17

Google udostępnił Picasa 3.9. Jest sporo zmian na lepsze

Google Picasa to program do niedestrukcyjnej edycji zdjęć, który posiada całkiem spore możliwości i bajecznie prostą obsługę. Niedestrukcyjna edycja oznacza, że źródłowe zdjęcie nigdy nie zostaje zmodyfikowane, wszelkie zmiany zapisywane są w ukrytych plikach tekstowych i generowane w czasie rzeczywistym, w momencie wyświetlania zmodyfikowanego zdjęcia. Oczywiście zmodyfikowane zdjęcie możemy wyeksportować i wysłać mailem, natomiast nigdy […]

Google Picasa to program do niedestrukcyjnej edycji zdjęć, który posiada całkiem spore możliwości i bajecznie prostą obsługę. Niedestrukcyjna edycja oznacza, że źródłowe zdjęcie nigdy nie zostaje zmodyfikowane, wszelkie zmiany zapisywane są w ukrytych plikach tekstowych i generowane w czasie rzeczywistym, w momencie wyświetlania zmodyfikowanego zdjęcia. Oczywiście zmodyfikowane zdjęcie możemy wyeksportować i wysłać mailem, natomiast nigdy nie utracimy oryginału. Nowa wersja przynosi integrację z Google+, porządki w interfejsie, oraz 24 nowe efekty i filtry. Wrzucanie zdjęć na G+ stało się jeszcze łatwiejsze, ale Picasa to znacznie więcej, niż tylko wysyłanie zdjęć na serwer.

Pierwsza i najważniejsza zmiana, która prawdopodobnie była głównym impulsem do wydania nowej wersji programu, to integracja z serwisem społecznościowym Google. Do niedawana jedyne dostępne opcje dotyczące udostępniania naszych fotografii obejmowały album publiczny, album dostępny z linka, niewyświetlany w publicznej galerii i rozmaite kombinacje udostępniania albumu tylko wybranym kontaktom z Gmail. Pierwsze opcje pozostały bez zmian, natomiast pogmatwane udostępnianie określonym kontaktom zostało zastąpione udostępnianiem do kręgów w G+, które jest teraz domyślną opcją. Wystarczy wybrać zdjęcia, które chcemy umieścić w internecie, a następnie określić czy mają być dostępne publicznie, czy w dowolnej kombinacji naszych kręgów. Tak jest zdecydowanie łatwiej i szybciej, niż wcześniej.

Dodatkowo znikły rozmaite opcje dotyczące zmniejszenia zdjęć w locie do określonej rozdzielczości, teraz możemy albo wrzucić zdjęcia w rozdzielczości oryginalnej bez zmian, albo w rozdzielczości „najlepszej do udostępniania w internecie”. Druga opcja oznacza po prostu, że przesyłane grafiki będą miały rozdzielczość nie większą niż 2048×2048, ponieważ obrazy do tej wielkości nie liczą się do limitu pojemności naszego konta i możemy ich przesłać nieskończenie wiele. O zniesieniu limitu na obrazy poniżej 2048 pikseli parę miesięcy temu pisał Szymon Barczak.

Podsumowując, proces udostępniania zdjęć została maksymalnie uproszczony w pozytywnym sensie. Jest błyskawiczny, ilość koniecznych kroków zredukowano do minimum, uwzględniając najważniejsze zmienne. Udostępnianie zdjęć jest bajecznie proste, a brak limitów tylko do tego zachęca.

Druga zmiana dotyczy tagowania osób na zdjęciach. W rozwijanym menu wyświetlone zostaną osoby nie tylko z kontaktów Gmail, ale również te, które mamy w naszych kręgach. Wszystkie otagowane osoby zostaną powiadomione mailowo z prośbą o potwierdzenie oznaczenia. Picasa sama zasugeruje, żeby udostępnić zdjęcia tym osobom, które zostały oznaczone. Więcej informacji o tagowaniu i jego konsekwencjach można znaleźć pod tym adresem. Ponieważ nie chciałem wykorzystywać zdjęcia swoich znajomych, w tym wypadku posiłkuję się grafiką z oficjalnego blogu Picasa.

