1

Hakerzy uwielbiają telefony komórkowe. Powinniśmy na nie uważać

Wg danych firmy Symantec, w 2017 roku 978 milionów ludzi tylko z 20 krajów świata padło ofiarą cyberataków. Te liczby rosną z roku na rok. Jedną z przyczyn jest upowszechnienie się smartfonów i fakt, że na warsztat wzięli je hakerzy.

Hakerzy podejmujący atak na firmę wykorzystują zazwyczaj najsłabsze ogniwo cyberochrony. Wśród przedsiębiorców rośnie świadomość konieczności zabezpieczania komputerów, więc przestępcy swoją aktywność skierowali na zazwyczaj słabiej chronione smartfony. To stwarza duże zagrożenie, bo wiele telefonów ma dostęp do zasobów znajdujących się na komputerach. Znajdują się na nich dane osobowe i poufne informacje − często te same, co na urządzeniach stacjonarnych. Trzeba zdać sobie sprawę, że o ile komputer pracuje 8 czy nawet kilkanaście godzin na dobę, o tyle telefon jest podłączony do sieci i narażony na atak przez 24 godziny na dobę, w dodatku 7 dni w tygodniu − smartfony nie przechodzą w offline mówi Wojciech Gołębiowski, dyrektor zarządzający Veronym

Cyberataki bardziej „dochodowe” niż narkotyki

Straty mogą być bardzo duże. W rankingu Interpolu przestępczość internetowa wyprzedziła pod względem „dochodowości” handel narkotykami. Według danych Cisco 45% cyberataków w naszym kraju spowodowało straty wynoszące ponad 100 000 USD. Wg badania KPMG z listopada 2018 r. 45% firm w Polsce wykorzystuje urządzenia mobilne do dostępu do firmowej poczty, zaś́ 22% organizacji realizuje część procesów biznesowych z wykorzystaniem aplikacji mobilnych. 64% firm uważa, że zagrożenie atakami na urządzenia mobilne wzrosło w ciągu ostatniego roku i ta tendencja utrzyma się w przyszłości – to jednak dane z całego świata, w Polsce z taką świadomością jest gorzej. Firmy, które poświęciły bezpieczeństwo urządzeń mobilnych na rzecz większej wygody użytkowania są 2,4 raza bardziej podatne na utratę danych i przestoje.

Fakt, że do ataków wykorzystywane są w Polsce telefony potwierdza Policja, m.in. z woj. lubuskiego. Wykryty tam atak polega na wysyłaniu przez przestępców wiadomości SMS informujących o konieczności dopłaty za usługę, z której atakowani rzeczywiście korzystali np. sieci komórkowej czy kablówki. W wiadomości podawany jest link do strony, przez którą należy dokonać opłaty. Ponieważ w SMSie podawano niewielkie kwoty, wiele osób realizowało operację bez weryfikacji jej zasadności. Niestety zamiast 5 czy 10 zł z ich kont hakerzy pobierali dużo wyższe kwoty – nawet kilka tysięcy złotych.

Sprawdź inne teksty eksperckie na Antyweb:

Fałszywe linki podawane w SMSach mogą prowadzić do instalacji na smartfonie aplikacji czy oprogramowania wykradającego dane, treści plików PDF czy tabel excela np. z zestawieniami finansowymi czy adresami kontrahentów. Zapisy z kalendarza, zdjęcia czy e-maile mogą posłużyć jako materiał do szantażu i żądania zapłaty okupu w zamian za nieujawnianie niewygodnych treści. Złośliwe oprogramowanie zainstalowane na telefonie może prowadzić też do kradzieży danych podczas logowania do mobilnych aplikacji bankowych. Znane są już przypadki wyczyszczenia firmowego konta z użyciem wykradzionego loginu i hasła do banku. Zagrożenia pojawiają się nie tylko podczas próby połączenia z serwerem czy po pobraniu zainfekowanego pliku, ale przez cały czas, ponieważ często przypominają konia trojańskiego i uśpione czekają na najlepszy moment, aby skompromitować firmę.

Strategia cyberochrony firmy, która nie zabezpiecza telefonów, to zła polityka, a luka w cyberochronie smartfona coraz częściej staje się dla przestępców autostradą do zasobów firmy. Przedsiębiorstwo może być w ten sposób narażone na duże koszty, bo każdy komputer czy smartfon podpięty do Internetu stanowi potencjalny cel ataku, a dla firmy wiele danych jest bezcenne. Ignorancja w kwestii cyberbezpieczeństwa urządzeń mobilnych może skończyć się olbrzymimi kosztami, dotkliwymi karami, a nawet likwidacją przedsiębiorstwa. Skuteczny atak może wywołać duże problemy nie tylko finansowe, ale także prawne, również pod względem ostatnich regulacji dotyczących RODO. Ochrona nabiera więc ogromnego znaczeniaocenia Wojciech Gołębiowski z Veronym.

