5

Jesteśmy skazani na „SPAM w Google”. Wszystko przez postęp

Swego czasu zastanawiałem się nad tą kwestią i doszedłem do wniosku, że albo Google jest przygotowane na ewentualność masowego powstawania śmieciowych treści "pod SEO", albo czeka nas dosłownie zalew tego typu materiałów i ujawnienie poważnych wad jego algorytmu. Wyobraźcie sobie, że sztuczna inteligencja zajmie się tworzeniem tekstów zoptymalizowanych pod wyszukiwarki. Co wtedy?

Jak donosi ważny w dyskursie na ten temat tekst na The Verge – taki scenariusz nie tyle jest możliwy, co zasadniczo już się spełnia. Jednak jeszcze na razie, prym w działaniach wycelowanych w wyszukiwarki wiodą ludzie – specjaliści od SEO wspieranie przez copywriterów albo copywriterzy mający doskonałe przygotowanie w zakresie pisania materiałów „lubianych” przez algorytmy.

W branży częstym zjawiskiem jest „przepisywanie treści” w taki sposób, by nawet po poważnej zmianie w algorytmie osiągały one jak najlepsze wyniki. Jednoznacznie złą praktyką jest kradzież cudzej treści i modyfikowanie jej w takim zakresie, by Google nie połapało się w tym procederze. Jeżeli jeszcze tego nie wiecie – algorytmy badają materiały również pod kątem ich oryginalności – jeżeli zostanie odkryty plagiat, konkretna witryna otrzymuje karę i trudno będzie jej się kiedykolwiek wybić w kontekście najwyższych miejsc na liście wyników.

Sztuczna inteligencja pisze pod SEO

Wiecie, co? Często spotykam się z treściami pisanymi „bezczelnie” pod wyszukiwarki i doskonale widać, że są one tworzone dla tego celu absolutnie na siłę. Tak, jakby nie liczyło się kto tak naprawdę będzie ten tekst czytał, tylko pozycja na pierwszej stronie wyników pod konkretną frazę. I tak samo jak nie jest trudne zidentyfikowanie materiału tworzonego „bezczelnie” pod SEO-wego briefa, tak na razie nie ma problemów z rozróżnieniem tekstu pisanego człowieka i AI. Ta druga nie charakteryzuje się taką kreatywnością jak ludzie, stosuje powtórzenia i bazuje na bardzo prostych komunikatach. W jej działaniach nie widać nieszablonowości – istotne jest tylko to, co po prostu działa.

Google

Więc na razie nie powinniśmy się bać sztucznej inteligencji piszącej pod SEO, prawda? Cóż, nieprawda. Wyobraźcie sobie, że konkretne narzędzie jest wytrenowane do pisania na zadany temat tak, aby pojawiać się wysoko w wynikach wyszukiwania. Robi to szybciej niż człowiek, który musi poświęcić czas na research, poprawki, trzymanie się wytycznych i tak dalej. Może się okazać, że niektórzy wydawcy, którzy będą chcieli wskoczyć na wysokie miejsca w wynikach Google’a wykorzysta jej potencjał i zacznie produkować absolutne masówki, przy okazji oszczędzając pieniądze przynajmniej na copywriterach.

Do tego na pewno dojdzie. A co, jeśli komuś zamarzy się umieszczenie fake newsa w takim materiale? Co w przypadku, gdy wartościowe, pisane przez ludzi teksty będą umieszczane niżej w wynikach tylko dlatego, że ci nie są w stanie zadowolić brutalnego i czasami niezrozumiałego dla nas algorytmu?

Czy to oznacza, że branża SEO umiera?

Absolutnie nie. Rozmawiałem na ten temat z kilkoma osobami z branży i są one zdania, że to wcale nie oznacza końca ich karier. Wręcz przeciwnie – w dalszym ciągu będą oni tworzyć analizy, zestawienia, dalej będą doradzać, ale charakter ich pracy nieco się zmieni. Najwyżej nie będą robić briefów dla copywriterów, lecz „programować” sztuczną inteligencję i wskazywać jej dane wejściowe, które posłużą do stworzenia takich materiałów. Dopóki Google istnieje i dopóki są algorytmy – dla nich zleceń nie braknie.

Braknąć może jednak pieniędzy dla copywriterów, którzy nie będą już potrzebni w tym procesie. Jednak prawdziwe przesilenie odbędzie się w momencie, w którym tekst napisany przez AI będzie nie do odróżnienia od tego tworzonego przez człowieka. Naukowcy sądzą, że taki stan rzeczy to jeszcze kwestia długich lat.