15

To najpiękniejsza gra niezależna tego roku. Ale czy piękna oprawa wystarczy? Recenzja Gris

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem zwiastun Gris byłem zachwycony. Gra prezentowała się niesamowicie, a oprawa graficzna nie przypominała w zasadzie niczego, co widziałem do tej pory w grach wideo. Trzeba jednak pamiętać, że w elektronicznej rozrywce chodzi o rozrywkę, a nie tylko o warstwę graficzną czy dźwiękową. I niestety na tej płaszczyźnie Gris jest zwykłym przeciętniakiem.

Gris to opowieść o uczuciach głównej bohaterki. Nie wiemy kim jest, skąd się wzięła, w pierwszych minutach próbujemy iść na jej chudych, dziwnych nogach. Później odkrywamy, że kluczowa dla opowieści jest sukienka, dziwne światła, bohaterka potrafi kolorować świat i wykorzystywać moce, których uczy się po drodze. Chciałbym powiedzieć, że ta opowieść ma sens, ale nie potrafię. Będziecie musieli znaleźć go sami bazując na uczuciach, które pojawią się w Waszych głowach podczas zabawy. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale i Gris jest grą dziwną – niektórych zmusi do refleksji, inni kompletnie nie zrozumieją o co chodzi. To miła odmiana od opowieści prowadzących za rączkę. Z drugiej strony ogranicza krąg odbiorców, nie jest to bowiem produkcja dla wszystkich. Rzekłbym nawet, że Gris potrafi być grą trudną w odbiorze. Ale wygląda rewelacyjnie.

Piękno, prawdziwe piękno

Oprawa graficzna i dźwiękowa Gris to majstersztyk. Część producentów zabija się o wyższe rozdzielczości czy lepsze oświetlenie, a autorzy Gris śmieją im się w twarz i używają teoretycznie prostych rzeczy – w końcu to gra 2d. Proste nie było jednak na pewno stworzenie tej oprawy, bowiem podobno wszystko zostało ręcznie narysowane. I Gris zachwyca oprawą, zarówno na pierwszym, jak i na drugim planie. Z czasem odblokujecie kolejne kolory świata, przez co całość zachwyci ponownie. Świetna praca kamery, która oddala się wtedy kiedy trzeba wykonać coś na dalszej części ekranu – zbliży się gdy istotny jest jakiś element niedaleko. Bajka. Jest też dopracowana animacja, na którą po kilkudziesięciu minutach przestaniecie zwracać uwagę, ale na początku zabawy nie będziecie się mogli napatrzeć. Do tego piękna ścieżka dźwiękowa, która podobnie jak ta z Child of Light na pewno będzie mi towarzyszyć w formie samych utworów.

Oprawa audiowizualna to bezapelacyjnie najmocniejszy element Gris i nawet jeśli nie chcecie w ten tytuł zagrać, pooglądajcie tę przygodę gdzieś na YouTube, naprawdę warto. Bo Gris lepiej się ogląda niż w nią gra.

I nijaka mechanika

No i dochodzimy do najgorszego elementu tej produkcji, czyli samej rozgrywki. Wydawało mi się, że dostanę prostą zabawę podczas której będę się skupiał przede wszystkim na oprawie. I w sumie dostałem, bo mechanika gry jest prosta. Sęk w tym, że zamiast dać się ponieść relaksującej rozgrywce jak na przykład w świetnym Journey, dostałem festiwal łamigłówek – i nie byłoby w tym nic złego gdyby nie blokowały one płynności zabawy. Część zagadek jest banalnie prosta, część będziecie “kminić” przez 15 minut nie mogąc znaleźć rozwiązania. I o ile w takim Limbo to miało sens, tu wydaje się często wepchnięte na siłę tylko po to, żeby gra nie skończyła się za szybko. Jako platformówka Gris też się nie broni, bo i wspomniana mechanika jest za prosta. Jakby twórcy nie mogli się zdecydować na co położyć większy nacisk. Momentami męczyłem się z tą grą i nie wyłączałem jej tylko dlatego by zobaczyć jak zmieni się świat i czym jeszcze zaskoczą wizualnie twórcy. Gris rozgrywką kompletnie mnie nie wciągnęła i to mój największy zarzut. Wkurzało mnie na przykład szukanie “światełek”, które później torowały mi dalszą drogę – niby świat jest otwarty dla zwiedzających, a jednak blokuje eksplorację i pchnięcie fabuły do przodu. Tylko znowu ta fabuła w żaden sposób nie wciąga. Tu bardziej czuć emocje i za to na pewno dla Gris duży plus. Jeśli oczywiście dacie im się ponieść, część osób może bowiem uznać, że to zwykłe smęcenie bez sensu.

Werdykt

Jeśli chodzi o oprawę audiowizualną – Gris to małe dzieło sztuki i tu nie mam najmniejszych wątpliwości. Ręcznie rysowana postać i tła prezentują się rewelacyjnie, a wszystko to doprawiono melancholijnym klimatem zachęcającym do refleksji. Niestety na pozostałych płaszczyznach jest przeciętna, potrafi też często nużyć lub irytować. Przed premierą spodziewałem się albo relaksującego samograja w stylu Journey lub Flower, albo czegoś na kształt Limbo i Inside. Niestety nie znalazłem tu ani jednego, ani drugiego. Gdzieś w tej całej artystycznej perfekcji i pięknie zgubił się gameplay i fabularna opowieść, która totalnie do mnie nie przemówiła. Nudziłem się ponadto przy fragmentach, w których…nic się nie działo. Biegłem przed siebie bez sensu, potem docierałem do jakiejś łamigłówki – rozwiązywałem ją i biegłem bez sensu. Nie przepadam za takim schematem zabawy i po pewnym czasie nie potrafiłem już nawet docenić kunsztu wykonania gry, bo gdzieś z tyłu głowy czułem, że na to bieganie zwyczajnie tracę czas.

Gris jest piękna, ale pod każdym innym względem grą przeciętną. Jeśli więc jesteście miłośnikami oprawy i chcecie zobaczyć najładniejszą niezależną grę tego roku – a może i ostatnich lat – włączcie Gris. Jeśli jednak oprawa jest dla Was jedynie dodatkiem, a liczy się przede wszystkim gameplay – to nie jest produkcja dla Was. Mnie aspekt wizualny zachwycił, więc ocena nie należy do niskich.

ps. Grałem na Switchu – wszystko działało tak jak trzeba, nie zauważyłem przycięć czy kompromisów jeśli chodzi o oprawę.

Ocena: 7/10