Gry

Gra jest za prosta? Może więc nie jest skierowana do Ciebie

PW
Paweł Winiarski

Pierwszy komputer, Atari 65 XE, dostał pod choinkę...

7

Niedawno pisałem o tym, że jestem zniesmaczony tym, jakiego rodzaju mikrotransakcje znalazły się w nowym Mortal Kombat. Twórcy chcą oddać w ręce graczy łatwy sposób na zrobienie fatality. Moje zdziwienie trochę minęło po tym, jak przypomniałem sobie, że przecież gry ogólnie stały się łatwiejsze. A z...

Niedawno pisałem o tym, że jestem zniesmaczony tym, jakiego rodzaju mikrotransakcje znalazły się w nowym Mortal Kombat. Twórcy chcą oddać w ręce graczy łatwy sposób na zrobienie fatality. Moje zdziwienie trochę minęło po tym, jak przypomniałem sobie, że przecież gry ogólnie stały się łatwiejsze. A z drugiej strony mówi się o świetnej sprzedaży takich tytułów jak Bloodborne, gdzie poziom trudności jest nieporównywalnie większy. Czyli czego w zasadzie chcemy? Prostoty, czy powrotu do trudnych produkcji?

Próbuję przypomnieć sobie najtrudniejsze gry z jakimi miałem kiedykolwiek styczność. Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to leciwe już Battletoads, a drugie - równie leciwe Super Ghouls 'n Ghosts. To akurat ewenementy jeśli chodzi o stare platformówki, ale jeśli mieliście przyjemność zasiadać wtedy przed konsolami lub komputerami, na pewno pamiętacie, że nie było łatwo. Co w zasadzie stało się z rynkiem gier, że od kilku lat mamy tyle samograjów, a ultratrudne zadania zamieniono na banalnie proste sekwencje QTE?

Kim był gracz powiedzmy 20 lat temu? Pasjonatem, który odstawał od większości nie tylko samymi zainteresowaniami, ale także refleksem czy umiejętnościami posługiwania się takimi urządzeniami jak pad czy dżojstik. Grom było daleko do mainstreamu, choć na zachodzie reklamy potrafiły pojawiać się również w dużych telewizjach. Mimo to jednak gracze tworzyli zupełnie inną grupę ludzi. Mieli swoje imprezy, o których nie trąbiło się w telewizji i swoje sklepy, które „normalni” ludzie omijali szerokim łukiem. Doskonale widać to było w Polsce, szczególnie za czasów starych konsol Nintendo, komputerów Atari czy Commodore. Gry wydawały się kimś dla wybranych, a my uważaliśmy siebie za ludzi wyjątkowych.

Trudno jednoznacznie ocenić który tytuł był dla tej sytuacji przełomowy. Może Lara Croft, która powoli wchodziła do popkultury - może powtarzające się co roku odsłony Call of Duty, które w dzień premiery kupowały miliony. Jedno stało się jednak pewne - gry przestały być rozrywką niszową, stały się takim samym sposobem na spędzanie czasu jak kino, teatr czy książka. Ogromną rolę miało w tym dorastanie osób, które wychowywały się przy grach. Nagle rozwydrzone dzieciaki z padami w rękach stały się rodzicami - zarabiającymi i chcącymi kupować gry przy okazji zakupu płyty z muzyką czy wizyty po spożywcze zakupy. Jednocześnie gry zaczęły wyglądać tak, że były w stanie zainteresować zwykłego zjadacza chleba, a budżety na poszczególne produkcje sprawiły, że reklamy docierały dalej.

Okazało się, że tak zwanymi casualami zostały osoby, które z elektroniczną rozrywką nie miały nigdy nic wspólnego. No ale jak tacy gracze mieliby nie zrazić się grą, jeśli poziom trudności był wyzwaniem nawet dla osób, które z niejednej konsoli czy PC-ta chleb jedli? Weźmy wydane niedawno The Order 1886. Poza kilkoma fragmentami gra przechodzi się praktycznie sama. Czy jest przez to gorsza? Nie. Jest przystępniejsza, dzięki czemu świetnie bawić się będzie Jan Kowalski, który pierwszą grę przeszedł w wieku 7 lat, jak również Janina Kowalska, która pierwszy albo drugi raz w życiu trzyma pada w dłoniach. A dzięki temu zwiększy się sprzedaż, bo grono odbiorców takiej pozycji jest zdecydowanie większe niż gier o normalnej trudności. Powiecie, że przecież w reklamach nie będzie słowa o tym, że gra jest prosta. Jasne, ale na pewno znajdziecie w swojej pamięci sytuację, kiedy niegrająca osoba zapytała Was, czy da sobie z jakąś grą radę - bo przecież nigdy nie grała albo praktycznie nie gra. Strzelanie ptakami i bawienie Pana Kupy się przecież nie liczy.

Z drugiej strony mamy totalne przeciwieństwo tego trendu. Ogromna popularność wydanego niedawno Bloodborne nie powinna nikogo dziwić. Swoje zrobiła machina promocyjna Sony, ale podczas gdy robi się coraz więcej gier dla każdego, hardkorowi gracze bardzo chętnie kupują (nawet w ciemno), produkcje które poziomem trudności przypominają im o starych czasach. Czasach, kiedy szukało się opisów w gazetach, pytało znajomych jak poradzić sobie z jakimś fragmentem albo szło spać złym jak osa, by rano obudzić się z genialnym pomysłem na poradzenie sobie z wirtualnym problemem.

Skoro mamy więc dostęp do normalnych, trudnych i bajecznie prostych gier, może warto darować sobie najeżdżanie na te najprostsze produkcje? Niech gry dają frajdę wszystkim, a nie tylko wybrańcom.

PS. łatwych fatality w Mortalu nie jestem jednak w stanie zaakceptować.

grafika: 1, 2, 3

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

The Order 1886bloodborne