5

Google vs. Microsoft: sex, patenty i Android

Microsoft i Google nie przepadają za sobą – stwierdzenie (choć wybitnie łagodne) jest tak oczywiste, jak siła grawitacji. Mało tego, relacje obu firm porównać można do taniego romansidła, w którym bohaterowie po nieudanym związku obrzucają się stekiem wyzwisk, ciskają gromy i wywlekają na wierzch wszelkie popełniane błędy. Dobitny tego przykład mieliśmy w ubiegłym tygodniu kiedy […]

Microsoft i Google nie przepadają za sobą – stwierdzenie (choć wybitnie łagodne) jest tak oczywiste, jak siła grawitacji. Mało tego, relacje obu firm porównać można do taniego romansidła, w którym bohaterowie po nieudanym związku obrzucają się stekiem wyzwisk, ciskają gromy i wywlekają na wierzch wszelkie popełniane błędy. Dobitny tego przykład mieliśmy w ubiegłym tygodniu kiedy urażona duma Mountain View znalazła ujście w poście wiceprezesa i głównego dyrektora ds. prawnych Davida Drummonda. Wygarnął on w sposób nad wyraz dobitny porozumienie zawiązane między ekipami z Redmond i Cupertino osiągnięte przy zakupie patentów Novell i Nortel w czerwcu bieżącego, porównując je łóżkowego tête-à-tête obu firm.

Jeszcze tego samego dnia swoją ripostę opublikowali główny radca prawny Microsoftu Brad Smith oraz szef departamentu komunikacji firmy z Redmond Frank Shaw. Ujawnili, że dużo wcześnie, przy okazji transakcji związanej z patentami Novella, zaproszenie do alkowy otrzymało właśnie Google. Zostało ono jednak odrzucone. Nie trzeba być na bieżąco z doniesieniami z Doliny Krzemowej, by domyślić się, że chwilę później nastąpiła kolejna partia obrzucania się gnojówką. Skąd jednak tak zaognione starcie? Parafrazują starą mądrość ludową: gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o patenty.

Gdzieś na przełomie roku 2010 i 2011 Novell postanowił pozbyć się części należących doń patentów wystawiając je na sprzedaż. Wśród nich pojawiły się m.in. takie, które wybitnie na rękę były ubogiemu w dokumenty własności intelektualnej Google. Nie od dziś wiadomo w końcu, że firma dowodzona niegdyś przez Erica Schmidta posiada około 1000. Brakuje im jednak tego, który pozwoliłby wyzwolić się spod jarzma Microsoftu, tego samego, który na każdym sprzedanym telefonie z Androidem zarabia 15 dolarów. Wyjście z tej sytuacji znajdowało się właśnie w novellowskim pakiecie. To wtedy Microsoft zaproponował Google porozumienie i wspólny zakup tychże praw. Wyszukiwarkowy gigant odrzucił „hojną” ofertę, przyjęta zresztą w dość chłodny i zachowawczy sposób. Z niedowierzaniem patrzono na ofertę współpracy jednego z największych wrogów. Mało tego, system Android stworzony przez Google stał za uśmierceniem Windows Mobile.

Odrzucając zatem ofertę z Redmond, Google pozbawiło się szans na pozyskanie nowych patentów. Zamiast tego nowymi właścicielami stał się alians tworzony mi.n przez Microsoft i… Apple. Takie zestawienie nie nastrajało optymistycznie. Okazało się, że takie mariaże nie podobają się także Departamentowi Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych. Uznał on bowiem, że zakupy niektórych z tych patentów nie są tej potężnej koalicji potrzebne i nakazał ich odsprzedaż. Kiedy to nastąpi, na razie nie wiadomo.

Wiadomo jednak, że te wspólne zakupy nie były jedynymi. Na przełomie czerwca i lipca bieżącego roku miało miejsce poważne starcie o bogate portfolio patentów należących do kanadyjskiego Nortel. Google wyraziło wówczas swoje zainteresowanie wykładając 900 milionów dolarów jako wpisowe do aukcji. Tyle tylko, że końcowa cena, jaką zapłacił zwycięzca wyniosła, bagatela 4,5 miliarda dolarów! Zwycięzcą okazał się kolejny projekt partnerski kilku firm, w tym… Microsoftu, Apple i RIM. Tym razem Departament Sprawiedliwości nie dopatrzył się już żadnych uchybień i 6 tysięcy patentów zmieniło właściciela.

Co dalej? Teraz zaczyna się wzajemna wymiana płynów ustrojowych, plucie, obsikiwanie, a kto wie czy w ruch nie pójdą inne ekstrementy. Google budzi się powoli z ręką aż po łokieć zanużoną w nocniku, zawartość którego jest nader obfita. Na horyzoncie zarysowuje się jednak koło ratunkowe: 8,8 tysięcy patentów InterDigital. Wśród nich te szczególnie pomocne, mogące wydrzeć z rąk Steve’a Ballmera te 15 dolców. Warunek: zdecydowane zakupy. Niewykluczone, że ze wsparciem w tej ciężkiej batalii przyjdzie także Motorola. Do tego namawia amerykańskiego producenta jeden z jego udziałowców, Carl Ichan. Moto to w końcu portfel wypełniony 17 tysiącami zatwierdzonych patentów, a dodatkowe 7,5 tysiąca czeka na pieczęć Urzędu Patentowego.

Oczywiście trudno dziwić się załodze z Mountain View, ze odrzuciło zaproszenie do walca od Microsoft. W biznesie panuje prosta zasada: „nigdy nie ufaj kontrahentom”. Szczególnie jeśli ci są twoimi zawziętymi wrogami. Google jest jednak samo sobie winne obecnej sytuacji. Zamiast budować portfolio patentów, firma całkowicie zignorowała czyhające w tych zakamarkach prawnych zagrożenie. A jeśli nawet nie, to głównodowodzący kierowali się nadmiernym hurraoptymizmem. Teraz pokutują.