Użytkownika nie zawsze chronią oficjalne sklepy z aplikacjami

O ile sytuacja w platformie iOS jest zwyczajnie dobra – umieszczane tam aplikacje z reguły są bezpieczne, a obostrzenia wynikające z regulaminu AppStore zdają się dobrze współgrać z zabezpieczeniami repozytorium, nie można powiedzieć tego samego o Google Play, które w ciągu tylko ostatniego roku miało z tym ogromne problemy. I to mimo funkcjonującego mechanizmu Google Play Protect, a także uczenia maszynowego, które zajęło się analizą programów znajdujących się na urządzeniach użytkowników.

W ostatnim czasie znaleziono dowody na to, że wewnątrz sklepu Google Play funkcjonowała „siatka” programów, które wykorzystują zasoby urządzeń z Androidem po to, aby wyświetlać na nich (w tle) reklamy. To niestety skutkowało zajęciem niemałej mocy obliczeniowej oraz nadwyrężeniem pakietów internetowych – jak podają autorzy alertu nawet w skali do 10 GB miesięcznie. To nierzadko więcej niż wynosi „średni” pakiet mobilnego internetowy sprzedawany przez polskich operatorów. Za złośliwy mechanizm w aplikacjach odpowiadał malware „DrainerBot” obecny w kilkunastu programach umieszczonych w sklepie Google Play – wśród nich były narzędzia służące do zarządzania czasem oraz gry – razem pobrane około 10 mln razy.

Użytkownicy skarżyli się na drastycznie zwalniające telefony oraz tablety, a także niską kulturę pracy tychże: sprzęty zauważalnie nagrzewały się tak, jakby cały czas były podłączone do ładowania. Niestety, działanie DrainerBot powodowało nie tylko szybsze zużywanie się pakietu mobilnego internetu, ale i błyskawiczne drenowanie energii zgromadzonej w akumulatorze.

Google w niedawnym raporcie chwaliło się, że potrafi likwidować coraz więcej tego typu zagrożeń w sklepie Play, a Protect jest w stanie skanować miliardy aplikacji na urządzeniach w skali tylko jednego dnia. Nie powoduje to jednak znaczącego zwiększenia bezpieczeństwa platformy Android i użytkownicy powinni mieć się na baczności – również ci, którzy ze swoich telefonów korzystają w firmach.

W przypadku telefonów oraz tabletów warto pamiętać, by:

  • Zawsze sprawdzać, czy mamy do czynienia z prawdziwą aplikacją. Może okazać się, że cyberprzestępcy intencjonalnie nazywają swoje programy podobnie do tych najpopularniejszych, by przekierować zainteresowanie z oryginalnego programu na ten złośliwy. Jeżeli mamy jakiekolwiek wątpliwości – warto zrezygnować z pobrania aplikacji.
  • Przed instalacją aplikacji warto przeczytać recenzje – jeżeli te wskazują na dziwne zachowanie programu, złośliwe mechanizmy – obligatoryjnie powinniśmy podjąć decyzję o zaniechaniu pobierania.
  • Pobraliśmy aplikację, a telefon zaczął zachowywać się „dziwnie”? Warto poinformować o tym fakcie użytkowników w sklepie Google Play oraz spróbować odinstalować feralny program. Jeżeli i to nie pomaga, warto zaopatrzyć się w pakiet anty – malware ze sklepu Google Play.
hakerzy

Najskuteczniejsza cyberochrona w pakiecie – komputera i smartfonu

Dla firmy, która na stanie ma kilka komputerów i podobną liczbę telefonów służbowych, zatrudnienie specjalisty od cyberochrony jest nieosiągalne ze względów kosztowych. Są jednak możliwości outsourcingu takich zadań, czyli zakupienia zabezpieczenia od firm w tym się specjalizujących i udostępniających je np. w modelu miesięcznego abonamentu. Coraz częściej w pakiecie zapewniającym cyberochronę komputera firmowego jest też zabezpieczenie smartfona.

My do ochrony telefonów wykorzystujemy technologię chmury obliczeniowej, dla której pojęcie lokalizacji nie istnieje. Nasza usługa chroni równocześnie komputer i smartfon. W takim modelu jest to też dla przedsiębiorcy z segmentu MSP znacznie tańsze. Korzystanie wyłącznie z zabezpieczenia komputera w sytuacji, kiedy jest sparowany z telefonem jest archaiczne, nieskuteczne i niewystarczające. Telefon może stać się autostradą do najcenniejszych zasobów firmymówi Wojciech Gołębiowski z Veronym

Artykuł eksperci przekazany Antyweb przez: Veronym / Brandscope