2

No jasne, że gry wideo mogą być sztuką. To przecież materiał prosto z muzeum!

Dyskusja o tym, czy gry wideo są sztuką czy nie... właściwie nigdy nie ustaje. No to jak, są czy nie są? Biorąc pod uwagę wystawę Iana Chenga, chyba jednak są. A przynajmniej mogą być.

Jestem z tych, dla których pojęcie sztuki jest na tyle abstrakcyjne samo w sobie, że trudno mi znaleźć jakąkolwiek pasującą do niego definicję. A mimo wszystko dyskusja o tym, czy coś jest sztuką (a jeśli tak, to jaką: wysoką czy niską?) nie ustaje. Ludzie lubią się przerzucać pomysłami, lubią tez udowadniać sobie to i owo — nawet na siłę. No ale jeżeli coś trafia do muzeum w formie wystawy i cieszy się dobrą opinią, to chyba można założyć, że tą sztuką jest. Prawda?

Nietypowe gry wideo w MoMA

Museum of Modern Arts (MoMA) to niewątpliwie jedno z najważniejszych miejsc, kiedy mówimy o sztuce współczesnej. I skoro tam mamy do czynienia z grami, to znak, że coś się dzieje. A mamy, bowiem tam właśnie można oglądać wystawę Iana Chenga, zatytułowaną Emissaries (pl. emisarjusze). Co w niej takiego niezwykłego? Otóż wszystkie jej odsłony prezentowane w galerii stworzone są na silniku gry wideo. Sam autor mówi o swojej pracy jako o grze, która… gra się sama.

Sztuka zawitała też na Twitcha

Podstawowa wersja Emissaries wyświetlana jest na wielkich rzutnikach w nowojorskim muzeum. Ale to jeszcze nie wszystko, jej specjalna wersja dostępna jest także wirtualnie. I w czasie emisji, może ją obejrzeć każdy… na Twitchu, wystarczy zajrzeć na oficjalne konto MoMA.

Współczesna sztuka nie boi się sięgać po nowe formy, a to jest najlepszy dowód. I owszem, zaraz usłyszę zarzuty, że to nie do końca gra. Bo przecież „przechodzi się sama”. To prawda. Ale jest to ekspozycja zbudowana na bazie silnika, w którym równie dobrze użytkownik mógłby dostać trochę władzy nad postaciami i światem — jednak to wymagałoby nieustannego sprawowania kontroli, a pewnie zaburzyłoby też nieco narrację. Może zatem problemem nie jest to, czy gry są sztukąale które z nich są. To trochę tak jak z rysunkami. Moje niekoniecznie nadają się do muzeum.

Źródło