię Google+, mimo, że jak na razie nie spełnia on wielu oczekiwań dotyczących generowanego ruchu czy interakcji. Chciałbym, aby pozbycie się przymusu zaowocowało stopniowym wzrostem popularności.

Druga droga, to taka, że Google+ spotka los taki sam jak Google Wave czy Google Buzz – serwis zostanie okrojony ze wszystkiego co wartościowe, pozostawiony samemu sobie jeszcze na jakiś czas, po czym zostanie po prostu zamknięty. Wydaje się to mało prawdopodobne po tym w jak wielu miejscach Google+ został zintegrowany, ale wykluczyć całkiem nie można. Wystarczy wspomnieć, że podczas Google I/O 2014 Google+ praktycznie nie istniał, chociaż raptem rok wcześniej serwisowi społecznościowemu poświęcono aż 15 sesji. Nawet w nowej wersji sklepu Google Play nacisk na Google+ jest znacznie mniejszy, niż wcześniej. Trochę byłoby szkoda. Byłoby to ostateczne potwierdzenie, że Google nie umie robić serwisów społecznościowych, co skończyłoby się brakiem realnej szansy na przeciwwagę dla Facebooka. Tymczasem ja G+ bardzo lubię i uważam, że jeśli pozbawić serwis elementów przymusu, wciąż wiele dobrego można się po nim spodziewać.