Kolejna zmiana dotyczy dodania 24 nowych efektów. Najwidoczniej Google pozazdrościł sukcesu Instagram i postanowił udostępnić swoim użytkownikom podobne narzędzie, które pozwoli nadać zwyczajnym zdjęciom bardziej niepowtarzalny charakter. Poniżej przedstawiam zestawienie kilku najbardziej interesujących efektów. Zdjęcie źródłowe, nie podane modyfikacjom znajduje się po środku dolnego rzędu. Całą stykówkę można powiększyć klikając na nią.

Lista efektów, licząc od lewego górnego rogu, przedstawia się następująco: proces krosowy, lata 60, dwuton, polaroid, zdjęcie niemodyfikowane, jeszcze jedna wariacja procesu krosowego.

Pewnie doczekamy się wysypu nieśmiertelnych, wyblakłych polaroidów na G+, jak i innych oznak barku umiaru jeśli chodzi o stosowanie rozmaitych efektów specjalnych. To jednak nie wina narzędzia, lecz ludzi, którzy go stosują. Wiele z efektów posiada bogate możliwości konfiguracji (dwuton), wszystkie są bardzo szybkie i łatwe w zastosowaniu. Podkreślenie pewnych cech obrazu, nadanie mu określonego klimatu, jest stosowane od zawsze, bynajmniej nie od czasu powstania Photoshopa. Nawet miejscowa korekcja ekspozycji ma swoje źródło jeszcze w fotograficznej ciemni, podobnie jak proces krosowy (stąd jego nazwa). Tutaju również wprowadzone zmiany oceniam jak najbardziej pozytywnie.

Na koniec została bardzo niepozorna zmiana, ale wbrew pozorom będąca potężnym narzędziem :) Chodzi o edycję porównawczą, umożliwiającą podgląd dwóch wersji obrazu jednocześnie. Istnieją dwie wariancje tej opcji. Możemy mieć podgląd tego samego zdjęcia przed i po wprowadzonych zmianach, dzięki czemu łatwiej ocenimy czy zmiany, które wprowadziliśmy są na lepsze, oraz czy cała modyfikacja nie zaszła już odrobinę za daleko.

Możemy też zdjęcie które aktualnie obrabiamy porównać do całkiem innego zdjęcia, np. takiego, które pobraliśmy z internetu. Mając możliwość takiego porównania znacznie łatwiej możemy próbować naśladować efekt, który u kogoś zauważyliśmy i się nam spodobał, po prostu manipulując suwakami różnych efektów aż zdjęcia staną się podobne.

Być może ostatnia funkcja nie każdemu się przyda, ale osobiście bardzo ją doceniam i nie raz zrobię z niej użytek.

Oprócz tego Google oczyścił interfejs aplikacji usuwając niezbyt często używane ikony z dolnego paska programu. Zniknęły skróty do Opublikuj w Bloggerze!, kolażu, filmu (można je znaleźć w menu „Utwórz”) i sklepu. Jeśli komuś zależy, żeby je przywrócić na swoje dawne miejsce, może skorzystać z tej instrukcji.

Od siebie dodam, że niezależnie od wyżej wymienionych funkcji programu, nawet jeżeli ktoś w ogóle nie planuje publikować zdjęć w sieci, Picasa sanowi genialne narzędzie do zarządzania swoją biblioteką zdjęć na dysku. Po pierwsze, umożliwia tagowanie zdjęć i błyskawiczne ich wyszukiwanie, nawet pośród bardzo „ciężkich” plików RAW, NEF czy DNG, dzięki czemu możemy z łatwością znaleźć np. wszystkie zdjęcia naszego czworonożnego pupila, ze wszystkich lat. Ponieważ program jest darmowy, nie ma problemu, żeby wykorzystać go na wielu komputerach, ani niebezpieczeństwa, że stracimy dostęp do naszej bazy tagów. Po drugie umożliwia wykonanie kopi zapasowej zdjęć z podzieleniem ich na wiele płyt DVD, z możliwością zaglądania na płyty w oraz sprawdzenia na której płycie znajduje się szukane zdjęcie (archiwum nie jest pakowane, w celu podzielenia na więcej nośników). Dodatkowo dzięki Picasie możemy podglądać pliki, które normalnie można otworzyć tylko w wyspecjalizowanych programach, a nie przeglądarce obrazów, np. wspomniane pliki RAW, NEF czy DNG.

Dlatego polecam Picasę każdemu. Ja znajduję dla niej zastosowanie pomimo posiadania tandemu Photoshop i Bridge.

Nową Picasę można pobrać stąd.